krzysztofmroczko krzysztofmroczko
1440
BLOG

Nic się nie dzieje, gdy nie nas biją

krzysztofmroczko krzysztofmroczko Polityka Obserwuj notkę 8

Dziś w tramwaju byłem świadkiem interesującej wielce rozmowy. Przebiegała między dwoma dziewczynami, sądząc po kierunku jazdy, studentkami. Otóż jedna kategorycznie broniła tego, że będzie swoje dzieci bić. Druga była na stanowisku, że nie wolno nigdy. Nie kłóciły się, nie pobiły także, ale żadna nie przekonała drugiej.

Dzięki tej rozmowie udało mi się, zupełnie przypadkiem, przypomnieć sobie o całej awanturze dookoła ratyfikacji unijnej konwencji o przemocy domowej. Nie wszystko, co przychodzi do nas z brukselskich biurek, jest normalne, ale akurat w tym wypadku należałoby bronić wejścia w życie tego przepisu do upadłego. Niestety, nie bardzo jest chyba komu. Nasza lewica parlamentarna walczy obecnie w własne życie, nie ma zatem czasu na takie głupoty. Reszta zainteresowanych nie potrafiła przebić się przez zmowę milczenia od lat, także i tu nie widzę szansy. Co nie znaczy, że nie trzeba próbować.

Wspomniana na wstępie rozmowa miała pokazać jedynie dwie kwestie, które obalają stereotypowe mity, rozpowszechniane przez naszego ministra sprawiedliwości w poczuciu wypełniania dziejowej misji (poza szukaniem własnego zaplecza politycznego, rzecz jasna). Nie jest to zresztą wina samego ministra, on po prostu jest produktem swego otoczenia. W naszym kraju bowiem – i to jest pierwsza kwestia– ktoś bijący swych domowników jest, niczym alkoholik czy wariat, wykluczony spoza działania prawa. Nic się przecież nie dzieje, dopóki to nie nas biją. Ile razy słyszałem głosy, że dla dobra rodziny/dzieci/opinii sprawy nie trzeba nagłaśniać. Wszak nikt jeszcze nie umarł od kilku ciosów, prawda? No i co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza, dodają księża, którzy o rodzinie mogliby mówić czasem nieco mniej, za to choć trochę mądrzej.

Drugim niebezpiecznym mitem jest fakt, że to kobiety są jedynie ofiarami. Tak jakoś jest, że tylko one walczą z przemocą domową, to ich historie pojawiają się w mediach. Rzadkość stanowi coś innego, co można było dokładnie zauważyć w debacie o tej konwencji. Bardzo mało osób zabierających z tej okazji głos wspomina o dzieciach, które równie często – jeżeli nie częściej niż kobiety – padają ofiarami kochających inaczej rodziców. Przy okazji – akurat w tej kwestii kobiety biją (a nawet zabijają) chyba równie często co mężczyźni. Takie swoiste równouprawnienie.

Oczywiście, przy okazji znowu słyszymy wezwania dobiegające z prawej strony, obrony polskiej rodziny przed rozbijaniem, wpędzaniem w gejostwo czy lesbianizm i całą tę okropną resztę. Nikt słowem się nie zająknie, że o wiele częściej rodziny rozbija bieda, długie godziny pracy (także w niedziele i święta) czyli to wszystko, co serwuje nam rodzimy kapitalizm, w którym zysk wyrażony w liczbach jest jedyną kwestią, jaka kogokolwiek interesuje.

Można by tak jeszcze długo, tylko w sumie nie wiadomo po co. Przecież, jak głosi nie tylko sam minister, problemu nie ma. On nie zna bowiem przypadków przemocy domowej. A nawet jeśli takowe są, to nie trzeba pisanych praw. Wystarczą stereotypy. Wystarczą, bo konserwują dotychczasowy stan rzeczy. Wszystko zaś, co konserwuje jest dobre, czyż nie, panie ministrze?

Wrocławianin z urodzenia i przekonania. Myślę szybko, nie owijam w bawełnę. Nadal wierzę w dziennikarstwo obywatelskie, dlatego prowadzę portal osiedlowy Wrocław Leśnica Info. Tutaj już nie piszę o polityce, zostawiam to hunwejbinom i sekretarzom. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka