Kiedyś miałem okazję przejechać się po eurodeputowanym Pawle Kowalu (gdy był jeszcze w PiS), albowiem uznałem, że wypadł kiepsko w pojedynku z Moniką Olejnik. Dałem wtedy punkt Monice Olejnik nie za to, że prezentuje sobą jakąś wartość, lecz dlatego, że Paweł Kowal nie znalazł na nią sposobu.
Z zaciekawieniem obejrzałem dzisiaj "Kropkę nad i". Byłem ciekawy, czy Paweł Kowal wyciąga wnioski. Okazało się, że wyciąga i to jeszcze jak bardzo!
Monika Olejnik po prostu nie istniała we własnym programie. Jej występ uznaję za jeden z najbardziej żałosnych w jej historii. "Gdyby pozwolił mi pan się wypowiedzieć". Tak to wyglądało w którymś momencie. A przecież to nielubiani przez MO politycy (najczęściej PiS) muszą zwyczajowo prosić o szansę na przerwanie słowotoku dziennikarki TVN, która ich nie przepytuje, a przesłuchuje (podobno MO to córka pułkownika peerelowskiej Milicji Obywatelskiej, więc to by wiele wyjaśniało).
Kowal w żadnym momencie nie dał się Olejnikowej ani wciągnąć w durne pyskówki na temat PiS, ani nie stracił klasy i rezonu. Rzeczowo wykazywał związki przyczynowo-skutkowe w polityce międzynarodowej. Nie wskazując na konkretne osoby w sumie zeszmacił Olejnikową jej własną bronią, bo momentami mówił o niej, ale tak, że nie miała jak się odegrać. Stąd z wyniku 0:1 zrobiło się 2:1 dla Kowala.
Warto obejrzeć!



Komentarze
Pokaż komentarze (14)