Tak sobie czytam pojawiające się regularnie – zwłaszcza w mediach prawicowych, choć nie tylko – lamenty nad zakłamaniem władzy, nad jej arogancją i bezkarnością. Czytam też o tym, że to media najbardziej w tym wszystkim biorą udział, kłamiąc na życzenie decydentów. Osobiście nie mam zupełnie takiego wrażenia. Telewizję można sobie przełączyć albo w ogóle zlikwidować. Można kupować określone tytuły lub też w ogóle nie chodzić do kiosku. O wiele trudniej jest nie jeść.
Co ma jedzenie ze zniewoleniem wspólnego? Zasadniczo wszystko. Jeśli przyjrzymy się ostatnio opublikowanej liście porównującej siłę nabywczą średniej pensji to zobaczymy, że możemy kupić mniej. To sygnał pierwszy. Inny jest taki, że ową mityczną średnią zarabiają równie mityczni ludzie. Coraz więcej skazanych jest na coś pomiędzy 1 500 zł a 2 500 miesięcznie. I tu pojawia się pierwsza oznaka zniewolenia. Za te pieniądze nie można wspierać swojej ulubionej gazety. Za te pieniądze nie można zwiedzać własnego kraju. Za te pieniądze nie można w ogóle zrobić wiele. Trzeba natomiast ciągle walczyć o życie. I tym właśnie zajmuje się większość Polaków. A politycy dziwią się, że tak wiele osób nie chodzi na wybory.
Opresja pogłębia się każdego dnia. Duże, dwucyfrowe bezrobocie to jedna rzecz. Kiedy jednak dodamy do tego zniesienie zabezpieczeń emerytalnych (do tego zmierzamy coraz żwawszym krokiem) i bliskie już wymuszanie płacenia haraczu za możliwość popracowania na stażu, szybko się okaże, że nie możemy praktycznie nic. A związkowcy dziwią się, że Polacy się nie buntują. Strach przed głodem i bezdomnością, do których prowadzi bezrobocie, stanowi jedyny skuteczny zawór bezpieczeństwa dla systemu, w którym pojęcie człowieczeństwa nie istnieje. Istnieje tylko wartość portfela, nierzadko zresztą zupełnie wirtualnego.
Człowiek myślący mógłby się buntować, mówią różni mądrzy ludzie. Mówią też, że dla władzy głupsi ludzie są łatwiejsi w sterowaniu. Stąd rozpacze nad zmianami programu i postępującym zidioceniem społeczeństwa. Jakby program szkolny coś załatwiał, to dziś w Polsce nikt nie pamiętałby o Katyniu, którego nie było w podręcznikach kilkadziesiąt lat. A jeśli pamiętamy jednak, to właśnie dzięki działaniu na przekór programowi. Ci sami ludzie wierzą, że z biedy może wyciągać edukacja. Być może było to prawdą w wieku XX. W naszym stuleciu edukacja prowadzi w stronę zadłużenia. Nie gwarantuje żadnej pracy, nie gwarantuje godziwych zarobków. A jednak kosztuje i to coraz więcej. Logika jest w tym tylko jedna – całkowite zniewolenie.
Otacza nas cała siatka połączeń, z których totalnego charakteru w ogóle nie zdajemy sobie sprawy. Najgorsze dla społeczeństwa nie jest bowiem stronnicze przedstawianie faktów przez media. Gdyby tak było, do dziś wierzylibyśmy w zaplute karły reakcji z AK albo nawet w krążenie Słońca dookoła Ziemi. Najgorsze są utraty podmiotowości jednostki, wprowadzane przez kolejne rządy w ten czy inny sposób. Zniesienie ośmiogodzinnego dnia pracy spowoduje większe szkody w umysłowościach całego społeczeństwa niż 25 lat nieudanych reform polskiej szkoły. Wcześniej czego Jaś się w szkole nie dowiedział, dowiedział się w domu. A teraz będzie rozmawiał z rodzicami od święta, z każdym w inny dzień tygodnia i o innej porze. Bo praca, bo bogacimy się przecież, bo prawa pracownicze są reliktem komuny, które trzeba zwalczyć jak najszybciej.
I to jest najsmutniejsze. Większość wierzy, że sami poradziliby sobie lepiej niż wspólnie. W efekcie jedynie wzmacniają swoje zniewolenie, ciesząc się jak dzieci z pozornych ustępstw systemu (ach, ta swoboda podróżowania!). W rezultacie jednak pozwalają się oplatać jeszcze bardziej gęstą siecią powiązań. Nawet zresztą ich nie dostrzegają, zajmując się jakimiś bredniami, wyssanymi z palca przez tych czy innych dziennikarzy, oddanych ponoć sprawie. Okładkowe wojenki paru żałosnych redaktorów, walczących tak naprawdę jedynie o swoje pensje związane ze stanem sprzedaży, są naprawdę mało istotne w życiu ludzi. Problem tylko w tym, by to dostrzec, zanim będzie za późno. Nie trzeba być wyznawcą Marksa, by uznać, że byt jednak w dużym stopniu określa świadomość. Bunt przeciw komunie był możliwy tylko dlatego, że żołądki były w miarę pełne, a czasu po pracy sporo. Dziś poza zapełnianiem żołądka nie ma już na nic ani czasu ani sił nawet. I dlatego tu nie będzie rewolucji. Jeszcze długo.





Komentarze
Pokaż komentarze (3)