Mistrz pługa Mistrz pługa
697
BLOG

Przedświąteczna przeprowadzka

Mistrz pługa Mistrz pługa Literatura Obserwuj temat Obserwuj notkę 21

Odłożył telefon trzęsącą się ręką. Ukrył twarz w dłoniach. Nie był pewny jak powinien zareagować. Nie był nawet pewien czy news który usłyszał był prawdziwy.

Tak, być może to nie była prawda!

W wyszukiwarce Rozuma wpisał trzy słowa i patrzył na rezultaty. Wpisanie trzech popularnych słów dało miliony rezultatów. Musiał wpisać zapytanie i to wprost.

Rozejrzał się niepewnie.

Za szybą jego gabinetu podwładni pracowali tak jak zwykle. Część patrzyła w telefony, inni niemrawo stukali w klawiatury. Większość była odcięta od otoczenia słuchawkami. Nikt z nikim nie rozmawiał.

To upewniło go, by nie wpisywać w wyszukiwarkę dość radykalnego pytania. Nie chciał by Rozuma sprofilowała go jako foliarzystę. Nie potrzebował problemów.

Postanowił, że zrobi sobie kawę i skupi się na pracy.

Był piątek i musiał pożegnać pracowników budując ich morale, tak by w poniedziałek wrócili do pracy.

Miał wykupiony dostęp do serwisu dla managerów i setek, jak nie tysięcy, wzorów pożegnań. Zbliżały się jednak Święta zimy i odpowiedni dobór pożegnania był szczególnie ważny. Jak każdy manager dostawał na myśl o świętach dreszczy. A zwłaszcza tych.

W kącie sali openspejsa migającymi światełkami skrzyło się zimowe drzewko. Było wykonane z materiałów z recyklingu. Każdy obowiązkowy kolor tęczy drzewka był z innego. Czarny zdaje się z opon.

Podobnie jak czarne bombki. Tych było najwięcej. Co prawda w jego biurze pracowało dwo Azjopolako i jeden Azjoazjata, ale żadno Afroafrykanino. Bynajmniej nie dlatego, że nie próbował takiego zatrudnić. Prawdziwe Afroafrykanino w najbardziej pożądanym kolorze, nad Wisłą kosztowało jednak zbyt dużo. I dlatego załoga musiała nadrobić ten ewidentny brak nadreprezentacją czarnych bombek.

Całe zimowe drzewko było dopracowane do najmniejszego szczegółu. Włącznie z zaciśniętą pięścią na szczycie. Pięść miała oczywiście kciuk i 8 palców, tak by każdy mógł być innym oficjalnym kolorze tęczy. Jeśli do tęczy dołączy kiedyś jeszcze jeden kolor wykluczenia, to być może zamiast jednej pięści o 9 palcach, pojawią się na zimowych drzewkach dwie zwyczajne anatomicznie pięści. To mogło rozwiązać pewne problemy, ale nie wszystkie. Czarny uprzywilejowany kciuk w jednej musiałby mieć swój równie ważny odpowiednik w drugiej. Wątpliwe by pozostałe 8 mniejszości przyjęło takie wyróżnienie bez awantur.

Gdy chciał przećwiczyć pożegnanie jedno z pracowników zdjęło słuchawki i zaczęło płakać. Pozostali nerwowo stukali w klawiatury i telefony. Jego komunikator od razu wyświetlił 6, 7, 8 i ostatecznie 15 wiadomości zakończonych znakami zapytania.

A więc i oni już usłyszeli! Zdał sobie sprawę, że nadszedł dzień, którego nie przewidział serwis dla managerów i będzie musiał improwizować. Dzień który zapisze się w historii zarządzania. Nie pomoże mu żaden templejt, żadne szkolenie ani nawet przełożono.

Przypomniał sobie, że ma przełożono!

Pracowniko które płakało zaczęło bić się otwartą ręką w opartą na klawiaturze głowę. Pracowniko siedzące obok w pośpiechu zabrało mo z biurka zszywacz i kubek z ołówkami. Nie zdążyło jednak zabrać kuwet i zrozpaczone pracowniko nie mogąc znaleźć po omacku zszywacza, złapało za jedną z nich. Dokumenty zsunęły się na podłogę, a kuweta z recyklingu pękła już przy trzecim uderzeniu w głowę.

Gdy jego przełożono odbierało, pęknięta kuweta rozcięła pracowniko głowę. Rozsypane blond włosy zakrywające twarz pracowniko na klawiaturze szybko zabarwiły się na czerwono.

