Sytuacje ekstremalne mają to do siebie, że ludzie pokazują w nich swoje prawdziwe oblicza. Ludowym odpowiednikiem tej myśli jest przysłowie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Kto tego nie przeszedł na własnej skórze, ten się nie dowie, ile w nim prawdy. Mnie się to w życiu zdarzyło i dzięki temu wiem, kto przyjaciel, a kto udawał przyjaciela. Sama weryfikacja przyjaciół i znajomych do przyjemności nie należy, ale nie ma złego, co by na dobre nie wyszło.
Jest sobie taki poseł Jan Filip Libicki. Wybrany z list PiS. Wydawać by się mogło, że skoro Jan Filip Libicki znalazł się na listach PiS, to w jakimś sensie musi podzielać filozofię tej partii. Myślę tutaj o stosunku do tradycyjnych wartości, do rozumienia roli państwa, do religii i Kościła etc. Wszak w 2007 roku PiS głosił w tym zakresie mniej więcej takie same poglądy, jak i dzisiaj.
Gdybym wchodził na blog Jana Filipa Libickiego nie wiedząc, że wcześniej był posłem PiS, a dzisiaj PJN, byłbym na 100% przekonany, że człowiek ten jest w partii Palikota. Ten sam jad, ta sama filozofia, te same poglądy.
Jakże ciężko musiało się JF Libickiemu żyć wśród nieprzyjaciół z PiS. Męczył się, biedaczysko, ukrywając swoje prawdziwe "ja". Na szczęście powstała partia PJN. Dzięki temu wiemy, że JF Libicki grał rolę pisowca, ale już nie musi oraz że PJN grała lepszą wersję PiS, ale tak naprawdę jest klonem partii Palikota. I żadne zaklęcia Marka Migalskiego nie są w stanie zmienić rzeczywistości. Wszystko w życiu poznajemy po owocach. Szkoda tylko, że - wbrew nazwie tejże partii - najbardziej traci Polska.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)