Obiecałem sobie nie komentować wyników wyborów na Podkarpaciu. Od dwóch dni trudno bowiem napisać coś odkrywczego lub chociaż świeżego. Wczorajszy strony główne wielu portali nie pozostawiły miejsca na podobne dokonania. Trudno także przebić zawodowych komentatorów z wędkarskiego tygodnika Sieci czy też poświęconych modzie Rzeczy. Kto ciekaw, niechaj czyta. Mnie przy okazji tej całej medialnej burzy zafascynował zaś jeden komentarz, pochodzący z chóru akurat po przeciwnej stronie katedry. Otóż jeden z posłów PO wyraził był ubolewanie z powodu słabego wyniku swojego kandydata. Cóż, nie byłoby w tym nic dziwnego, wszakże kolega, choć tylko koalicjant. Ważny jest jednak wniosek, jaki pojawił się w głowie poselskiej, bo to jest już pokaz myślenia wyższej próby. Otóż pan poseł stwierdził śmierć demokracji. Przyznacie państwo, mocne słowa.
Jak się okazuje demokracji nie ma w naszym kraju. Do jej zabójstwa – a może tylko zarażenia wirusem jakieś nieuleczalnej choroby – przyczynili się wszyscy ciemni ludzie, co zagłosowali na kandydata niewłaściwej partii. W gruncie rzeczy nie powinno to nikogo dziwić, wszak sam premier stwierdził ostatnio, że referendum warszawskie nie ma z demokracją nic wspólnego, a wynik można sobie włożyć... między bajki na przykład. Ogłoszony zatem zgon ustroju jest tylko potwierdzeniem stanu faktycznego.
Zabawne to wielce. Kiedy lud głosuje tak jak chcemy (czyli na nas, jedynie słuszny wybór), to wówczas jest święto demokracji, tryumfalny jej pochód przez wszystkie warstwy społeczne i całą szerokość i długość kraju. Wiadomo także, że mamy już społeczeństwo obywatelskie, a to dzięki partii, która ową obywatelskość szerzy w zacofanym narodzie. Kiedy jednak ów lud zmienia swoje sympatie – o, to wówczas już wiadomo, że społeczeństwo zdurniało. I woli w ciemnocie pozostawać, obywatelskości się pozbyć. Moralność Kalego, tak często przypominaną w różnych sytuacjach, można odnieść i do politycznych głów. Widocznie Kali odpowiada typowi, który najchętniej się u nas zajmuje polityką.
Prawda zaś jest dużo bardziej banalna – kiedy już nie ma argumentów, należy rzucać kamieniami. Robi tak każdy, więc akurat PO w tym żadnej zasługi nie ma, ale wytaczanie dział coraz większego kalibru świadczy o rosnącym zdenerwowaniu w szeregach. Jak będzie? Nie wiem, ale osobiście wierzę, że mimo wszystko demokracja u nas jakoś dyszy. Może i ledwo, ale żyje. A dopóki żyje jest szansa, że jednak przetrwa. Wystarczająco silna, by zgnieść drużynę premiera od gały.





Komentarze
Pokaż komentarze