Marszałek Bronisław Komorowski poinformował na konferencji prasowej, że kandydatem na szefa NBP jest prof. Marek Belka. Oczywiście, nic by się nie stało, gdyby marszałek wstrzymał się z jedną z najważniejszych decyzji do czasu rozstrzygnięcia wyborów prezydenckich, zwłaszcza że pojawiają się duże wątpliwości natury prawnokonstytucyjnej. Jeśli jednak marszałek (a w zasadzie siły, które sobą reprezentuje) postanowił uczynić to właśnie teraz, można, a w zasadzie należy, poszukiwać w tej decyzji innego dna.
Ta zagrywka wyborcza ma, w mojej ocenie, spełnić kilka podstawowych zadań:
1. Sprowokować Jarosława Kaczyńskiego do ostrzejszych wypowiedzi, by "zaprzyjaźnione z PO media" znowu mogły sobie poujadać na temat jego pozorowanych zmian. Na razie nic takiego nie nastąpiło, ale zobaczymy, co będzie działo się w Sejmie w trakcie debaty poświęconej tej sprawie.
2. Z jednej strony zagrać na nosie SLD, które nie będzie miało specjalnego wyjścia i zagłosuje na Marka Belkę, lecz z drugiej zagrać na nosie PSL, które musi poczuć się zagrożone perspektywą realnej koalicji zorientowanej lewicowo-ubecko części PO i postępowo-europejsko części SLD. Wyjaśniam, że idzie mi o tę część PO, której wrodzona hipokryzja nie pozwala patrzeć w przeszłość, jeśli idzie o własnych polityków, i nakazuje prześwietlać w tym aspekcie każdego polityka konkurencji.
3. Pokazać Donaldowi Tuskowi, że nie ma pełnej kontroli nad PO i taki stan będzie się pogłębiał. Niewykluczone nawet, że nastapi powrót do koncepcji z pierwszej połowy lat '90, gdzie projekt faktycznego połączenia sił "postępowej" części SdRP oraz UW był mocno zaawansowany.
4. Dać sygnał międzynarodowym instytucjom finansowym (włącznie z mafijnymi), że Polska znowu będzie atrakcyjnym krajem, podobnie jak miało to miejsce wcześniej, zwłaszcza w pierwszej połowie lat '90.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)