"Nikołaj Łosiew, emerytowany pilot wojskowy, właściciel pobliskiej działki, był na miejscu w 20 minut po katastrofie. Jak powiedział Polskiemu Radiu, w rozbitej kabinie widział oprócz członków załogi przypiętych pasami do foteli ciało jeszcze jednej osoby. Nikołaj Łosiew nie potrafi powiedzieć nic więcej o tej osobie. Podkreśla też, że na miejscu zdarzenia szybko pojawiła się milicja, która nakazała wszystkim opuszczenie miejsca katastrofy".
Czytałem już różne wersje tej samej katastrofy. Teoretycznie na ich podstawie możnaby stworzyć kilka scenariuszy katastrof lotniczych. Była także i taka wersja, że z kokpitu została miazga i niemal nie dające się zidentyfikować ciała, bo samolot wrył się w ziemię obrócony o 180 stopni. Teraz okazuje się, że 20 minut po katastrofie nie było żadnych służb, mimo że ponoć można dobiec tam w 3 minuty, zaś emerytowany pilot wojskowy rozróżnił (o ile to prawda) ciała załogi i zauważył nawet dodatkową osobę.

Tuskowy rząd przeminie, tak jak przeminie jeszcze wiele rządów, a my chyba nadal nie będziemy wiedzieli z prawdopodobieństwem ocierającym się o pewność, co faktycznie było przyczyną katastrofy, jaki był jej przebieg i pierwsze czynności służb po jej zauważeniu.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)