Degrengolada środowiska sędziowskiego postępuje w zastraszającym tempie. Sąd Apelacyjny w Warszawie uwzględnił środek odwoławczy wniesiony przez Ryszarda Kalisza i nie dopuścił do procesu o naruszenie dóbr osobistych, który chciał mu wytoczyć Zbigniew Ziobro.
Idzie tu o słynne słowa Ryszarda Kalisza, który zarzucił Zbigniewowi Ziobro popełnienie przestępstwa ujawnienia Jarosławowi Kaczyńskiemu akt mafii paliwowej. Jak wiadomo, ZZ miał nawet w tej sprawie postawione prokuratorskie zarzuty, z których nie ostało się dokładnie nic.
Złożenie w sądzie prywatnego aktu oskarżenia przeciwko posłowi jest w zasadzie niemożliwe z uwagi na zwyczaje polskiego Sejmu dotyczące immunitetu poselskiego. No, chyba że idzie o posła PiS (ostatnio doznał tego Jarosław Kaczyński).
ZZ pozostała przeto droga cywilnoprawna. Ale i tu obowiązuje poprawność polityczna, którą odpowiednio "rozgrzany" sędzia stosuje bez mrugnięcia okiem. O ile Sąd Okręgowy w Warszawie zachował się racjonalnie, uznając, że sprawa może być badana przez sąd powszechny (nie przesądzając wszakże o ostatecznym wyniku), o tyle sąd przełożony postanowił nie ryzykować i odrzucił pozew uznając, że w tej sprawie droga sądowa jest niedopuszczalna.
Kuriozalny jest przy tym wszystkim fakt, że sam Zbigniew Ziobro ma identyczny proces wytoczony mu w dokładnie tym samym trybie przez Grzegorza Schetynę. ZZ scharakteryzował bowiem GS jako "ciemną postać w rządzie". To wystarczyło. Jakoś w tym wypadku obowiązywała dokładnie przeciwna wykładnia sądowa tych samych przepisów prawa cywilnego. No, ale jak już wspomniałem, to nie jest kwestia judykatury czy nawet doktryny, lecz odpowiednio "rozgrzanych" sędziów.
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/sad-odrzucil-pozew-ziobry-wobec-kalisza,1,4242747,wiadomosc.html



Komentarze
Pokaż komentarze (33)