Adam Michnik znowu dmie w surmy. Według niego faszyzm w Polsce rośnie w siłę, stanowiąc już poważne zagrożenie dla Polski. Trudno polemizować z faktami, które pokazują, jak częste w naszym kraju stają się pobicia cudzoziemców czy nawoływania do przemocy. Nie sposób jednak zgodzić się co do przyczyn. Adam Michnik jest bowiem jednym z głównych reżyserów wydarzeń, które doprowadziły do stanu obecnego.
Po pierwsze – wzrost radykalnej prawicy jest odpowiedzią na klęskę państwa liberalnej demokracji, za której wprowadzeniem stoi były naczelny Gazety Wyborczej. Od chwili swojego powstania III RP dążyła do tego, by wykluczyć z grona obywateli wielu ludzi, dla których sposób przeprowadzenia transformacji był wyniszczający. Radosne przyjęcie przez ówczesnych solidarnościowych posłów neoliberalnych dogmatów sprawił, że znaczna część polskiego społeczeństwa została pozostawiona sama sobie. W rezultacie zajęła się nią skrajna prawica. Rzesze wykluczonych szukały i szukają nadal swojego miejsca, a gdy słyszą i czytają w kółko o tym, jak to związki zawodowe są szkodliwe, jak ich pragnienie życia w państwie, które poza wymaganiami ma też i obowiązki wobec swych obywateli jest roszczeniowym bełkotem sierot po komunizmie, mają zwyczajnie dość. Chcąc nie chcąc, muszą się radykalizować.
Po drugie – brak zgody na odmienność poglądów w przestrzeni publicznej. Mówienie dziś o tym, że to prezes Kaczyński zaostrza język publicznej debaty, jest grubym nieporozumieniem. Zrobiło to bowiem środowisko ówczesnej Unii Demokratycznej, pozbawiając inaczej myślących nie tylko prawa głosu, ale przede wszystkim prawa do odmienności przekonań. Nie powinien dziś dziwić nikogo fakt, że wielu ludzi radykalizuje się, skoro zostali wtrąceni w te koleiny przez dwie dekady publicznej nagonki. Ta sytuacja pokazuje, iż kto sieje wiatr, zbiera burzę.
Po trzecie – skrajne ugrupowania odwołują się do wciąż nierozliczonych kwestii zmiany systemu. Tu również udział Adama Michnika jest bezsporny. Gruba kreska, uznanie ludzi dawnej nomenklatury za ludzi honoru, częste występowanie przeciw projektom lustracji stanowi pożywkę dla dzisiejszych teorii spiskowych. Teczki do tej pory budzą wiele emocji, podobnie jak procesy byłych funkcjonariuszy i tajnych współpracowników. Ale w Gazecie Wyborczej wszystko jest czarno – białe i nie ma tu miejsca na wątpliwości. Skąd zatem podobne zarzuty wobec tych, którzy mają czelność do budowania własnych narracji?
Można by tak jeszcze długo, ale przecież taka rozmowa nie prowadzi do niczego. Każdy, kto ma śmiałość do występowania przeciw stanowisku pana Michnika, na pewno sam jest faszystą. Dyskusja nie istnieje, są tylko wyroki. Dopóki tak będzie, dopóty owo widmo faszyzmu nie opuści nas. Co gorsza, podobne inicjatywy jedynie wzmocnią jedną i drugą stronę. A sytuacja, która doprowadziła do tego momentu, na pewno się nie zmieni.




Komentarze
Pokaż komentarze (81)