Patrząc na to, podobnie jak i siedzące obok krwawiącego pracowniko, zerwał się z krzesła.

Przełożono odebrało jego telefon niewyraźnie mamrocząc słowa powitania. Gdyby nie wiedział, że formułka standardowo zawierała słowo ‘radość’, z tonu przełożono nigdy by się tego nie domyślił.

- Co robić? – wykrzyknął przerażony bez żadnego wstępu.

- Zabierz ich do salki spotkań i refleksji i włącz ekran. Zaraz zacznie się program motywujący – chlipało przełożono – Działaj szybko! - upomniało i rozłączyło się.

Wiedział, że na więcej nie miał co liczyć. Przełożono było jego przełożono dopiero od miesiąca i dzięki życiu w najlepszych czasach miało niewiele więcej doświadczenia od niego.

Podszedł do wejścia na openspejs i przekraczając próg swojego gabinetu nabrał głęboko powietrza. To był moment jego próby. Albo da radę, albo będzie musiał przerwać karierę managera.

W openspejsie zaczęło się już pandemonium. Poza wciąż krwawiąco na klawiaturę pracowniko wszyscy inni stali. Część machała rękami, ktoś płakał, inno automatycznie krzyczało wyuczone hasła o równości machając regulaminowo pięścią. Kilka osób próbowało ze sobą jednocześnie rozmawiać. Tego jeszcze w biurze nie widział!

*

Gdy wszyscy poza krwawiąco pracowniko wcisnęli się do salki spotkań i refleksji zamknął za sobą drzwi. Udało mu się ich zagonić klaszcząc, gwiżdżąc i śpiewając. Krwawiąco zostawił służbom porządkowym, które w przeciwieństwie do nich wszystkich miały jakieś pojęcie co robić z kimś z chwilowym problemem. Zgłosił sprawę na policję i miał nadzieję, że po spotkaniu w openspejsie nie będzie już ani pracowniko, ani zakrwawionej klawiatury. Tego typu problem w centrum miasta powinien zostać rozwiązany w ciągu pół godziny.

Zabrani podwładni wypełnili salkę tak, że musiałby się przeciskać do dużego ekranu w jego głębi. Jedni siedzieli na poduszkach, inni podpierali ściany. Taki tłok był w tej salce bardzo rzadko.

- Czy ktoś mógłby włączyć ekran? – zapytał.

- Nie ma sprawy – programista Zbigniew zerwał się z poduszki tuż przed ekranem. Z powrotem brutalnie usadziło go muskularne ramię Agnes. Pociągnęła go za spodnie tak mocno, że przez moment wszyscy mieli wątpliwą przyjemność zobaczyć górną część ciałopozytywnych półdupków Zbigniewa.

Agnes była aktywistką i mimo kuracji hormonalnej fizycznie górowała nad Zbigniewem.

- Nie potrzebujemy samca by nam włączył ekran - powiedziała wciąż niskim głosem.

- Ja chciałem tylko pomóc – tłumaczył się nieudolnie Zbigniew odwracając się do siedzących za nim.

- Już my wiemy co chciałeś – zawołał ktoś z tyłu. Od głowy Zbigniewa odbił się pusty jednorazowy kubeczek z celulozy i włókien konopi. Zbigniew zrobił się czerwony. Zamilkł i odwrócił w stronę ekranu. Skulił się w sobie.

Patrzący na to manager niewiele mógł zrobić, gdyż tak jak Zbigniew był białym samcem. Wolał nie ryzykować swojego autorytetu. Zbigniew zrozumie i się nauczy bez jego jałowej próby pomocy.

*

Na ekranie pojawił się dyrektor regionu, który z uśmiechem przywitał wszystkie zespoły biorące udział w konferencji.

- Jesteśmy w najlepszych czasach – rozpoczął oklepanym sloganem. Słowo jesteśmy najlepiej zastępowało dyskryminujące słowo żyjemy i póki co nikt nie wymyślił lepszej alternatywy.

- Jeszcze nigdy nie było tak dobrze jak teraz i nigdy nie było się tak dobrze jak jesteśmy teraz – kontynuował bez najmniejszego skrępowania, błyskając równymi zębami i pierścionkiem z brylantem.

- Czy to prawda, że Johnny Bobbins się przeprowadził? – zawołał ktoś z grup uczestniczących.

