krzysztofmroczko krzysztofmroczko
655
BLOG

Zacznijmy od rozmów partnerskich

krzysztofmroczko krzysztofmroczko Polityka Obserwuj notkę 10

 Ostatnio w rozmowie usłyszałem zdanie, które dla mnie najlepiej jest w stanie opisać całą histerię wokół związków partnerskich. Zdanie to brzmi” „Nie sztuka mówić do rzeczy, sztuka mówić do ludzi.” Jak tak obserwuję poziom debaty, to jednak nikt w Polsce nie opanował tej skomplikowanej sztuki. W każdym rodzaju polityki, ale najlepiej to widać przy dyskusjach światopoglądowych.

Weźmy taki przykład. Nowe „Do rzeczy” mówi od rzeczy. Zebrani niepokorni ostrzegają przed nawałą tęczowej masy ludzkiej, która zmiecie z powierzchni kraju wszelkie wartości, jakimi Polska stoi. Nie mogło w tym daniu zabraknąć i nuty antyrządowej – PO tak nieudolne, że ulegnie naciskom tajemniczego lobby. Przekaz słowny wzmocniono jeszcze okładkowymi postaciami nowych „niezłomnych” – posłanki Pawłowicz i ministra Gowina. Gdyby nie oni, nigdy już nie narodziłoby się polskie dziecko. A tak wszystko będzie po Bożemu nadal, w tradycyjnej polskiej rodzinie, gdzie ojciec alkoholik bije żonę i dzieci i co niedzielę staje dumnie w kościele.

Łatwo jest żartować, ale to tak naprawdę smutne. Smutne, jak normalni ludzie w pewnych kwestiach po prostu dostają zaćmienia lub białej gorączki, trudno to zresztą nazwać. Nikt o zdrowych zmysłach nie myśli o tym, że 2 procent gejów i lesbijek w Polsce w jakiś sposób zagraża polskości. Chyba, że robią to ze zwykłego cynizmu i wyrachowania, wiedząc, że dobrze się podobne głupoty sprzedają. Popularność pani Pawłowicz nie pozwala zapomnieć o potencjalnej monetyzacji szumu medialnego.

Być może zresztą jest jeszcze inaczej. Oto ci ludzie naprawdę wierzą, że żyją w Polsce, w której nie mogą pisać co chcą. Nie mogą żyć jak chcą. W której zamykają ich do więzień, a przynajmniej na 48 godzin tylko za to, co napisali w ostatnim felietonie. W którym w żadnym kiosku nie można dostać ich gazety i nikt nie chce sfinansować powstania nowego pisma. W której nikt ich nie zaprasza do telewizji i pałuje na demonstracjach. W której latami nie mogą znaleźć pracy, wydać książki, wygłosić odczytu na uczelni. Jeśli bowiem żyją w takim świecie, to rzeczywiście zagrożenie panowania ludzi homoseksualnych jest straszliwie realne.

Z drugiej strony nie jest jednak lepiej. Cała kampania wokół legalizacji związków partnerskich zaczęła się właściwie w chwili debaty w sejmie. Może jestem naiwny, ale myślałem, że Polacy i Polki są zainteresowani tematem (z tych lub innych pozycji) i taka debata jest słuszna i potrzebna. I nic. Lewicowe projekty po prostu napisano w piwnicach, wydrukowano na sicie i przyniesiono do parlamentu pod osłoną nocy.

W efekcie trudno liczyć na rzeczową debatę, na co żalił się poseł Biedroń. Zgadzam się, że jakoś nie ma merytoryczności w tym temacie. Nie ma ich też i w innych, ale nie o to chodzi. Chodzi bowiem o to, że partia pana Biedronia (na przykład) mogła zrobić kampanię na bilboardach, która wywołałaby burzę medialną, co pozwoliłoby pewnie na pokazanie merytorycznego przekazu. Nic takiego się nie stało. Pozarządowe organizacje istnieją w swoich niszach i jedyne bilboardy wieszają w chwili, gdy mogą dostać procent naszego podatku. A lud ciemny nadal.

W dodatku jaśnie oświeceni bluzgają przeciwną stronę, wyśmiewają szyderczo z ogromnym poczuciem wyższości. Wydawałoby się, że uciskani mogą mieć jakiś stopień empatii, ale to próżne nadzieje w kraju nad Wisłą. U nas trzeba być wyrazistym, przekonanym i nieprzejednanym. Należy wyśmiewać „oszołomstwo pisuarów”, nie płakać po papieżu i w ogóle zapomnieć o tej krępującej polskości, co to klęka przed krzyżem. Agresywna retoryka w walce o prawo do miłości i tolerancji kwitnąć może tylko w otwartych umysłach naszych aktywistów płci obojga.

Zaczynam mieć takie dziwne wrażenie, że obu stronom to po prostu pasuje. Elektorat uwielbia pojedynki, krzyki, wyzwiska. Jest dramat niczym w polsatowskim „Dlaczego ja?”. Media kochają, publika kupuje, słupki przeżywają wzloty i upadki. W międzyczasie diety kapią regularnym strumieniem na konto. Się kręci.

I tylko pozostaje jakieś takie dziwne uczucie, że nic się nie zmienia. Jak zresztą mogłoby w chwili, gdy nikt nikogo nie słucha, myśląc tylko o własnej kwestii? Może zatem zanim będziemy rozmawiać o związkach partnerskich, porozmawiajmy o rozmowach partnerskich. Takich, w których szanuje się rozmówcę chociażby. Trudne? Pewnie, że trudne. Dużo trudniejsze niż toczenie piany. Jednak chyba nieco skuteczniejsze. Chyba, bo jeszcze nikt nie sprawdził, wszyscy wolą mówić jedynie o sobie do siebie. Na razie zatem szans na związki partnerskie nie ma. Choć pierwszym krokiem mogłyby zostać rozmowy partnerskie.

Wrocławianin z urodzenia i przekonania. Myślę szybko, nie owijam w bawełnę. Nadal wierzę w dziennikarstwo obywatelskie, dlatego prowadzę portal osiedlowy Wrocław Leśnica Info. Tutaj już nie piszę o polityce, zostawiam to hunwejbinom i sekretarzom. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka