krzysztofmroczko krzysztofmroczko
461
BLOG

Cicha śmierć symbolu

krzysztofmroczko krzysztofmroczko Polityka Obserwuj notkę 2

Jest tyle ciekawych i ważnych spraw, którymi żyje nasze ukochane miasto. Proces prezydenta z byłym zastępcą, podwyżki opłat za śmieci, dziwne przetargi w Rynku i nie tylko, wydawanie pieniędzy na Śląsk, megagwiazdy na stadionie, kłopoty MPK i tak dalej i tak dalej. Kto chce pisać, ma tematów tyle, że trudno je wszystkie ogarnąć. Postanowiłem zatem skupić się na czymś, o czym zawodowi ludzie klawiatury jakoś pisać nie chcą. Osobiście uważam, że to troszkę źle. Dlatego piszę ja.

Jest takie miejsce w samym centrum miasta, którego nie trzeba przedstawiać nikomu po trzydziestce. To zegar na Świdnickiej, w latach 80. i 90. miejsce bardzo polityczne. To tutaj zbierały się wszelakie manifestacje i demonstracje, począwszy do dzikich wyczynów armii Majora Fydrycha, strzelającego z dział surrealizmu do komuny. To w tym samym miejscu na początku lat 90. spotkać można było różne partie polityczne, zawierające pełne spektrum sceny politycznej - od skrajnych nacjonalistów Bolesława Tejkowskiego aż po anarchistów z istniejącej jeszcze wówczas Międzymiastówki Anarchistycznej. To tam po raz pierwszy na żywo ujrzałem między innymi Janusza Korwin – Mikkego, i to tam spotykałem ludzi, którzy jakoś istnieli w lokalnej czy krajowej polityce. Mimo egzystencji kilku zegarów na Świdnickiej (choćby ten przy dzisiejszym pomniku Chrobrego czy przy dawnym Empiku), każdy w mieście wiedział, że spotkanie zaanonsowane „na Świdnickiej pod zegarem” może się odbyć tylko w jednym miejscu. I przybywano licznie.

Nie tylko zresztą z polityką kojarzy mi się to miejsce. Ten zegar to był także punkt, w którym umawialiśmy się z dziewczynami, by nad kawą porozmawiać o czymś zupełnie innym niż ówczesny stan polskiej czy lokalnej władzy. I te spotkania były ważne, częstokroć ważniejsze niż polityczne demonstracje.

Dziś to miejsce umarło. Nie tylko dlatego, że pojawiły się nowe czasy, nowe technologie czy nowi ludzie. Umarło, bo władze miasta jakoś zupełnie o nim zapomniały. Jeszcze przed Euro2012 próbowano jakoś reanimować zegar, montując licznik odliczający dni do imprezy. Raz działał, raz nie działał, ale przy tej okazji choć trochę odświeżono miejsce. Po samej imprezie zupełnie już zapomniano o czymś, co może nie jest i nigdy nie było atrakcją turystyczną, ale za to ważnym punktem na miejskiej mapie dla samych mieszkańców. Ze smutkiem patrzyłem, jak najpierw przez długie miesiące mieliśmy do czynienia z dwoma zegarami – elektronicznym i wskazówkowym – pokazującymi dwa różne czasy, z których żaden nie był tym właściwym. Jakoś już w nowym roku zegar umarł śmiercią cichą i nikogo nie obeszło jego odejście. Być może, jak wszystkie rzeczy tego świata, zakończył swój żywot bezpowrotnie. W końcu wszyscy zmierzamy do tego końca.

I tylko czegoś jednak żal.

 

Wrocławianin z urodzenia i przekonania. Myślę szybko, nie owijam w bawełnę. Nadal wierzę w dziennikarstwo obywatelskie, dlatego prowadzę portal osiedlowy Wrocław Leśnica Info. Tutaj już nie piszę o polityce, zostawiam to hunwejbinom i sekretarzom. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka