Jakiś czas temu na trybunach wrocławskiego stadionu pojawiło się wielce wzruszające hasło, zwłaszcza dla mojego belferskiego serca. Oto wcale liczna gromadka dziatwy szkolnej trzymała wielką sektorówkę z napisem „Chcemy wychowania patriotycznego w szkołach”. Zalały mnie fale wzruszenia, boć przecież jak świat światem dziatwa nie chce być uczona niczego, traktując szkołę jako opresję i stratę czasu. A tu proszę, co za świadomość. Śmiem jednak przypuszczać, że nie zrobiły tej pięknej wizualnie oprawy ręce dzieci na plastyce, ale jakieś niewidzialne rączki dały do trzymania. Wszak podobno dziś patriotyzmu można się nauczyć jedynie na stadionach. No, może jeszcze na koncertach. Szkoda, że ani w sporcie ani w muzyce potęgą jakoś nie jesteśmy...
Próbuję żartować ale przeraża mnie taka dyskusja, w której nie ma dyskusji. Żeby zobaczyć, co to jest wychowanie patriotyczne można poczytać sobie dokumenty MEN. Wszystko jest tam ładnie rozpisane, na lata i miesiące nawet. W klasach mamy i krzyże i orły i naszych noblistów a nawet mapy Polski. Lekcji języka polskiego jest wciąż jeszcze najwięcej, nawet bez „Pana Tadeusza” w programie. Akademii ku czci i z okazji mamy tyle, że starczyłoby jeszcze i dla czeskich dzieci, niech też się dokształcą. A jednak patriotyzm umiera, przynajmniej według niektórych. Być może wynika to z tego, że my Polacy wszystkie zarządzenia i regulaminy mamy gdzieś?
Aby zdiagnozować śmierć trzeba by było najpierw poznać pacjenta. Bo o tym, czym jest – bądź powinien być – patriotyzm dyskusje nie milkną gdzieś tak od chwili powstania tego pojęcia. Albo może od czasów króla Piasta. Mi osobiście patriotyzm dziarskich chłopców z Młodzieży Wszechpolskiej krzyczących „Wielka Polska Katolicka” jakoś słabo przemawia do głowy, być może moja głowa zbyt mało pojemna na to, by wytrzymać na wiarę aksjomat Polak=katolik. Patriotyzm w stylu pop, komiksowo pokazujący bohaterów PW i na siłę starający się zrobić „fun” z rzeczy najbardziej przecież poważnych, też słabo dociera do mej głowy, może z powodu wieku. Grupy rekonstrukcyjne i inne mnie nie kręcą, bo oglądanie manifestacji Solidarności pałowanej przez milicję czy wiosek palonych przez UPA nie jest typem rozrywki, w jakiej gustuję. Wolałbym popatrzeć na selekcję w Oświęcimiu, ale na razie IPN takich pokazów nie robi.
Wszyscy szukający patriotyzmu za wszelką cenę, robiący wielki raban wokół tego tematu mają na celu jedno. Zagłuszenie własnego sumienia. Tak, bo patriotyzm to jest coś, co robimy na co dzień. Patriotyzmem jest przestrzeganie prawa: płacenie podatków, parkowanie w miejscach do tego przeznaczonych, sprzątanie po własnym psie. Patriotyzmem jest rozmawianie z własnymi dziećmi w nieco większym wymiarze niż sakramentalne: Jak tam w szkole? Patriotyzmem wreszcie jest branie udziału w życiu społecznym. Dopiero po codziennym wypełnianiu tych obowiązków wobec własnego państwa i narodu można nazwać się patriotą. Wymachiwanie flagą od święta nie ma tu nic do rzeczy. O czym można będzie przekonać się już 11 listopada.





Komentarze
Pokaż komentarze (36)