Manager popatrzył z niepokojem na ikonki mikrofonów. Wszystkie grupy miały je włączone. Mógłby wyciszyć mikrofon swojej grupy, by nikt nie chlapnął czegoś niestosownego, ale musiałby prosić o to Agnes. No trudno – pomyślał zrezygnowany. Wiedział, że Agnes chętnie by zajęła jego pozycję. Nie potrzebował z nią konfliktów.

- Z tego co wiem, to prawda – spokojnie powiedział boss.

Ludzie ściśnięci w salkach spotkań i refleksji w całym kraju zwiesili głowy. Najpierw w górę uniosła się jedna pięść, po chwili był ich las.

- Ludzie się przeprowadzają i przerywają karierę codziennie – wesoło zagaił boss - Nie jest to nic co powinno powstrzymywać nas przed zwiększeniem wysiłków w tych najlepszych czasach. To indywidualna decyzja każdego i przypominam, że nielegalne jest ingerowanie w ten proces. Skoro Johnny Bobbins zdecydował się zrobić przerwę w karierze i przeprowadzić, to nie mamy prawa go od tego odwodzić, ani nalegać na jego powrót. Być może sam zdecyduje, żeby wrócić. Spokojnie poczekajmy.

Słowa bossa były rozsądne i w 100% zgodne z wytycznymi, przyznał to w duchu. Wiedział jednak, że powrót Johnny Bobbinsa był mało prawdopodobny. Jeśli Johnny się przeprowadził, to był to koniec. Ludzie przeprowadzali się przecież do lepszego i żaden po przeprowadzce nie chciał wrócić. I dlatego jeszcze żaden nie wrócił. Bo nie chciał. Co dowodziło, że przeprowadzka zawsze jest sukcesem. Wiadomo.

*

Mimo iż przeprowadzki były plagą każdej firmy i każdej społeczności, przeprowadzka Johnny Bobbinsa wywarła na młodym zespole firmy wyjątkowo silne wrażenie. Johnny Bobbins był bowiem nie gwiazdą, ale półbogiem social mediów. Tych powiązanych z pracą to pewnie i bogiem. Jego zarobki od dawna wymykały się domysłom. Nie było firmy, która nie ustawiała się w kolejce do Johnnego.

Ten co było powszechnie wiadome, nigdy nie wypowiadał się przeciwko przeprowadzkom, ale swoim pozytywnym przekazem, jak mało kto potrafił wesprzeć menedżerów w ich wysiłkach w powstrzymaniu plagi rotacji.

Bobbins miał wielu naśladowców, jednak nikt nie mógł się pochwalić jego rezultatami. DżejBi zasłynął przedświątecznym spotkaniem w niemieckim koncernie samochodowym, po którym wszyscy z 3 tysięcy uczestników wrócili po świętach do pracy. TRZY TYSIĄCE LUDZI!

Żaden z nich nie zdecydował się przerwać kariery i przeprowadzić! Bobbins otrzymał premię wysokości siedmiokrotności wynagrodzenia za spotkanie. Szefowie niemieckiego koncernu liczyli, że Bobbins zmotywuje do powrotu przynajmniej 90% uczestników, od każdego promila powyżej 93% miał mieć zapłaconą premię w wysokości 10%. Prezes koncernu osobiście zatwierdzał wypłatę siedmiuset procentowej premii i w legendarnym wywiadzie przyznał, że cały oszołomiony menedżment jednogłośnie zgodził się, że efekt był tego warty. Koncern przebił sufit wynagrodzeń kołczów, ale na tym nie stracił. Jeszcze przez pół roku odnotował tzw. efekt Bobbinsa, czyli wyraźnie mniejszą rotację pracowników w porównaniu do całego sektora. Johnny Bobbins z pozycji popularnego motywatora wystrzelił w stratosferę kołczingu.

DżejBi przeszedł samego siebie i co zostało odnotowane, przez 25 minut po tym, gdy otrzymał informację o swojej kotce, improwizował. To było 25 minut niezaplanowej radości mistrza kołczingu zmieniające cały rynek wystąpień publicznych. Coś czego nikomu potem nie udało się już powtórzyć. Nawet Koreańczykom, którzy rozbili te 25 minut na 100 sekwencji i eksperymentowali ze zmianą kolejności i ich wariacjami.

Oczywiście samo otwarcie stało się klasyką. DżejBi przepraszający publiczność za to, że musi przez ważną sprawę rodzinną zerknąć na włączony telefon. Jego gest przyłożenia ręki do czoła w trakcie czytania. Emocje na jego twarzy, przykucnięcie z wrażenia, łzy otarte z zawstydzeniem. I potem duma, gdy łamiącym się głosem oznajmił całej załodze niemieckiego koncernu okociny. I jedno z najważniejszych zdjęć XXI wieku na którym Johnny Bobbins pokazuje widzom ekran telefonu trzymanego na wysokości serca, stojąc na tle olbrzymiego powiększenia tego ekranu ze zdjęciem małych kociątek.

Filmujący dla koncernu zaczynał karierę od filmowania wesel w algierskim mieście Chlef, dlatego miał dość refleksu, by nakręcić także reakcje publiczności. Na nagraniu będącym własnością niemieckiego rządu, który za nieujawnioną sumę przejął do niego prawa, widać było płaczących ze wzruszenia Niemców wszelkich możliwych płci, orientacji i identyfikacji.

W kolejnych latach nie zabrakło ordynarnych naśladowców. Najsłynniejszym był skandaliczny występ norweskiego kołcza Dragana Georgieva, który w trakcie szkolenia odebrał informację, że urodziły mu się bliźniaki. Georgiev posunął się do tego, że zaprezentował widowni zdjęcie bliźniaków. Tę nieudolną próbę plagiatu uznano za niesmaczną podróbkę spontanicznej reakcji. Po Georgievie już nikt nie odważył się na tego typu tanie chwyty.

To jednak miało miejsce później. Najpierw Johnny dowiedział się, jak fantastyczny wynik osiągnął w Niemczech. Święta zimy i Nowy rok spędzał we Francji i gdy próbował wrócić do USA, na lotnisku w Paryżu, po interwencji pałacu Elizejskiego, został powstrzymany przed wejściem do samolotu. Najpierw grzecznie, a gdy odmówił dobrowolnej rezygnacji z lotu i przyjęcia oferty pracy dla francuskiego rządu, został zwyczajnie aresztowany bez podania powodu. Gdy amerykański ambasador pojawił się dwie godziny później na lotnisku, francuscy celnicy zaprezentowali mu walizkę Bobbinsa pełną po brzegi marihuany. Ambasador miał się roześmiać w nos celnikom, gdy okazało się, że jedna z toreb wciąż miała oznaczenia magazynu dowodów rzeczowych komendy głównej francuskiej policji. Z Londynu po Bobbinsa przyleciał samolot wizytującego króla Anglii amerykańskiego wiceprezydenta, z uzbrojoną po zęby połową jego obstawy. Sam wiceprezydent, który musiał dokończyć ważne negocjacje na temat walki o pokój, gonił swój samolot z resztą agentów superpociągiem, z którego wyrzucono bez pardonu wszystkich, łącznie z grupą europarlamentarzystów. Był to jedyny znany przypadek, gdy wszyscy mogli zobaczyć nagrania jadącego eurotunelem pociągu Eurostar, otwarcie przewożącego skrzynki z amunicją i przeładujących broń automatyczną pasażerów. Złamane zostały wszystkie zasady bezpieczeństwa i tuzin umów międzynarodowych.

Pojawiła się też, zdementowana później pogłoska, jakoby gotowość pomocy zgłosili zaalarmowani przez związek producentów samochodów Niemcy. Do mini inwazji na Francję nie doszło jedynie dlatego, że Amerykanie ofertę pomocy stanowczo odrzucili. Skandal i tak wybuchł, gdy miesiąc później wyciekło nagranie niemieckiej minister obrony, która miała się chwalić, że Niemcy mogą pomóc skutecznie, gdyż historycznie nigdy nie mieli problemów z zajmowaniem Paryża i czują się tam jak u siebie. Johnny Bobbins był już wtedy w Waszyngtonie. Francuzi nie ulegli amerykańskiemu ambasadorowi, uzbrojonym agentom Secret Service, ale Bobbins został wypuszczony do Air Force Two już w godzinę po tym, gdy ich największe lotnisko zostało całkowicie zablokowane przez krążące nad nim najnowsze drony Reaper, Predator i jeden, którego nazwy świat jeszcze nie zdążył poznać. To właśnie ta premiera miała przekonać francuskiego prezydenta do błyskawicznego ułaskawienia Bobbinsa.

Piosenkę o bezpretensjonalnym tytule „Johnny is back” nagrał powracający z emerytury, specjalnie zebrany w tym celu, skłócony w tym czasie zespół Claret 5.

Johnny stał się gwiazdą nie tylko kołczingu, ale dokładnie wszystkich amerykańskich i, co nikogo nie zaskoczyło, japońskich mediów, oraz co było zbiegiem okoliczności, także niektórych chińskich. Okrzyknięto go czarodziejem z Manching! Faktycznie Bobbins motywował w Gewerbegebiet Eriag, ale jako, że amerykańscy prezenterzy mieli problem z tą nazwą, pracująca w GNN stażystka Shen Song znalazła leżące nieopodal znacznie znośniejsze Manching. Stąd późniejsze częste nieporozumienie, że DżejBi motywował koncern chiński, a nie niemiecki.

Bobbins nie tylko motywował do powrotu ze świąt, ale już także weekendów, wakacji i urodzin! Bobbins motywował prezydentów, urzędników federalnych, menedżerów, pracowników fizycznych, studentów i uczniów w szkołach. Ilość przerw w karierze i przeprowadzek w USA spadła o 16 i pół procenta!

I ten Johnny, Johnny Bobbins, człowiek legenda, kandydat do nagrody pokojowej Mobla, tydzień przed świętami zimy przerwał swoją karierę i sam się przeprowadził!

Nawet nie po świętach, bo to byłoby jeszcze jakoś zrozumiałe, w końcu zdarza się powszechnie, ale przed nimi! I to w piątek! Jakby piątki nie były i bez tego najtrudniejsze. Czy naprawdę nie mógł poczekać? Jak mógł to zrobić tym wszystkim firmom które płaciły mu dziesiątki milionów?

Kompletny brak profesjonalizmu.

Każdy menedżer musiał czuć się oszukany. Taki brak odpowiedzialności! Co miało być dalej z drimem bycia w najlepszych czasach? To pytanie zadawały sobie rządy na całym świecie.

W wyszukiwarce Rozuma zapytanie o firmy przeprowadzkowe stało się globalnym numerem jeden.

*

Był już w domu.

Pił.

Zadziwiająco w mieszkaniu nie było zimno. Ogrzewanie działało choć był dzień parzysty. Mimo iż było po 20-tej był też prąd, a nawet ciepła woda w kranie. Takie dobre serce władz Unii nie miało jeszcze precedensu odkąd Unia weszła na ścieżkę ultraekologii. Podobno miało to miejsce w Anglii w dniu koronacji króla, ale była to informacja uporczywie usuwana przez Euroministerstwo Sprawdzonych Informacji.

Mimo tego pił bez przekonania, otępiały.

Nie sam.

Po stole, koło w połowie pustej butelki whisky, leniwie wyginając ogon, wolnym krokiem kroczył kot.

Nie chciało mu się go głaskać.

Po telespotkaniu z bossem, cała załoga musiała patrzeć jak zakrwawione, wyjące pracowniko było unieruchamiane pasami do noszy. Ubrany w kombinezon ochronny sprzątacz wrzucał do worka zakrwawioną klawiaturę, coś czego właśnie miał nadzieję uniknąć. On sam czuł, że poza pożegnaniem bossa, niezbyt przekonującym jego zdaniem, powinien dodać coś od siebie.

Ale nie wiedział co.

Plótł same komunały o szczęściu, wesołym weekendzie i budującym doświadczeniu kończącego się tygodnia pracy. Agnes machnęła swoją kudłatą łapą z dezaprobatą. Ludzie kręcili głowami wychodząc. Nikt nie patrzył mu w oczy.

Spodziewał się, że przynajmniej kilku z tych osób w poniedziałek już nie zobaczy.

Odkąd objął swoje stanowisko menedżerskie dwa miesiące temu, jeszcze nigdy pożegnanie nie wyszło mu tak słabo. Zastanawiał się, czy jego praca miała sens. Był już czwartym menedżerem w tym roku i zaczynał rozumieć dlaczego. Czuł się winny. Nie nadawał się i nie miał szczęścia.

Gdyby tak przeprowadziła się prezydentka Ameryki, albo ten dziwny włoski ekolog, co tak ładnie opowiada o klimacie, węglu i imigrantach, ten taki, co zawsze ubiera się jak panna młoda, pan Papież czy jakoś tak, to by mniej ludzi obeszło. Ale Johnny Bobbins?!? Po nim się tego nie spodziewał – pomyślał z goryczą.

- Bobbins, ty uju! – powiedział głośno płosząc kota.

Znów się napił. Włączył wiadomości.

