Pewnie zdarzało Ci się, że walnęły Ci korki w domu. Wszyscy wiemy, co robić - odłącza się urządzenie, które to spowodowało, idzie się do skrzynki i włącza się z powrotem przełącznik. Nie trudne. Ale wyobraź sobie, że państwo stwierdza, że przełączanie tego bezpiecznika jest super niebezpieczne i odtąd zwykłemu watelowi nie wolno tego robić. Wolno to robić wyłącznie elektrykom z Certyfikatem Przełączania Bezpieczników. I to nie zwykłym elektrykom, ale tylko elektrykom, zatrudnianym przez państwo wyłącznie do tej roli. Po czym okazuje się, że owi elektrycy owszem, przełączają te przełączniki, ale tylko w instytucjach państwowych, fabrykach i w domach oligarchów. Jeśli walnęły Ci korki w domu w Zadupiu Podtartym, to na elektryka będziesz czekał rok, a w tym czasie radź sobie jakoś z lampami naftowymi. Chyba, że, zniecierpliwiony, sam przełączysz korek. A wtedy drzwi wykopuje Ci dziesięciu elektryków (nagle jest ich dużo, nagle jednak wiedzą gdzie mieszkasz i jak się tam dociera), związują Cię kablem bez izolacji i wtrącają do ciemnicy, gdzie półtora roku będziesz czekał na to, aż Arcyelektrykowi zechce się osądzić Twoją zbrodnię. W Wielkiej Komnacie Arcyelektryka usłyszysz wtedy, że z pełną, złośliwą świadomością swojego deliktu przełączyłeś sam przełączniki, zamiast po prostu wezwać elektryków. Wzywałeś, kurwa! Dzień w dzień przez miesiąc!
Wpierw autentyczna anegdota. Moja Świętej Pamięci matka była jedną z tych starszych kobiet, które opiekują się bezdomnymi kotami. Jej ulubieńcem - i ulubieńcem innych starszych pań z tego samego bloku na Giszowcu - był bardzo inteligentny samiec, który miał niezwykłą cechę jak na kota, mianowicie sam opiekował się innymi kotami. Dużo było o nim anegdot, jeden z tych kotów, które się wspomina. W tym samym bloku mieszkał pewien starzec, który zwierząt nienawidził. Pewnego dnia otruł tego kota. Wiadomo, że to on, bo absolutnie wszystkim się tym chwalił. Chwalił się też swoją przeszłością w SB, która czyniła go nietykalnym. Grupa starszych pań zawiadomiła policję. Policja pojawiła się pod jego drzwiami i “co tam, Władziu? Co u ciebie? Wszystko dobrze? A nie, jakieś nawiedzone stare baby, coś jakiś kot”. Jak to zawsze z policją, omerta była ponad jakiekolwiek spisane prawo, a to, że ten facet był paramilicjantem od wyrywania paznokci czterdzieści lat temu było nieistotne - ważne, że był jednym z nich, jednym z mundurowych, co tu będą jakieś stare baby pierdolić o prawie. Panie zebrały się więc, naradziły i poszły do innej instancji. Do kibiców GKSu. Kibice GKSu pojawili się pod drzwiami SBka i nie było “co tam, Władziu?”. Zamiast tego był tak ciężki wpierdol, że przez kilka tygodni facet ledwo chodził, a świat oglądał przez milimetrowe szczeliny w oczodołach. Następnie, pomny tego, co od kibiców usłyszał, obszedł wszystkie panie, błagając o wybaczenie. Zwierzęta nie były więcej trute.
Wymierzono sprawiedliwość. Wbrew policji, wbrew prokuraturze, wbrew sądom, które twardo stały na straży prawa bandyty do popełniania przestepstw. Gdyby Aparat Sprawiedliwości dowiedział się kto i jak wymierzył sprawiedliwość, to nie spocząłby zanim nie wsadziłby tych ludzi do więzienia. Państwo musi się zemścić na ludziach, którzy uzurpują sobie jego wyłączne uprawnienia. I o tym jest rzecz. O tych wyłącznych uprawnieniach.
Przez większość naszej historii obowiązywał system wymuszania porządku przez mężczyzn. Zanim jedyna czytająca ten tekst kobieta z niebieskimi włosami i kłódką w nosie zacznie wrzeszczeć, powiem od razu - nie uważam go za jakiś najlepszy. Piszę tylko, że taki właśnie system istniał. Aspołeczne zachowania wewnątrz wioski / miasteczka / dzielnicy spotykały się nie z donosem na straż miejską, ale z wpierdolem. Napastowanie kobiet, będących pod ochroną rodziny, spotykało się z wpierdolem. Złodziej, złapany przez lokalsów, mógł liczyć na połamanie rąk, albo pobicie pałami na śmierć. Oczywiście ta moneta ma drugą stronę - jeśli lokalna społeczność uwzięłą się na kogoś, albo jeśli jeden z jej wielkich autorytetów na przykład zgwałcił kobietę, to nie było żadnej ochrony z góry, ten sam lokalny aparat sprawiedliwości, który utrzymywał na codzień porządek, stawał po jego stronie.
W miarę procesów powiększania autorytetu państwa i zmniejszania roli obywateli doszło powoli do wykształcenia Umowy Społecznej, zdefiniowanej w XVIII wieku przez Rousseau. Ludzie przekazują państwu część swojej władzy, w zamian państwo będzie ich z użyciem tej przekazanej władzy broniło. Proces był powolny. Kiedy w Wielkiej Brytanii powstawała pierwsza profesjonalna organizacja policyjna, Sir Robert Peel wyznaczył jej następujące zasady:
- Zapobieganie przestępczości i nieporządkowi jest alternatywą dla ich tłumienia przy użyciu siły wojskowej oraz surowości kar prawnych.
- Zdolność policji do wykonywania swoich funkcji i obowiązków zależy od publicznej aprobaty dla jej istnienia, działań i zachowania, a także od jej zdolności do zdobywania i utrzymywania szacunku społeczeństwa.
- Zdobycie i utrzymanie szacunku oraz aprobaty społeczeństwa oznacza również pozyskanie dobrowolnej współpracy obywateli w egzekwowaniu prawa.
- Im większy zakres współpracy społeczeństwa można uzyskać, tym mniejsza staje się konieczność użycia siły fizycznej i przymusu dla osiągania celów policji.
- Zabiegać należy o przychylność społeczeństwa i jej utrzymywanie nie poprzez schlebianie opinii publicznej, lecz poprzez nieustanne demonstrowanie całkowicie bezstronnej służby prawu, w pełnej niezależności od polityki oraz bez względu na to, czy treść poszczególnych praw jest sprawiedliwa czy niesprawiedliwa; poprzez gotowość niesienia indywidualnej pomocy i okazywania życzliwości wszystkim członkom społeczeństwa bez względu na ich majątek lub pozycję społeczną; poprzez stałe okazywanie uprzejmości i pogodnego usposobienia; oraz poprzez gotowość do osobistego poświęcenia w ochronie życia.
- Używanie siły fizycznej dopuszczalne jest wyłącznie wtedy, gdy perswazja, rada i ostrzeżenie okazują się niewystarczające do uzyskania współpracy społeczeństwa koniecznej dla przestrzegania prawa lub przywrócenia porządku, oraz stosowanie jedynie minimalnego stopnia siły niezbędnego w danej sytuacji do osiągnięcia celu policyjnego.
- Dbać należy o utrzymywanie przez cały czas takich relacji ze społeczeństwem, które urzeczywistniają historyczną zasadę, że policja jest społeczeństwem, a społeczeństwo jest policją; policjanci są jedynie członkami społeczeństwa opłacanymi za pełnoetatowe wykonywanie obowiązków ciążących na każdym obywatelu w interesie dobra i istnienia wspólnoty.
- Uznawać należy potrzebę ścisłego trzymania się funkcji wykonawczych policji oraz powstrzymywanie się nawet od pozorów uzurpowania sobie uprawnień sądownictwa — zarówno w zakresie wymierzania zemsty w imieniu jednostek lub państwa, jak i autorytatywnego orzekania o winie oraz karania winnych.
- Miarą skuteczności policji jest brak przestępczości i nieporządku, a nie widoczne dowody działań policyjnych podejmowanych wobec nich.
Oczywiście przeczytanie tych zasad współczesnemu policjantowi spowodowałoby wytrzeszczenie oczu z niedowierzania, że ktoś mógł takich rzeczy od policji wymagać. Ale na tamte czasy to było dość radykalne przekazanie władzy społecznej w ręce państwa. Zwłaszcza spójrzcie na punkt 7 - działania, podejmowane przez policję, były TYMI SAMYMI działaniami, których należało oczekiwać od każdego uczciwego obywatela, widzącego przestępstwo, po prostu policji płacono za to na pełen etat. Powtórzę - obywatelowi nie “pozwalano”, ale OCZEKIWANO OD NIEGO, że będzie reagował na przestępstwa TAK SAMO, jak policja. To był obowiązek każdego. Proces zdejmowania z obywatela tego obowiązku a następnie odbierania mu nawet tego prawa dopiero się rozpoczynał. Jeśli spojrzycie w prawodawstwo państw Zachodu, w tym polskie, zobaczycie jeszcze resztki tego myślenia w postaci Aresztu Obywatelskiego (nawet nie próbuj - trafisz do aresztu na miesiące).
Władza ma to do siebie, że jest mechanizmem zapadkowym. Kto ma władzę, ten niemal nigdy nie oddaje jej z własnej woli, natomiast bardzo chętnie bierze jej więcej. Więc raz rozpoczęty proces działał powoli, pokoleniami, transferując władzę utrzymywania porządku z rąk obywateli w ręce państwa i policji. Jeszcze ze czterdzieści lat temu istniały jej resztki w rękach pospólstwa. Za mazanie farbą na bloku można było dostać po ryju, za kradzież czereśni z czyjegoś ogródka można było być poszczutym psem, publiczne bicie kobiety przez jej misia było możliwe tylko w najgorszych slumsach, bo w każdej przyzwoitej dzielnicy misio zostałby wzięty pod but, jak by go jego andżela nie broniła, zaczepianie ludzi w tramwaju albo autobusie kończyło się odciskiem buta na dupie i gwałtownym opuszczeniem pojazdu. I ponownie - ta moneta miała drugą stronę, bo gdzie podstawą systemu utrzymywania porządku jest siła fizyczna mężczyzn, tam najsilniejszy mężczyzna jest królem. Ale istniał już państwowy mechanizm mitygowania tego, istniała wyższa instancja. Było to jakieś equilibrium.
Transfer władzy jednak działał dalej. Aż doszliśmy do czasów obecnych. Do czasów w których ten transfer tak naprawdę się zakończył, w których państwo ma nie tylko pełne, ale też wyłączne prawo do utrzymywania porządku, a wszelkie próby uzurpowania sobie tych uprawnień przez wateli kończą się brutalną reakcją. Państwo może tolerować gwałty, morderstwa, kradzieże, pobicie, wymuszenia, podpalenia, ale to, czego państwo absolutnie tolerować nie będzie to Lèse-majesté, najwyższa obelga dla Organów Ścigania, którą jest - na przykład - próba samodzielnego obronienia się przed kradzieżą, pobiciem albo morderstwem. Czy jest to legalne, czy nielegalne (a w polskim, spisanym prawie jest jak najbardziej legalne) państwo traktuje to jako działanie antysystemowe sensu stricte: atak na wielką, żelazną pałę, która stoi za wszystkim, co państwo sobą reprezentuje. Taki atak wybaczony być nie może.
Jeśli ktoś ukradnie Ci rower w miejscu, które obserwuje dziesięć kamer przemysłowych, to ciesz się, jeśli dostaniesz umorzenie z braku możliwości wykrycia sprawców już po roku intensywnej, dwusekundowej pracy aparatów ścigania. Ale jeśli wrócisz trochę za wcześnie, przyłapiesz złodzieja na gorącym uczynku i swojej własności obronisz, o, obywatelu, to jest inna sprawa. Okazuje się nagle, że policja istnieje i jest jej dużo, że prokuratura jak najbardziej potrafi postawić zarzuty - ofierze, że umorzeniomat nagle bierze się do pracy. Obraziłeś Majestat. Musisz za to odpowiedzieć.
Na Śląsku pewien mężczyzna, idąc z żoną do domu został zaatakowany przez lokalnych mefedronów. Mefedrony wielokrotnie przedtem groziły mu śmiercią. Tym razem od razu czyny, nie słowa - żona została uderzona drewnianym kijem tak dotkliwie, że przez kilka tygodni nie mogła chodzić. Broniący jej mężczyzna miał rewolwer czarnoprochowy. Oddał z niego TRZY strzały ostrzegawcze. Bez rezultatu. W końcu, uderzony w głowę, strzelił napastnikowi w nogę. Policja, oczywiście, aresztowała ofiarę, napastnikami w ogóle się nie interesując. Prokuratura wyszła z zarzutem usiłowania zabójstwa i wsadziła ofiarę na półtora roku do więzienia, czekając, czy czasem się do czegoś nie przyzna.
Tu warto wyjaśnić: w internetach bardzo dużo młynkuje się o “przekroczeniu granic”, ludzie cytują sobie nawzajem ustawę i rozważają, co to znaczy “bezpośredni zamach” i “dobro chronione prawem". Te rozmowy nie mają żadnego znaczenia, bo prokuratura od bardzo dawna nie oskarża nikogo o przekroczenie. Prokuratura wyjeżdża z “usiłowaniem zabójstwa”. “Przekroczenie granic obrony koniecznej” stawia prokuraturę na sali sądowej w złej sytuacji, bo podstawą tego oskarżenia jest przyznanie, że obrona była konieczna. Tymczasem przy “usiłowaniu” można sobie wsadzić to, czy to w ogóle była obrona, czy była konieczna, jakiego rodzaju był zamach, całe to “nie popełnia przestępstwa” kto działał w nerwach i tak dalej. Zamiast tego jest tylko: usiłował, czy nie usiłował. Spust nacisnął? Nacisnął. No to usiłował, nie? Jak by nie usiłował, to by nie nacisnął! To też drastycznie ułatwia zadanie absolutnemu błotu, które w Polsce ubiera się w togi sędziowske.
Druga rzecz: w Polsce prokuratura, jeśli ma dogadanego sędziego, może Cię wsadzić do więzienia na jak długo chce. Nazywa się to “aresztem tymczasowym”. Rekord tego “tymczasowego” aresztu to koło 13 lat. Efektywnie po prostu idziesz do więzienia i co jakiś czas odwiedza Cię ktoś z prokuratury i mówi, że jeśli się po prostu do czegoś przyznasz, to dostaniesz taki wyrok, ile już przesiedziałeś i możesz iść do domu. W powyższym przypadku ofiara siedziała w więzieniu bez sądu półtora roku.
Co można zrobić z tak zgniłym państwem? Anarchokapitalista, albo po prostu anarchista odpowie, że całkowicie zlikwidować. Prowadzi to do raju, którym była Somalia, ale nie chce mi się z tym dyskutować. Transfer części uprawnień od państwa z powrotem do obywateli jest na pewno czymś dobrym (w Polsce w tej chwili istnieje tylko jedna partia, która to postuluje), ale sam w sobie też nie rozwiązuje problemu. W USA w części stanów obywatel ma naprawdę dużo praw do bronienia siebie. W tych samych stanach policjant może strzelić pięć razy z karabinka szturmowego do klęczącego, błagającego o życie, bezbronnego człowieka i nie stanie mu się NIC, polica może przejechać czołgiem przez Twój dom i nie być Ci winna centa, policja może bez jakiegokolwiek powodu staranować Twój samochód od strony kierowcy w bocznym zderzeniu i nie odpowiadać za nic, policja może skuć Cię w samochodzie w którym nie da się otworzyć drzwi od wewnątrz i ustawić ten samochód na trasie nadjeżdżającego pociągu i nie stanie jej się NIC, policja może wpaść do czyjegoś domu i otworzyć ogień do śpiącego na kanapie właściciela, po czym oskarżyć go o napaść na funkcjonariuszy i próbować go wsadzić do więzienia, sami będąc przy tym całkowicie bezkarni. W Polsce w pewnym momencie minister Ziobro wprost zakazał wytaczania “usiłowania” w przypadku obrony własnego życia we własnym domu. Konsekwencja była taka, że kiedy napastnicy z nożem zaatakowali kolejnego człowieka w jego własnym domu i udało mu się obronić, prokuratura wyszła z “udziałem w bójce ze skutkiem śmiertelnym”.
Nie da się żadnym systemem rozwiązać problemu odrażających moralnie ludzi. Ludzie zdegenerowani, amoralni, zwyczajnie źli, a tacy są ludzie w polskiej prokuraturze i polskich sądach, wykręcą każde, najlepsze nawet prawo, na swoje całkowite przeciwieństwo.
W Bystrzycy Kłodzkiej uczciwy obywatel, o potwierdzonej przez polskie państwo poczytalności psychicznej, obronił się przed mefedronem, który próbował go zamordować. To, że ten obywatel trafił od razu do więzienia, że okazało się, że terroryzujące całe osiedle i bijące ludzi mefedrony nigdy policji nie przeszkadzały, przeszkadza jej dopiero bronienie się przed nimi, to, że rzecznik prokuratury kłamał w żywe oczy dziennikarzom na temat całego zdarzenia - to nie jest skutek złego prawa. Prawo jest tu serio przyzwoite. Mogło by być lepsze, oczywiście, ale nie da się go skonstruować tak, aby degeneraci z bystrzyckiej prokuratury nie mogli go użyć jako pały na ofiarę. Po prostu się nie da.
Dlaczego policja, dlaczego prokuratura jest tak zdegenerowana? Odpowiedź jest ogólnosystemowa: takim zsypem staje się KAŻDY cech, jeśli da mu się prawo decydowania o swoim członkostwie i prawo do wewnętrznych sądów. Dzieje się to nie tylko w instytucjach państwowych, ale też w dużych korpach. Bez kontroli z zewnątrz cech/gildia degeneruje się zawsze w zupełne błoto. Uczciwy człowiek wewnątrz cechu będzie zatrudniał ludzi, którzy wydają mu się być kompetentni. Zatrudni też złych ludzi. Psychopata zatrudni WYŁĄCZNIE ludzi, którzy będą mu pomagać w zrobieniu z cechu swojego ogródka. Będzie też bronił ich z całej siły, bo omerta działa na jego korzyść. Dryf całej instytucji będzie tylko w jedną stronę. Naszego nie rusz - to zasada wspólna dla włoskiej mafii, niemal dowolnej zachodniej policji, polskiej prokuratury, polskiego sadownictwa. Bez jakiejś formy kontroli z zewnątrz, bez bezpośredniej i osobistej odpowiedzialności członków organizacji przed prawem i jakąś formą trybunału, nie obsadzonego przez kolegów, każda organizacja zawsze wyrównuje do moralnego błota. Moralnego błota nie da się usystematyzować żadnym prawem. Błoto należy osuszyć.
Diagnoza wymaga terapii tak trudnej, że niemal awykonalnej. “Sprawić, aby trafiali tam dobrzy ludzie”. Łatwo powiedzieć, zrobienie tego to zadanie na dekady i to nawet zakładając, że wszyscy się zgodzimy co do tego, kim jest dobry człowiek. Ale w bliższym horyzoncie czasowym rzecz sprowadza się do rozbijania omerty. Policja musi odpowiadać przed prawem. Prokuratura musi odpowiadać przed prawem. Sędzia musi odpowiadać przed prawem. Przed każdym z nich musi widnieć perspektywa oglądania świata zza krat. W każdym z tych przypadków odpowiedzialność musi być wobec instytucji zewnętrznej, której członkowie nie dość, że NIE są kolegami policji/prokuratury/sądów, co wręcz powinni być wobec nich wrodzy.
Gdzie zaczyna się omerta, tam kończy się sprawiedliwość i również jakakolwiek efektywność. Bez zniszczenia omerty nie ma żadnej drogi do poprawy sytuacji. Co zdarzyło się w Bystrzycy może zdarzyć się też Tobie, nawet jeśli na mniejszą skalę. To serio nie jest jakiś abstrakcyny problem samych "onych". Prokuratura wsadziła do więzienia bez sądu pojedynczego człowieka, który bronił się przed byciem zamordowanym, ale zanim do tego doszło, lokalne mefedrony terroryzowały wszystkich na tym osiedlu. Pobity, okradziony, skatowany mógł być każdy - mefedrony były tam jedynym prawem. Teraz mefedrony z każdego takiego osiedla dostały jasny sygnał jak bardzo stoi za nimi policja i prokuratura i jak ważne jest dla nich, aby nikt mefedronom nie przeszkadzał w wypełnianiu obowiązków służbowych. Jasne, jeśli mieszkasz na miłym, zamkniętym osiedlu z ochroną, to możesz myśleć, że to nie Twój problem. Ale zastanów się - dlaczego mieszkasz na zamkniętym osiedlu z ochroną?
A jeśli mieszkasz w jednym z miejsc, gdzie mefedrony są aktywne - sam już wiesz jak to wygląda. Pamiętaj przy następnych wyborach kto jest po stronie mefedronów a kto nie jest.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)