krzysztofmroczko krzysztofmroczko
4211
BLOG

13.12 przegrywamy każdego roku

krzysztofmroczko krzysztofmroczko Polityka Obserwuj notkę 27

Ostatni program Tomasza Lisa był jak zwykle pełen pięknych wypowiedzi wszystkich zaproszonych. Wzruszyłem się wiele razy, ale łzy zaczęły mi lecieć wartkim strumieniem dopiero przy dramatycznym wyznaniu europosła Marka Siwca, który zasłynął ostatnimi czasy rozwodem z Leszkiem Millerem.

Pan Siwiec powiedział mianowicie, że on się w grudniu 1981 roku bał. Że w tym stanie wojennym dopiero był ratunek dla takich jak on. I ja mu wierzę. Mógł się bać, tak zwyczajnie, po ludzku. On i wielu, wielu innych karierowiczów, którzy wstąpili do PZPR tylko po to, by zrobić karierę. Każdy, kto po 1976 roku wstępował w szeregi partii, robił to z cynicznego wyrachowania i nie ma sensu udawać dzisiaj, że było inaczej, że jakakolwiek ideologia skaziła ich myślenie. Chodziło tylko i wyłącznie o własny interes, który mogła poprzeć jedynie nomenklatura. I cała ich odwaga istniała dopóty, dopóki istniała mateczka partia. A jej żywot od kilkunastu miesięcy przed grudniem 1981 był coraz mniej pewny.

Wiele osób, pełniących różne funkcje w różnych zawodach w PRL, mówiło mi od tamtego czasu o strachu, jaki odczuwali o siebie i swoje rodziny. Wierzę, że tak było. Jako członkowie partii, która rozprawiała się z rzeczywistymi i urojonymi wrogami przemocą, nie mogli sobie nawet wyobrazić tego, że można przeciwnika oszczędzić. Nikt z tych ludzi nie patrzył jednak dalej niż przysłowiowy czubek własnego nosa. Nikt nawet nie wspominał o strachu robotników, pałowanych na komisariatach tylko dlatego, że ośmielili się zażądać podwyżek od władzy, która klasą robotniczą wycierała sobie gębę w co drugim zdaniu. Nikt ani się nie zająknął o strachu, jaki musiał czuć Pyjas, bity na śmierć. Nikt też nie wspominał o ofiarach, jakie ponosił każdy, kto ośmielił się myśleć inaczej. Dla tych osób ważne było jedynie, że generał Jaruzelski ich obronił.

Pytania o to, czy naprawdę polskich komunistów wieszano by na latarniach, można włożyć między bajki. Z Konopnicką i Brzechwą mogą w spokoju spoczywać na półkach. Skoro w sprzyjających warunkach, przy ogromnym poparciu społecznym, przy zdecydowanie lepszej pogodzie, nie zdecydowano się na zbrojne powstanie, to jak doszłoby do niego akurat w grudniu 1981? Wszystkie materiały, pokazujące domniemane składy broni związku, są równie prawdziwe co opowieści o hobbitach. Albo nawet mniej, bo oglądając stwory wymyślone przez Tolkiena mamy świadomość konwencji fantastycznej, a materiały z Dziennika TV podawane są nadal jako fakty z naszej rzeczywistości.

Niestety, lata lecą, a polscy politycy umieją jedynie licytować się o to, kto i gdzie siedział bądź nie siedział i komu należy się chwała za obalenie komuny. W tych warunkach nie ma już sił ani czasu na to, by w ogóle rozpocząć poważną rozmowę z rzecznikami generała. W efekcie mamy umarzane kolejne procesy, a ofiary i ich rodziny nadal nie wierzą, że jakiś wyrok w ogóle się pojawi. Sprawa po prostu została przegrana i nie czarujmy się dłużej, że jest inaczej. Spory zaś o kombatanctwo jedynie wzmacniają posttowarzyszy, którym zadowolone uśmiechy nie schodzą z twarzy.

Reszta jakoś też nie wygląda imponująco. IPN stać dotychczas było na to jedynie, by pokazać młodzieży ZOMO pałujące demonstrantów. Zawsze oglądając te sceny miałem ochotę wystosować do IPN pisemne zapytanie, dlaczego na przykład w Oświęcimiu nie odgrywają selekcji do gazu na rampie. Wierzę, że młodzież pokochałaby przedstawienie i naukę historii za pomocą nowoczesnych metod. Dziś już ktoś się wreszcie spostrzegł, odwołał imprezę, z powodu „wyczerpania formuły” podobno, ale trochę za późno. W szkołach mało komu w ogóle udaje się cokolwiek dowiedzieć, bo ważniejsze są podstawy cywilizacji śródziemnomorskiej, przecież bycie Europejczykami zobowiązuje. W efekcie coraz więcej ludzi wierzy, że stan wojenny naprawdę zapobiegł wojnie domowej, agresji ZSRR i innych państw bloku, a może nawet rozpętaniu III wojny światowej. Prawda zaś odpoczywa w cieniu, przez nikogo nie niepokojona.

Dlatego, z całym szacunkiem dla tych, których imienia dziś już nikt nie pamięta, stan wojenny po raz drugi okazał się klęską polskiego społeczeństwa. Przegraliśmy bowiem bitwę dużo ważniejszą – o prawdę i pamięć. Dziś widać to bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Przegrywamy ją już trzydzieści lat.

Wrocławianin z urodzenia i przekonania. Myślę szybko, nie owijam w bawełnę. Nadal wierzę w dziennikarstwo obywatelskie, dlatego prowadzę portal osiedlowy Wrocław Leśnica Info. Tutaj już nie piszę o polityce, zostawiam to hunwejbinom i sekretarzom. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (27)

Inne tematy w dziale Polityka