Tak wynika z artykułu rosyjskiej gazety Kommiersant, lecz także z informacji zawartych w portalu wpolityce.pl, który uważa się za bliski polskiemu MSZ. Wynika z nich konkulzja, iż dzięki smoleńskiej tragedii nareszcie przestaliśmy wtrącać się w wewnętrzne sprawy Ukrainy, Gruzji, a obecnie także Białorusi.
Białoruski opozycjonista Aleksander Milinkiewicz rezygnuje ze startu w wyborach prezydenckich. Dlaczego? Bo Warszawa w ramach normalizacji stosunków z Rosją nie chce stwarzać konkurencji politycznej kandydatowi wspieranemu przez Moskwę. Otoczenie Milinkiewicza wskazuje, że jego rezygnacja związana jest zwłaszcza z utratem poparcia udzielanego przez Polskę.
Podczas szczerych rozmów, przedstawiciele naszego MSZ mówią niepodległościowym, prozachodnim Białorusinom, mniej więcej tak: „Bardzo cenimy wasze dążenia do Europy, niepodległości, ale Polska ma teraz szanse na dobre kontakty z Rosją, i tych dobrych kontaktów chce nade wszystko. I dlatego w wyborach Was nie poprzemy. Nie damy nawet tego, co już obiecaliśmy.”
OK. Oczekuję, że już niebawem Warszawa przestanie wtrącać się Moskwie w sprawie kandydatów na kluczowe stanowiska w Polsce. Wszak nie wolno drażnić niedźwiedzia, zwłaszcza, gdy cały świat podziwia nas za przywrócenie normalności w stosunkach z Rosją.



Komentarze
Pokaż komentarze (12)