Minęło 16 dni od tragedii pod Smoleńskiem. Pytań jest znacznie więcej niż odpowiedzi. Mam też swoje pytanie:
Jak daleko może zajść przy tej okazji nierzetelność, chęć indoktrynacji lub głupota polskich polskich portali?
Rosjanie sugerują bowiem, iż przyczyną katastrofy mógł być nietypowy rozkład radiolatarni. który zaskoczył polskiego pilota. Powstaje jednak pytanie, czy ś.p. kpt. Arkadiusz Protasiuk, który kilka dni wcześniej lądował w Smoleńsku jako drugi pilot z wizytą premiera Donalda Tuska, nie wiedział o tym?
Co w tej sprawie napisał Onet:
Kilka dni wcześniej kpt. Arkadiusz Protasiuk, jako drugi pilot, leciał do Smoleńska z premierem Donaldem Tuskiem. Samolot mógł jednak wtedy podlatywać do lotniska z drugiej strony, a tam położenie radiolatarni jest standardowe: 4 i 1 km.
Zwracam uwagę na słowo MÓGŁ, sugerujące onetowym lemingom, że nie udało się tego ustalić.
Tymczasem w Rzeczpospolitej napisano niby to samo, ale jednak dodano informację, która kładzie centralnie na łopatki informację Onetu:
– Podchodziliśmy do lądowania z tej samej strony – zapewnia jednak „Rz” płk Bartosz Stroiński, dowódca eskadry samolotowej Pułku Lotnictwa Specjalnego, który był 7 kwietnia kapitanem Tu-154. Jego zdaniem rozkład radiolatarni nie miał wpływu na katastrofę.
Powstaje zatem zasadne pytanie:
Do jakich sposobów sięgnie przeto "polski" czerwonoróżowy salon, by udowodnić błąd nieżyjącego pilota?
Jeśli bowiem wiodący portal, należący do ITI, powołuje się na domniemania rosyjskich pilotów i jednocześnie pomija kluczową informację, pochodzącą wprost z pierwszej ręki, to nie jest to już zwyczajne gonienie za sensacją w celu przyciągnięcia czytelników, a zwyczajna indoktrynacja.
http://www.rp.pl/artykul/466823_Dziwny_uklad_radiolatarni.html



Komentarze
Pokaż komentarze (9)