Kultura Liberalna Kultura Liberalna
262
BLOG

KUISZ: Rewolucja na urlopie

Kultura Liberalna Kultura Liberalna Polityka Obserwuj notkę 2

 

 

W „The Economist” ukazała się na dniach karykatura KAL-a, w której monstrualni Angela Merkel i Nicolas Sarkozy każą powtarzać chórowi przywódców pozostałych państw strefy euro słowa podniosłej przysięgi: „My, przywódcy Unii Europejskiej… deklarujemy, że będziemy ekonomicznie odpowiedzialni… i przeto wierzymy w zrównoważone budżety i niskie zadłużenie…”. Gdy przywódcy Niemiec i Francji zachwyceni krzyczą: „Nareszcie!”, chór dodaje: „Wierzymy także, iż świat jest płaski, księżyc zrobiony z sera, a małe wróżki żyją w zakątkach naszych ogrodów…” .

Kryzys ekonomiczny ujawnia szokującą wprost nieznajomość europejskich sąsiadów i oderwanie od rzeczywistości, panoszące się wśród europejskich liderów. W euro-oparach pobożnych życzeń po prostu nie widać narodów, które mają UE współtworzyć. Przy braku wiedzy ożywają ohydne stereotypy. Kraje w pierwszej kolejności zagrożone bankructwem w prasie zdarza się nazywać skrótowo: PIGS (od pierwszych liter: Portugal, Italy, Greece, Spain).

Weźmy zatem pierwszy element europejskiego domina, który wciąż się chwieje. Zdumiewające jest to, że sytuacja Grecji dla kogokolwiek w Unii mogła być… zaskoczeniem. I to, jak wciąż niewiele powiedziano sensownych rzeczy na ten temat.

Jeśli ktoś oceniał stan Grecji przez pryzmat własnych doświadczeń wakacyjnych na luksusowej wyspie Santorini czy podobnym Mykonos, nie miał pojęcia o mentalności mieszkańców Grecji na co dzień. Zza sympatycznej wymiany zdań i wakacyjnych uśmiechów zwykle niewiele widać, a już na pewno nie wieczne kłopoty ze stanem wspólnych finansów. A przecież plajtowanie nie jest współczesnym Grekom obce. Pod koniec XIX wieku ich rząd zmuszony był ogłosić bankructwo zadłużonego państwa. W Atenach utworzono wówczas międzynarodową komisję, złożoną z przedstawicieli państw będących wierzycielami, która sprawowała zewnętrzną kontrolę nad greckimi finansami*. Nie trzeba jednak zapuszczać się w tak odległe dzieje. W XX wieku kolebka europejskiej demokracji w zasadzie aż do wejścia do Unii Europejskiej miała kłopoty z… demokracją, stosunkiem społeczeństwa do własnego państwa i ciągłym zadłużeniem, należącym zwykle do najwyższych w Europie.

Pod koniec lat 70. XX wieku Grecja za wszelką cenę starała się przystąpić do EWG przed Hiszpanią i Portugalią, licząc na przyznanie dzięki temu większej pomocy. Gdy kraje Półwyspu Iberyjskiego miały już znaleźć się w zjednoczonej Europie, Grecja dokonała „szantażu ratyfikacyjnego”, uzależniając wyrażenie zgody od przyznania dodatkowych środków. Oczywiście, przyznano je.

Z kolei składka, którą Grecja miała odprowadzać do budżetu EWG była określana na podstawie podatku VAT. Sęk w tym, że podatku tego w Grecji… nie pobierano, a z decyzją o jego wprowadzeniu ociągano się aż do 1987 roku. Wtedy z kolei ustanowiono go na najniższym możliwym poziomie w celu zmniejszenia zobowiązań płatniczych wobec EWG**. Zmiana polityki budżetowej związana z koniecznością spełnienia rygorów wejścia do strefy euro poprzedzona została gwałtownymi protestami rozmaitych grup zawodowych, o które oczywiście później podczas wyborów należało znów zabiegać.

To tyle na temat solidarności europejskiej – na przykładzie kraju, który od 30 lat jest członkiem zjednoczonej Europy i któremu, jak widać, przez cały ten czas nie poświęcono w Unii dość uwagi, by uniknąć przykrej niespodzianki.

Pomimo niedawnej paniki na giełdach, dziś o Grecji jest jakby ciszej… Dlaczego? Otóż okrzyknięci nowymi rewolucjonistami protestujący wyjechali… na wakacje. Na placu Syntagma przed greckim parlamentem widoczni są przede wszystkim emigranci z Afryki i Azji, którzy, by przeżyć (w sensie ścisłym), sprzedają europejskim turystom rozmaite sfałszowane suweniry. Greccy „rewolucjoniści” bez wątpienia wrócą na plac jesienią, gdy już będą nieco bardziej wypoczęci. Może dlatego nie ma sensu naprawianie rozbitych przed wakacjami automatów do sprzedaży biletów i czyszczenie zabazgranych w zabytkowej dzielnicy murów.

Kraje UE, w tym Polska, deklarują sobie pomoc, nie znając się wzajemnie inaczej niż za pośrednictwem utartych schematów i powierzchownych relacji. Nie pamiętają nawet o rzeczach, które zdarzyły się ich sąsiadom wczoraj. Zamiast Grecji możemy podstawić sobie dowolny kraj i uważnie przyjrzeć się jego społeczeństwu, a nie tylko widocznym w mediach elitom… Wtedy obrazek z „The Economist” zacznie budzić przerażenie. No, chyba że właśnie jedziemy na wakacje.

Przypisy:

* A. M. Brzeziński, Grecja, Warszawa 2002, s. 46.
** Szerzej: J. Bonarek i in., Historia Grecji, Kraków 2005, s. 630-635.

 

***Jarosław Kuisz, redaktor naczelny „Kultury Liberalnej”.

**** Tekst ukazał się jako część Tematu Tygodnia w nr 137 (34/2011) "Kultury Liberalnej" z 23 sierpnia 2011 r.

 

"Kultura Liberalna" to polityczno-kulturalny tygodnik internetowy, współtworzony przez naukowców, doktorantów, artystów i dziennikarzy. Pełna wersja na stronie: www.kulturaliberalna.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka