53 obserwujących
7 notek
294k odsłony
  1926   0

Każdy chciałby być Bartosiakiem

Odkąd Bartosiak zrobił doktorat i wykuł sobie w rozlicznych dyskusjach i pogadankach renomę widać, że poza popularyzacją swojego nazwiska udało mu się upowszechnić dyskusje z perspektywy globalnej. Wracamy więc do czasów „Wesela” Wyspiańskiego gdzie byle małopolski chłop rozczytuje się i rozmyśla, co zrobią największe współczesne imperia. Nic więc dziwnego, że Bartosiak ma wielu naśladowców. Jako że dysponują oni gorszymi niż oryginał garniturami niekoniecznie wiemy jak wyglądają. Przynajmniej ja tak się domyślam, bo przecież im nie brakuje ani szerokiej perspektywy, ani wnikliwego spojrzenia na procesy, jakie zwolna, jednak w nieunikniony sposób kierują losem ludzkości.

W rozważaniach na temat polityki mocarstw działa efekt skali, zupełnie jak w science fiction czy fantasy.

Jeżeli ktoś zabiera się za tworzenie historii o kosmosie to jasne, że chętniej będzie wymyślał co robi imperium, czy inna federacja zarządzająca prawie całym znanym kosmosem niż jakiś za przeproszeniem podatnik takiej federacji mający problemy ze spłatą zadłużenia na karcie kredytowej w piątym co do wielkości banku małej planety na obrzeżu galaktyki. Jeżeli już sięgnie po postać parszywą jak jakiś elf czy inny cudak z wrzosowisk na zadupiu, to tylko po to, by mógł on się udać w poszukiwanie magicznego artefaktu, za pomocą którego obali złego prezydenta, który nie chce się pogodzić z przegrana w wyborach i rządzi twardą ręką, podczas gdy wszyscy chcą żeby zmienił go ktoś kto będzie rządził ręką lekką.

Podobnie w rozważaniach o polityce, wykraczających poza nasze podwórko, łatwiej siedząc wygodnie na kanapie w mieszkaniu z widokiem na Żabkę wykoncypować co zrobi największe światowe mocarstwo lub ich konkurent, niż taka Bułgaria czy inna Demokratyczna Republika Konga. I nie ma znaczenia, że Bułgaria znajduje się w zasięgu wycieczki samochodem, a w Republice Konga już teraz mieszka więcej ludzi niż we wszystkich niemieckojęzycznych krajach razem wziętych, mimo iż w 1950 mieszkało tam mniej ludzi niż w Czechosłowacji!

Jest to też, przyznaję, obiektywnie tym łatwiejsze, że wszędzie obecne są najświeższe informacje na temat imperiów, zaś o tym co słychać w Kongu wie mało kto. Ja nawet nie będę udawał, że wiem jak nazywa się głowa tego państwa. Domyślam się z nazwy, że jest to raczej jakiś prezydent niż król ale nigdy i tak o żadnym konkretnym nie słyszałem. A przynajmniej nie przypominam sobie.

Snuć więc zajmujące opowieści o Kongu byłoby trudno i dlatego konkurenci Bartosiaka nawet tego nie próbują. Podobnie do autorów sf jak już zasiądą i wytężą swoje tęgie umysły, to nie po to by zajmować się czymś pośledniejszym. Dlatego najpopularniejsze obecnie są tematy wakcynologiczno-epidemiologiczne, teoria i praktyka najdojrzalszej demokracji i nieunikniony konflikt tejże z 'siłami ciemności' daleko na wschodzie.

Jakość tych rozważań jest różna. Czasem wydaje mi się, że trafia się jakiś ćwierćbartosiak, a czasem nawet półbartosiak. Chyba jeszcze nie trafiłem na półtorabartosiaka czyli postać o gęstszej konsystencji bartosiaka niż oryginał. Myślę, że często z powodu wrodzonego wysokiego poziomu empatii i tak w tych ocenach mnie ponosi. Moje dobre serce i niechęć do krytyki sprawia, że jak nic zawyżam. A wiem to stąd, że średnia moich ocen jest wyższa niż moje bardziej obiektywne oceny na temat, na którym akurat trochę się znam, czyli Chin.

W 2021 nie jest już dla nikogo żadnym odkryciem, że Chiny chcą być numerem jeden. Ja pisałem o tym już parę dobrych lat temu na tym blogu i pisałem o tym z Chin. Dlatego twierdzę, że moja ocena tematyki chińskiej jest ponadprzeciętna i akurat w tym wypadku bardziej obiektywna niż ocena wysiłków internautów analizujących inne aspekty geopolityki.

Dyskurs na temat Chin ewoluuje i o ile 17 lat temu (ja mam taką perspektywę bo wtedy pojechałem tam po raz pierwszy) mało kogo interesowały Chiny, to teraz ekspertów od Chin jest legion.

Poglądy na temat Chin które krążą w internecie zmieniają się, ale widać pewne trendy. Nie będę zanudzał jak zmieniał się w Polsce obraz Chin w ciągu tych lat gdy to obserwuję, zaznaczę tylko, że poziom ignorancji jest wciąż spory. To że brednie jakoby wszyscy Chińczycy jeździli rowerami zmieniły się w idiotyzm jakoby wszyscy przesiedli się do Mercedesów, może poprawia samopoczucie samych Chińczyków, ale nie trafność budowanych na takich opiniach analiz.

Częściowo odpowiedzialny za to jest skład ekspercki. Otóż o ile wcześniej mało kto w Chinach bywał, obraz Chin opierał się o relacje osób, które jeździły na handel do głównych metropolii. Obserwowali tam coś skrajnie odmiennego od polskich realiów czyli wielkie parkingi na rowery pod targowiskami, a potem rosnącymi centrami handlowymi. Podobnie było w przypadku uniwersytetów, stąd te obserwacje były wzmacniane przez relacje nielicznych osób biorących udział w wymianach, na które nie było w Polsce kiedyś chętnych!

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka