[]
Bezchmurne niebo. Żar tropików i spokój w porcie. Najlepsze są ciche przystanie oddalone od centrów grawitacji - tego cłego turystycznego zgiełku i szumu bankowych przelewów. Z tej perspektywy wszystko widać wyraźniej. Grande Terre i jeszcze trochę dalej. Podróż na wschód wydaje się jedynym sensownym rozwiązaniem. Chyba, że uda się coś zmienić. Zakończyć cały ten upadły postsolidarnościowy układu - socjalistów PiSu, SLD i pseudo liberłow PO. Może kiedyś Polacy odzyskają wpływ na państwo dzięki JOWom. Za kilka kolejnych lat, jeśli nie będzie za późno. Przez ostatnie 25 lat zrzekli sie państwa na rzecz partii - tak właśnie wygląda mentalność niewolnicza - 50 lat komunizmu, mnij lub bardziej jawnego, upokarzania społeczeństwa i oduczania poczucia własnej wartości i godności - i efekt jest taki jak widać. Przez 25 lat w wolnym od jawnej opresji państwie obywatele obawiają się swoich własnych wyborów - oddając decyzje, które powinny należeć do nich, partiom i ich mniej lub bardziej zacofanym liderom. 25 lat albo więcej mentalnego zapóźnienia. Kandydaci na prezydenta o posturze i mentalności subiekta Andrzeja Dudy promowani przez emeryta Kaczyńskiego i lobby izraelskie, czy wujaszek Wania Komorowski, któremu brakuje tylko akordeonu. Powiedzmy sobie szczerze, co oni mogą wiedzieć o muzyce?! A przecież muzyka jest najważniejsza! - bez muzyki nie ma polityki i nie będzie Rzeczpospolitej, wibracje strun, wibracje fal, drgania duszy, kaskady dźwięków, klucze wiolinowe, sonaty scherz, Chopin, Penderecki, Górecki. A to dopiero początek skali. Potem wchodzimy jeszce wyżej - Pink Floyd, The Doors. Led Zeppelin, Dire Straits a to nadal tylko wstęp... Wyobrażacie sobie, co może myśleć (po cichu, bo przecież głośno tego nie powie) taki Obama o polskich zapóźnionych politykach przyglądając się im ze szczytu 'Schodów do Nieba'. Wolne żarty...
Wyobraźcie to sobie prezydentowa Komorowska i premierka Kopacz słuchające razem z Miechell Obamą Led Zeppelin na koncercie w Kennedy Center 'Stairway to Heaven' 1971, to powinna być muzyka ich młodości. Tymczasem to czarna magia i mission imposibille w jednym, albo wyobraźcie sobie tam Andrzeja Dudę - 'subiekt, który jeździł na nartach' i na tym buduje swój prezydencki PR, jak chłopiec z PRLu, który dostał rower? Cóż... Na szczęście dla nich nie będzie takiej okazji, Nikt nawet o nich nie pomyśli. Nikt Komorowskiego czy Dudy na taką okoliczność nie zaprosi. W jakim celu? Jaki jest sens wspólnego słuchania muzyki i robienia polityki z kimś kto się urodził w Ruskiej Budzie, a jedyną muzyka jakiej słuchał były wokale Ireny Santor, i dźwięki Czerwonych Gitar, może jeszcze muzyka żydowskich klezmerów (Duda)... dużo prościej grzecznie poinformwać, że nastąpił wybuch wulkanu i chmury pyłu blokują loty samolotów. Przecież Komorowski czy Duda i tak nie zorientują się czy to prawda czy nie. Nie mają nawet do dyspozycji własnych satelit pogodowych, a gdyby nawet, pewnie nie przyszłoby im do głowy, żeby do nich zasięgnąć informacji.
Z punktu widzenia elit zachodu - Komorowski, Kaczyński, nawet Duda i Tusk to chłopcy z których można sobie pożartować za ich plecami. I zrobić z nimi co się tylko zechce (przy pomocy dowolnego lobby i czy mniej lub bardziej wyrafinowanej zagrywki medialnej), i tak się nie zorientują, Tak samo jak nie orientują się w rzeczywistości końca XX wieku, której nie mogli doświadczać bo albo byli zbyt biedni albo byli za murem. Tak to wygląda. Biedni socjaliści z PiSu i SLD, dzieci PRLu wyrwane z głębokiego snu, próbują robić politykę Rzeczpospolitej... może nawet nie próbują, mądrzejsi i więksi robią to za nich.
Jedyne co można w tej sytuacji zrobić to napić się wina. Może to coś zmieni. To jest jakieś rozwiązanie. Innego nie widać.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)