46 obserwujących
1188 notek
650k odsłon
78 odsłon

Łatwo możemy stracić dorobek wielu pokoleń

Wykop Skomentuj1

„Historia pełna jest przypadków, kiedy wstrząsy wyzwoliły pewnego rodzaju procesy. Obecność katedry w Paryżu była do tej pory oczywista. Jej pożar uświadomił wszystkim, że tak nie musi być zawsze. Okazuje się, że możemy łatwo stracić to, co było budowane przez wiele pokoleń. Warto o tym zawsze pamiętać", twierdzi Jadwiga Emilewicz.

Łukasz Pawłowski: Czy to dobrze, że Polska jest w Unii Europejskiej?

Jadwiga Emilewicz: To oczywiste i nigdy nie twierdziłam inaczej. 15 lat temu wróciliśmy na swoje historyczne miejsce na mapie Europy. Bilans korzyści jest jednoznacznie pozytywny. Ale chociaż Polska to największy beneficjent środków finansowych wśród krajów członkowskich, to nie lubię mówić o członkostwie w Unii Europejskiej tylko w sposób transakcyjny.

ŁP: To znaczy?

Unia to projekt znacznie szerszy niż tylko transakcje gospodarcze. Sięgając do pism europejskich ojców założycieli, widzimy zupełnie inne cele. Oni pamiętali, że wszelkie poważne spory europejskie zawsze były rozstrzygane w okopach. Chcieli wyciągnąć wnioski z burzliwej historii i narysować przyszłość inaczej. Niezależnie od pierwotnych idei politycznych, towarzyszyła temu również pełna świadomość zmian gospodarczych zachodzących wtedy w Europie, która po wojennych kataklizmach musiała wymyślić się na nowo. To była jasna lekcja historii i próba budowania wspólnego potencjału europejskiego, opartego na dwóch komponentach: politycznym i gospodarczym. Dziś wspólnota europejska znajduje się w poważnym kryzysie – wywołanym nie tylko brexitem. Sprzeciw obywateli w wielu państwach tak zwanej starej Unii to wyraz braku akceptacji dla jej elit. To kryzys elit, których decyzje polityczne odbiegły daleko od oczekiwań społecznych, naruszając przekonanie, że „projekt Europa” nadal pozostaje gwarantem bezpieczeństwa i dobrobytu.

Jakub Bodziony: Witold Waszczykowski nie jest przekonany co do zalet komponentu gospodarczego. W rozmowie z nami mówił, że dopłaty i fundusze UE to nie żadne nagrody, ale rekompensaty za otwarcie rynku. I to kosztowne. „To, co zbudowaliśmy, zbudowaliśmy własnym wysiłkiem, własnymi inwestycjami. A drobnym do tego dodatkiem są dopłaty unijne, które są kosztowne”, usłyszeliśmy.

Ponieważ mówimy o 100 miliardach euro dopłat unijnych przy wkładzie własnym o wartości 665 miliardów złotych. O inwestycjach zrealizowanych tylko z naszego budżetu nie wspomnę. Umiejętnie wykorzystaliśmy środki, które otrzymaliśmy w ramach funduszy strukturalnych. Kiedy przejeżdżamy przez Polskę, w każdym mieście i miasteczku widzimy tablice informujące o sfinansowaniu każdego skweru, placu zabaw, budynku użyteczności publicznej ze środków unijnych. Polacy nie mają świadomości, że sami w znakomitej części pokryli koszty tych inwestycji – przez rząd, samorząd, polskich przedsiębiorców. Wielkim przedsięwzięciom infrastrukturalnym towarzyszy ogromna mobilizacja środków własnych, co jest nie do przecenienia.

Druga kwestia, na którą zwracamy uwagę przy okazji negocjacji kolejnej perspektywy finansowej, to fakt, że przy okazji rozszerzenia Unii w 2004 roku powstał rynek 500 milionów konsumentów, z których 100 milionów było wygłodniałych na towary niemal w każdym segmencie gospodarczym. W ogromnej mierze z rozszerzenia skorzystali nasi dzisiejsi najwięksi partnerzy gospodarczy: Niemcy, Francja i Wielka Brytania. Pozyskanie przez nich nowych rynków było sytuacją win-win. Zwłaszcza w dobie zbliżającego się kryzysu.

ŁP: Czyli korzyści ekonomiczne z członkostwa w Unii są jednoznaczne.

Jednoznaczne i obopólne – zarówno dla Polski, jaki i dla Unii Europejskiej i poszczególnych jej członków. Niestety, czasem w debacie europejskiej pojawiają się niezbyt fortunne słowa, że to wyłącznie my powinniśmy być wdzięczni wobec Zachodu, że to tylko za sprawą unijnych transferów Polska się rozwijała i goniła resztę Unii. Powtarzam – to się opłacało obu stronom. Rynek unijny otworzył się równocześnie dla polskich firm i to one są największym wygranym ostatnich 15 lat.

ŁP: Pytanie, czy mieliśmy jakąś alternatywę. Bo nasz rynek faktycznie był głodny, ale nie wchodząc do Unii Europejskiej, także musielibyśmy się otworzyć, żeby te produkty zaimportować, bo polski przemysł ich nie wytwarzał.

Ale wtedy byłyby one droższe, ponieważ ponosilibyśmy koszty transferowe związane z byciem poza wspólnym rynkiem. Dzięki temu otwarciu, a startowaliśmy z poziomu 40 procent średniej unijnego PKB na mieszkańca, teraz jesteśmy na poziomie 70 procent. To ogromna wartość, dlatego nieustannie na forum Komisji Europejskiej podnosimy temat barier pozataryfowych, które wciąż istnieją na rynkach lokalnych. Jesteśmy w trakcie procesu utraty bardzo ważnego sojusznika w tej kwestii, czyli Wielkiej Brytanii. Teraz to my będziemy najsilniejszym głosem w tej dyskusji.

ŁP: Ale z drugiej strony chcemy, żeby Europa nas chroniła, co chyba zbliża nas do hasła prezydenta Emmanuela Macrona. Ma bronić swoich pracowników, ale też broni nas przed koncernami chińskimi i amerykańskimi. Czy Polska podziela taki pogląd – otwarcie wewnątrz, ale ochrona wobec sił z zewnątrz?

Cały wywiad TUTAJ

Jadwiga Emilewicz

z wykształcenia politolog, absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 2015–2018 podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, od 2018 roku minister przedsiębiorczości i technologii w rządzie Mateusza Morawieckiego. Od 2015 roku wiceprezes kolejno Polski Razem i Porozumienia.

Łukasz Pawłowski

sekretarz redakcji i szef działu politycznego „Kultury Liberalnej". Twitter: @lukpawlowski

Jakub Bodziony

zastępca sekretarza redakcji „Kultury Liberalnej".

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka