Tego oczywiście nie wiem. W Polsce Jaruzelskiego, Michnika i Wałęsy wydaje się to mało prawdopodobne. Jeśli jednak informacje, które podaje dzisiejszy Nasz Dziennik, okażą się prawdziwe, to tak powinno się stać.
Wielokrotnie pisałem o Smoleńsku i zawsze irytowali mnie ci, którzy z całą pewnością dowodzili winy pilotów oraz ci, którzy z całą pewnością wiedzieli, że to był zamach wykonany za pomocą niekonwencjonalnego ataku.
W świetle wym. artykułu przycisk "Uchod" bezbłędnie zadziałał w trakcie ostatniego eksperymentu z bliźniaczym tupolewem. Po prostu wzniósł się bez problemu na drugi krąg, mimo że na lotnisku nie było ILS. Symulacja była przeto przeprowadzona w warunkach niemal identycznych, jak w Smoleńsku. Oznacza ona również, że kpt. Arkadiusz Protasiuk postępował zgodnie z procedurami, tyle że natknął się na kompletnie nieprzewidywalną sytuację.
Dlaczego zatem przycisk awaryjny zawiódł w Smoleńsku? Tego nie wiemy i być może dzięki Donaldowi Tuskowi już nigdy się nie dowiemy. Kluczem do sprawy nie są już bowiem oryginały czarnych skrzynek, lecz cała automatyka i sterowanie zamontowane na rozbitym TU-154M.
Wiadomo, że podobna usterka zdarzyła się w trakcie lotu na Haiti w styczniu 2010 roku. Podobno fachowcy z Rosji usunęli ją tuż przed feralnym 10 kwietnia 2010 r. Kto to teraz sprawdzi? Czy ci, na których terenie jest pocięty i zdemolowany niemal doszczętnie wrak?
Wyznawcy PO dotychczas robili idiotów z ludzi, którzy kwestionowali błąd pilotów. Teraz będą musieli zjeść dwie żaby, czyli sam błąd, ale też nie da się wykluczyć prawdopodobnie już nigdy celowego działania rosyjskich fachowców w obrębie automatyki i sterowania samolotem. Nawet jeśli błąd ten okazałby się zwykłym ludzkim niechlujstwem lub tzw. złośliwością rzeczy martwych.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110415&typ=po&id=po02.txt



Komentarze
Pokaż komentarze (43)