Prezenterka ubrana w sukienkę ledwo poskramiającą jej kształtny biust opowiadała super pozytywne informacje. Walka o pokój szła tak dobrze jak jeszcze nigdy. Wróg wolności zasłał trupami jakąś dolinę w Kandaharze, podczas gdy siły demokracji ponoć nie utraciły ani jednego żołnierza! Unia przeprowadziła kolejną reformę i miała być jeszcze bardziej demokratyczna, zjednoczona i skuteczna. Polski premier podpisał kolejne ultimatum unijne, a demonstracje poparcia dla federalizacji odniosły przytłaczający sukces, gdyż poza opłaconymi pracownikami spontanicznie przyłączali się do nich przechodnie, którzy bardzo wysoko oceniali serwowane za pieniądze unijne wursty. Świat wyglądał wspaniale. Znajdował się w najlepszym momencie historii ludzkości. Jeszcze nigdy nie było tak dobrze jak tego dnia i nigdy nie było się tak dobrze, jak było się w tym momencie.

O Johnnym Bobbinsie nie wspomniano ani słowem.

Za to pokazano odbitą w Somalii z rąk prawicowców babe żyrafę. Mała żyrafa o długich rzęsach piła z butelki trzymanej przez transseksualną aktywistkę walczącą o los żyraf.

Los żyrafy w ogóle go nie zainteresował. Widać było jak bardzo przeprowadzka Bobbinsa go dotknęła.

Całkiem zobojętniał.

Kot zamiast się łasić poszedł sobie gdzieś. Gdy go potrzebował, tak jak Johhnego, to go nie było. Poczuł się zdradzony. Płacisz za takiego, a potem jak go potrzebujesz to zostajesz sam.

Włączył aplikację DżiBi i z żalem pomyślał, że niepotrzebnie wykupił do niej roczny dostęp. Aplikacja się włączyła, ale informacje i widea były stare. Znał je wszystkie. Nic nie było uaktualnione, a komentarze i treści odbiorców zablokowane.

Chciał im napisać jak bardzo jest rozczarowany i zapytać o zwrot pieniędzy, ale było to niemożliwe.

Wszedł na fanpejdż na którym były tysiące wpisów rozczarowanych fanów. Przewijał je i przewijał. Po dziesięciu minutach się zmęczył. Nikt z obsługi na żaden nie odpowiedział.

Znów się napił.

Znów przewijał. Tym razem przez 2 minuty. Kończyła mu się cierpliwość.

Porozmawiałby z kimś o tym.

Próbował się połączyć ze swoim kołczoterapełtą. Bez skutku.

Wyszukał numer rządowego psychokołcza. Wszystkie linie były zajęte. Zaznaczył, że sprawa jest pilna i odczuwa poważny dyskomfort. Najbliższa wizyta online możliwa była 12 kwietnia. Przeklął publiczną służbę zdrowia.

Zadzwoniłby do rodzeństwa gdyby je miał.

Zadzwoniłby do przyjaciół, ale nigdy nie dzwonił do ludzi z którymi pracował w weekendy.

Z drugiej strony oficjalnie wciąż był piątek więc zadzwonił do Zbigniewa. Chciał mu wytłumaczyć, że nie mógł go bronić przed Agnes.

Odebrała jakaś kobieta.

Poczuł ukłucie zazdrości, że nawet Zbigniew miał jakąś kobietę na tyle blisko, że odbierała jego połączenia w czasie wolnym.

Okazało się, że zbyt dużo sobie wyobrażał. Kobietą blisko Zbigniewa była jego matka.

Poinformowała go z płaczem, że Zbigniew właśnie się przeprowadził. Domagała się by jej dokładnie opowiedział co się Zbigniewowi przytrafiło w pracy. Próbował ją zbyć, ale zaczęła płakać.

Powiedział, że ktoś rzucił w Zbigniewa kubeczkiem z celulozy i włókien konopi. Matka Zbigniewa zaniosła się płaczem.

- On był taki wrażliwy, dlaczego nikt nic nie zrobił, nie zareagował? – dopytywała się.

Nie wiedział jak na to odpowiedzieć.

Zaczęła się dopytywać, kto był ich przełożonym, czy był na spotkaniu w salce spotkań i refleksji obecny jakiś menedżer.

Wystraszył się i rozłączył.

Matka Zbigniewa próbowała się z nim połączyć.

Wystraszył się jeszcze bardziej.

Komunikatorem przyszło zapytanie o jego adres. Matka Zbigniewa musiała z nim porozmawiać i miała do niego przyjechać.

Wątpliwe by zrozumiała jego sytuację. Nie znała Agnes. Co taka prosta kobieta mogła wiedzieć o dylematach i problemach jakie codziennie musiał rozwiązywać menedżer?

Znów do niego dzwoniła.

Na czacie domagała się adresu.

Serce zaczęło mu bić jak szalone. Zadzwoniłby do swojej matki. Niestety jego matka przeprowadziła się w ostatnie święta zimy, które on spędził grając w premierową grę opartą na uniwersum Łałrwela. Na tę premierę czekał pół roku. Miał wykupiony dostęp premierowy z bonusowymi skórkami i suprajzboksem ze specjalnymi kolorami luf, oraz świecącymi rogami renifera na cały czas świąt, dla wszystkich wybranych przez siebie postaci!

Niespecjalnie blisko mu było z matką. Nie chciał tracić czasu na wizyty, wyjazdy z Warszawy. Matka nigdy nie mogła usiedzieć jak do niej przyjeżdżał i wypytywała co się działo od ostatniej wizyty, dwa, trzy lata wcześniej. Wodziła za nim oczami nie patrząc co robi. Ostatnim razem wpatrzona w niego, bezmyślnie oblała go gorącą herbatą. Gdyby była kelnerką mógłby się na niej zemścić dając jej pogrążającą ocenę. Tu jednak nie mógł bo w soszjalmediach nie rejtowano rodziców. Taki był z nich pożytek. Byli kompletnie bezkarni i jakość ich usług zawsze pozostawiała przez to wiele do życzenia.

Dał więc tylko zdjęcie poparzonej dłoni na profil. Zebrał poparcie 10 gniewnych opinii i dwa komentarze opisujące głupotę innych rodziców. Jego matka usunęła go po tym ze swojej listy znajomych. Czuł ulgę, ale musiał pokazać jej, że to była w końcu jej wina więc ją zablokował.

Dopiero po 3 miesiącach dowiedział się, że przeprowadziła się w święta zimy. Nigdy nie dowiedziała się jak dobrze sobie radził. Gdy został menedżerem świętował z kotem, któremu kupił karmę wyprodukowaną w Prowansji z mięsa prawdziwych ssaków.

Kot jednak nie doceniał jego uczuć. Teraz wciąż krył się pod stołem.

Znów dostał wiadomość od matki Zbigniewa. Gdzieś zdobyła jego adres i już była w drodze.

Czego od niego chciała? Co on mógł? Już też nie miał ochoty wracać do pracy!

Był tylko menedżerem. Nie był odpowiedzialny za Zbigniewa, ani innych pracowników. Skoro chcieli się przeprowadzać, to przecież mieli do tego prawo. On sam też o tym często myślał. Miał nawet zakupiony specjalny zestaw.

Podszedł do szafy i wyjął go z górnej półki. Chciał go tylko obejrzeć. Miał zestaw w wersji double eco: ekologicznej i ekonomicznej. Tani. Składał się z mocnego worka z recyklingu i małego pudełka z tabletką. Oszczędność producenta posunięta była do ekstremum. Pudełeczko mogłoby pomieścić nawet setkę takich tabletek, ale producent dał mu tylko jedną. Z czystej ciekawości sprawdził datę. Należało ją spożyć do końca roku. Zostało niedużo czasu.

Zadzwonił domofon. Popatrzył na ekran. Stała tam jakaś mała i wyjątkowo stara kobieta ubrana w niemodny płaszcz.

- Proszę otworzyć – krzyczała – widzę, że się pali światło.

Niezgrabnymi ruchami palców wyłączył światło w aplikacji.

Ekran domofonu wyłączył się. Odetchnął z ulgą.

Przedwcześnie. Przez cienkie drzwi usłyszał jadącą windę.

Jeszcze się łudził, że to ktoś z sąsiadów.

Po chwili rozległo się pukanie.

- Proszę mnie przestać prześladować! – krzyknął przerażony.

- Proszę otworzyć! Ja już wiem, że to pan jest menedżerem! – krzyczała matka Zbigniewa.

- Proszę odejść bo wezwę policję – zagroził.

- Proszę bardzo, policja dzisiaj ma urwanie głowy – zawyła szyderczo zza drzwi zrozpaczona matka.

Próbował się połączyć z policją. Bez skutku.

Połączenie przez aplikację za to zadziałało od razu.

Pukanie zamieniło się w walenie przeplatane dźwiękiem dzwonka do drzwi.

W aplikacji policyjnej odpowiedział mu bot.

Zgłosił próbę włamania i najście. Bot ocenił czas interwencji patrolu na 2 godziny. Przeprosił za długi czas oczekiwania i zapewnił, że jego dobro leży na sercu całej policji, a zwłaszcza dzielnicowego. Ekran telefonu wypełniło nagranie dzielnicowego. Dzielnicowy zapewnił go, że jego bezpieczeństwo leży dzielnicowemu na sercu i poprosił o cierpliwość, życzliwie się uśmiechając na końcu i życząc szczęścia. Przypomniał mu też, że jeszcze nigdy nie było tak bezpiecznie.

Klamka zaczęła klekotać.

Szarpała za nią, wyglądało, że ją urwie.

Zaczął panikować.

-Dlaczego? – z za drzwi dochodziło powtarzane bez końca pytanie – Dlaczego?! Dlaczego?!! Dlaczego?!!!

Nie wiedział dlaczego i miał już tego dość. Nigdy by się nie zgodził zostać menedżerem gdyby wiedział, że będzie potem winiony za to, że ktoś się przeprowadził. Przecież ingerowanie w czyjąś decyzję o przeprowadzce było nielegalne. To było w końcu jedno z Praw Człowieka! Nawet gdyby Zbigniew wychodząc powiedział mu, że zamierza się przeprowadzić, on nie mógłby nic z tym zrobić.

I nawet by nie próbował. Jak każdy praworządny obywatel. Musiałby tylko dać ogłoszenie o wolnym stanowisku w firmie, ale z tym i tak poczekałby do poniedziałku.

Drzwi chyba były kopane z zewnątrz, bo sypał się z futryny pył.

Skąd taka stara kobieta miała tyle siły?

Przerażała go. Mógłby jej uciec przeprowadzając się. Zostawiłby za sobą cały ten cyrk, tę wariatkę i tę pracę, która go rozczarowała. Po co mu problemy?

Zza drzwi rozlegało się już tylko jakieś zwierzęce wycie.

Postanowił się schować w worku przeprowadzkowym. Zamknąć na zamek i zostawić to wszystko za sobą.

Rozłożył worek na podłodze i usiadł w nim. Przynajmniej worek pasował. Producent nie oszczędzał na celulozie. Dodatkowo wnętrze worka miało przyjemny różowy kolor i ledwo wyczuwalny malinowy zapach. Wciąż siedząc zapiął się do połowy.

Walenie do drzwi osłabło.

Poczuł się bezpieczniej, położył się.

Bez słowa ostrzeżenia drzwi znów zaczęły dudnić.

Miał już w rękach pudełko z tabletką. Tylko je oglądał, ale to walenie do drzwi szargało mu nerwy. Otworzył pudełko. Poza tabletką była tam karteczka przypominająca, że zanim ją zażyje powinien zgłosić przeprowadzkę.

Cała przeprowadzka była zaplanowana we wzorcowy sposób. Był pod sporym wrażeniem. Wystarczyło że wziął telefon w dłoń i już był połączony z botem firmy przeprowadzkowej. Dyskretnie umieszczony w zamku worka chip połączył go, gdy tylko otworzył worek. Bot poprosił o potwierdzenie ruchem gałek ocznych jego danych. Potwierdził.

Bot zapytał jeszcze czy podejmuje decyzję bez przymusu i czy nie wymaga interwencji policji. Nie wymagał i podejmował bez przymusu, świadomie i przemyślaną. Był przecież napastowany przez jakąś starą wariatkę, która chciała wyłamać mu drzwi. Miał bardzo dobry powód. Nic dziwnego, że Zbigniew z nią nie wytrzymał.

Drzwi zaczęły się już trząść. Wziął tabletkę. Dzięki trosce producenta nie musiał jej nawet popijać.

Mógł zainwestować w lepsze drzwi, ale poza nim rzadko kto z nich kiedykolwiek korzystał. Były wystarczająco dobre by powstrzymać kota, ale nie wściekłą staruchę.

Walenie do drzwi brzmiało coraz bardziej głucho…

Przypomniał sobie, że nie zadbał jak znany designer o swoje dziecko. Nie zapisał wszystkiego kotu i nie wiedział co się z nim stanie. Zawiódł także jako rodzic.

Ale chyba są jakieś przepisy, regulujące stan prawny zwierząt zamieszkałych z właścicielem, który przerwał karierę i się przeprowadził? – myślał z coraz większą trudnością.

Coś go nagle ścisnęło za serce. Tego się nie spodziewał. Bolało! Twórcy zestawu do przeprowadzki zasługiwali na bardzo krytyczną recenzję…


Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura