60 obserwujących
11 notek
303k odsłony
  5407   6

Znów ta cholerna rocznica

Podobno to czego uczy historia to to, że jeszcze nikogo nie nauczyła. Tę oklepaną ‘mądrość’ przypisuje się Churchillowi, Krawczukowi (https://lubimyczytac.pl/cytat/140049), Heglowi lub innym tytanom.

To być może jest prawda, ale zadziwia mnie dobre samopoczucie historyków którzy powszechnie uwielbiają ją przytaczać. Część pewnie jest przekonana, że to jakieś niezależne od nich fatum, coś jak choroba zawodowa, tyle że nie trawiąca ich samych, ale ich klientów – tych wszystkich bałwanów którzy się nie chcą ich słuchać.

Jako były korporacyjny analityk od dawna powtarzam, że tego typu problem swoje źródło ma nie w jakiejś przypisanej ludzkości niezdolności logicznego myślenia, czy słabej zdolności koncentracji. Dożywający już prawie setki Aleksander Krawczuk może znać spustoszenia dokonane przez smartfony jednak Hegla o to nie podejrzewam. Podobnie jak z nauki historii, tak i z analiz biznesowych często nic mądrego nie wynika. Bardzo często wręcz nie może, wystarczy że analiza oparta jest na błędnych (co oczywiste) lub niepełnych danych. To podstawowa przyczyna bezużyteczności.

Wszystko co następuje dalej nie ma już zwyczajnie sensu. Poprawne tezy, diagnozowanie problemów, błyskotliwa analiza. Wszystko można sobie darować jeśli operuje się na niepełnych danych, które nie uwzględniają ważne parametry. Podobnie jest gdy dane są celowo fałszowane.

Jeśli do pudełka wsadzasz g*wno, to kremówki z niego nie wyjmiesz. I dla efektu końcowego drugorzędne jest czy komuś coś się pomyliło, czy nie doczytał, czy jest leniem czy też zwyczajnym oszustem.

Historycy mają jednak nad analitykami biznesowymi znaczącą przewagę. Bycie historykiem to służba, więc nie ma znaczenia czy gada się do rzeczy, czy niekoniecznie. W historii się po prostu jest i nie ma znaczenia, czy jest się Heraklitem, czy Herostratesem.

Dzisiaj jest kolejna smutna rocznica rozpoczęcia II wojny światowej. Ponieważ wciąż żyją jej świadkowie (jak wspomniany Krawczuk) będziemy się nią jeszcze przejmować. Po tym jak wyglądały setne rocznice walk o polskość Lwowa, Bitwy Warszawskiej czy Powstań Śląskich nie mam najmniejszych wątpliwości, że podobnie będzie w Polsce wyglądać setna rocznica II wojny światowej. Wystarczy, że do sterów dorwą się najszczersi patrioci i zafundują nam tak huczne obchody, że zgodnie z planem nikt ich nie zauważy. Kluczowymi punktami będzie emisja okolicznościowych znaczków pocztowych i rajd katamaranu wokół Antarktydy, który zostanie odnotowany jedynie przez licznie zebrane na brzegu pingwiny.

Lepiej nie będzie gdyż nie będzie zapotrzebowania społecznego, które by pozwalało na przewalenie większych budżetów. Nie będzie zapotrzebowania, bo nikt nie będzie chciał przechodzić traumy przyznawania się do kluczowej roli Polski w rozpętaniu II wojny światowej.

Na razie to się nam może wydawać egotyczne, ale patrząc jak zmieniła się narracja zaledwie w ciągu mojego życia nie wątpię, że pokolenie millenialsów w wieku średnim będzie już miało właśnie egzotyczne przekonania na temat II wojny światowej. A wszystko odbędzie się właśnie dzięki historykom. To co bowiem wyprawiają obecnie historycy właśnie na to wskazuje.

Ktoś może mi zarzucić, że nie będąc historykiem nie mam aparatu do oceny pracy historyków. Każdy cech tak się broni. Historia to nie matematyka więc wiedza ekspercka historyków jest mieszaniną opinii z faktami. Laik musi jednak przyjąć taką mieszankę na wiarę, jako stuprocentowy destylat faktów. Ciężko jest udowodnić, że mamy do czynienia z bajkami. Jeśli mamy do czynienia z tytułami profesorskimi jest to praktycznie niemożliwe.

Są jednak takie aspekty historii, gdzie choć historia wciąż nie jest nauką ścisłą wykrycie czyjejś niekompetencji jest możliwe. Aby wykazać ją czarno na białym potrzebne jest coś konkretnego a tym konkretem są dokumenty. Jednym z najprostszych do weryfikacji jest mapa. Możemy sobie dyskutować o praworządności, demokracji itp. jednak to czy Kraków leży w Polsce, czy w Czechosłowacji wydaje się dzięki mapom bezdyskusyjne. Co więcej nie trzeba być kartografem by ocenić czy mapa z Krakowem w granicach Polski jest poprawna, czy też ta z Krakowem w Czechosłowacji.

I tak jak laik jest w stanie to łatwo stwierdzić, podobnie powinien równie łatwo poradzić sobie historyk. Laik o bardzo średnim ilorazie inteligencji powinien sobie poradzić z tego typu wyzwaniem dotyczącym świata współczesnego. Historyk o bardzo średnim ilorazie inteligencji jako fachowiec od przeszłości powinien sobie poradzić nie gorzej z tym samym, nawet wtedy gdy zadanie sięga w przeszłość. Od współczesnego świata nauczyłem się oczekiwać coraz mniej, dlatego nie zakładam, że fachowiec od Etrusków będzie ekspertem od samurajów, jednak jeśli jakiś profesor sam dobrowolnie zgłosi się do dyskusji o samurajach to zakładam, że zrobił to na trzeźwo. Jeśli potem jako profesor zacznie wygłaszać nieco ekscentryczne poglądy, że samuraje byli formacja armii napoleońskiej, to nie będę sprawdzać jego specjalności i usprawiedliwiać go, że jak na eksperta od Etrusków to całkiem nieźle mu poszło. Zachęcać go do kolejnej dyskusji z nadzieją, że się wyrobi i kiedyś rozwinie skrzydła. No niestety nie.

Lubię to! Skomentuj108 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura