13 grudnia nie wypada nie pisać o generale Jaruzelskim. Oceniam go negatywnie, co dowiodłem już przy okazji innych rocznic, pisząc i tutaj. I to nie tylko za stan wojenny. Dziś jednak samo pisanie o złym generale wydaje mi się dalece niewystarczające. Wina Jaruzelskiego jest bowiem wielka i nie podlegająca dyskusji. Bez trudu można jednak znaleźć wielu, którzy prawie mu dorównują. Wydawanie wojny własnemu krajowi to wielka zbrodnia, ale nieumiejętność lub – w co jednak nie chcę wierzyć – niechęć do rozliczenia winnych jest winą znacznie większą. Udawanie tak wielu ludzi, że prowadzą jakieś procesy autorów stanu wojennego to zbrodnia większa niż ta przeprowadzona przez mafię w mundurach.
Wszyscy piszący o tym, co wydarzyło się 13 grudnia 1981 roku tak naprawdę piszą tylko o sobie. Jedni pamiętają brak „Teleranka”, drudzy ucieczkę przez płoty wrocławskich fabryk, inni wyłamywanie drzwi przez ZOMO. W mediach tylko o tym, czasem znajdzie się jeszcze ktoś, kto próbuje coś tam oryginalnego powiedzieć, ale i tak prędzej czy później kończy się na tym, że cała sprawa dotyczy personalnie osoby mówiącej. Oczywiście, jest też wątek i tego, że to wojsko na skutek decyzji Jaruzelskiego. I ciągłe migawki tego przemówienia z tamtej niedzieli. Niby wiemy już tyle, a jednak czegoś brak.
Dziś, ponad trzydzieści lat później jedno jest jasne – nic nie jest jasne. I dlatego tak ważne było szybkie osądzenie towarzyszy generałów. Niestety, nikt nie potrafił (nie chciał?) tego zrobić. W rezultacie mamy schorowanego staruszka, którego rzeczywiście dziś zwyczajnie nie wypada sądzić. Uważam więc, że powinniśmy w zamian rozważyć osądzenie wszystkich tych, którzy dopuścili do tego, by przez niemal ćwierć wieku nie udało się stwierdzić tego, co Trybunał Konstytucyjny raczył uznać 16 marca 2011 roku – stan wojenny był nielegalny w świetle konstytucji PRL. Jeśli to orzeczenie brać pod uwagę, to możemy zapełnić bardzo długą ławę oskarżonych, którzy dopuścili się zaniedbań w swojej pracy. Prokuratorzy, śledczy, sędziowie – oni wszyscy przez lata doprowadzili do tego, że dziś toczymy wojenkę o to, jak oceniać generała Jaruzelskiego. A przecież nawet te symboliczne kilka lat więzienia, zasądzone powiedzmy przed 20 laty, pozwoliłoby dziś zupełnie inaczej patrzeć na rzeczywistość. I historię rzecz jasna.
Nie chcę tutaj rozwlekać po raz nie wiadomo który wizji spiskowej teorii transformacji. Jednak dziwne jest właśnie to milczenie. Zwłaszcza wśród byłych rewolucjonistów, którzy przyjmują za pewnik, że generałowie w 1989 mieli taką siłę jak w 1981 i trzeba dziękować, że nie wprowadzili stanu wojennego drugi raz. W efekcie dawni opozycjoniści nie są zainteresowani tym, by zetrzeć ironiczny uśmieszek z twarzy generała Kiszczaka. Wszak to człowiek honoru, polski oficer pełną gębą, na co posiada stosowne poparcie dawnych przeciwników politycznych.
Wracam zatem do telewizora i komputera, do tej naszej małej wojenki o stan wojenny, wspomnień dzieci i kombatantów. Prawdziwych problemów nie da się przecież rozwiązać w sytuacji, gdy nie ma nawet woli ich rozstrzygnięcia. Być może następne stulecie dopiero zmieni tę sytuację. Na razie i generałowie i opozycjoniści mogą spać spokojnie. I opowiadać historie ze swej strony barykady.





Komentarze
Pokaż komentarze (27)