0 obserwujących
82 notki
61k odsłon
673 odsłony

Owiec owoce, czyli konsumenci do konsumpcji

Wykop Skomentuj

 W swojej książce "Spanking the Donkey" Matt Taibbi opisuje łatwość i pewność z jaką amerykańskie media zamilczały kilkusettysięczną demonstrację przeciw wojnie w Iraku. Demonstracja była gigantyczna, największa od czasu wielkich protestów ery Wietnamu, jednak dla przeciętnego odbiorcy produktu medialnego nic się właściwie nie wydarzyło. Liczbę demonstrantów zakłamywano w sposób tak bezczelny, chamski i brutalny, ze redaktor Olejnik zapłakałaby z zachwytu i miłości i może nawet zatańczyła z Wojewódzkim lambadę. Jednocześnie rozdmuchano demonstracyjkę prowojenną, ewidentnie ustawioną przez rząd - na demonstracyjce tej było więcej obsługujących ją dziennikarzy niż demonstrantów. Robiły to wszystkie media, ze wszystkich opcji politycznych. Wszystkie. Polecam to uwadze publicystów szermujących argumentem (a właściwie związkiem frazeologicznym), że "w normalnym kraju" to tamto co dzieje się w Polsce byłoby nie do pomyślenia. Rzecz w tym że tak naprawdę polskie mendia nie dotarły nawet w pobliże oceanów łajna i zakłamania w jakich bytują mendia zachodnie. Zmierzają tam jak najszybciej mogą, ale do dna jeszcze daleko.

Taibbi tłumaczy całą sprawę bynajmniej nie niechęcią mendiów i Włączonych do tej konkretnej demonstracji, lecz ich niechęcią do jakichkolwiek demonstracji w szczególe i ogóle. W społeczeństwie konsumenckim nikomu przecież nie przyjdzie do głowy aby urządzić demonstrację za Pepsi przeciw Coli, lub za Alwaysem a przeciw Libresse. Mówi się od dłuższego czasu o konwergencji reklamy politycznej i konsumenckiej, o zbliżaniu się do siebie świata produktu i świata polityki. Jest to prawda, ale połowiczna. Takie postawienie sprawy implikuje proces obustronny, tymczasem polityka po prostu zamienia się w zwykły mendialny produkt, coś wybieranego z półki, coś wypranego z emocji i jakiegokolwiek głębszego znaczenia. Czy w tym miesiącu Palikot pasuje mi do torebki? Czy Schetyna dobrze się komponuje z moimi nowymi dżinsami? Różnice w polityce również stają się podobne do różnic między Pepsi a Colą, ot - tu więcej cukru, tam mniej, nie ma o co kruszyć kopii (a oryginałów w tym świecie brak). Jeśli patrzy się na sprawę w ten sposób, widać wyraźnie, że demonstracje wszelkiego rodzaju SĄ działaniem antysystemowym i antyustrojowym. Są wyrażeniem silnej emocji dla której w świecie postpolityki nie ma miejsca, są atawistycznym ciągnięciem dyskursu w dawny świat istotności idei. To musi budzić sprzeciw środowisk które stały się dysponentem całego procesu politycznego. Stąd jednakowo grubiańskie i prymitywne próby trywializacji i zamilczenia protestów politycznych, czy odbywają się one w Polsce, czy w UK, czy w Stanach Zjednoczonych.

Warto spojrzeć przez tę optykę na trwający w Polsce konflikt i zdać sobie sprawę z tego, że oskarżenia kierowane pod adresem Kaczyńskiego przez mendia i celebrytów są zupełnie słuszne. Odmawiając grania w grę produktów, grę pozorów w której czy wybierzesz jeden batonik, czy drugi, czy trzeci i tak dajesz pieniądze Nestle ustawia się on na pozycji człowieka całkowicie skonfliktowanego nie tyle z konkretną partią, co z całym postpolitycznym systemem. Paradoksalnie walka z mendiami jest sama w sobie medialna, więc nie stawia go to na całkowicie przegranej pozycji. Jednak przed nieustannym, wściekłym atakiem celebrytów nie ma ucieczki. Nie muszą oni nawet wiedzieć o co im właściwie chodzi (i rzadko wiedzą), jest to raczej coś na wzór ataku układu immunologicznego. I dochodzi tu wielki problem - Prezes zajmuje pozycję z natury ideową i charyzmatyczną, będąc przy tym człowiekiem całkowicie charyzmy pozbawionym. A to z kolei sprawia, że wojna o kształt polskiej sceny politycznej (bo to właśnie jest stawką) raczej nie doczeka się szybko rozstrzygnięcia.

 

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale