13 obserwujących
84 notki
62k odsłony
  1392   0

Polska broń nuklearna.

Artykuł na niezależnej przypomniał mi o podjęciu tych rozważań:

http://kulturkampf.salon24.pl/321946,polska-nato-i-gwarancja-niebezpieczenstwa

 

Więc podejmuję.

 

NATO jest organizacją stworzoną dla obrony przed Związkiem Radzieckim. Tylko tyle i aż tyle. Państwa które powołały Sojusz wszystkie czuły się zagrożone przez ZSRR i jedyną pewność niezachwianej niepodległości widziały w zasadzie “jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Sytuacja w której Sowieci wyłuskują państwo za państwem, zastraszając jego kilku sąsiadów tak aby nic nie robili miała stać się niemożliwa. I to zadziałało dość dobrze. Ale ważna tutaj jest wzajemność obrony.

 

Państwa nie mają przyjaciół, państwa mają interesy”.

 

Nasza doktryna obronna (jak by śmieszną nie była) zakłada że nie potrafimy i nawet nie będziemy próbowali obronić się sami. Mają to za nas zrobić Niemcy, Francuzi i Amerykanie. Proste pytanie: po co mieli by to robić? Nie mówię w ogóle o jakimś truciu o honorze, o zdradzie Aliantów, o podobnym blablabla (“Bożeee coś Polskęęęęę”). Mówię o interesach. Jaki mają interes Niemcy, Francuzi i Amerykanie w umieraniu za Polskę, za kraj który wyznaczył im rolę swoich obrońców nie bardzo pytając ich o zdanie w tej sprawie? Gdzie jest wzajemność? Przed czym możemy obronić Niemcy? Przed czym możemy obronić Francję? Co im w ogóle grozi? Przed czym możemy obronić USA? Służymy im za listek figowy w czasie misji kolonialnych, ale za to płacą nam i w gotówce i w szkoleniu i w sprzęcie, więc mogą czuć się z nami kwita. Czy powinni to inna sprawa, ale fakt faktem że nasz udział w ich misjach był zawsze całkowicie bezwarunkowy i niczego nie próbowaliśmy za to utargować (bo jesteśmy faaajni i faaajnie jak nas lubią i mówią nam jacy jesteśmy faaaajni). Służymy Amerykanom za “co łaska”. Tak sami sobie ustaliliśmy te warunki i w ich ramach naprawdę nie są nam niczego więcej winni. Więc gdzie jest wzajemność? Co my dajemy albo dać możemy sojusznikom, do czego możemy być im potrzebni? Nie ma oczywiście żadnej wzajemności. A my zapominamy że nie wykupiliśmy sobie karnetu na darmową pomoc, tylko podjęliśmy zobowiązanie o wzajemnej pomocy. I niedługo potem rozwiązaliśmy armię, zostawiając wyłącznie specjalistyczne siły obrabiania magazynów i rozkradania budżetu obronnego plus mały korpus najemniczy odnajmowany Amerykanom. Tyle że nawet tego korpusu starcza na jedną misję na raz, z Iraku musieliśmy się wycofać. I co teraz?

 

Niemcy mają pewien interes polityczny w bronieniu nas. Sytuacja w której graniczą na wschodzie z Rosją jest dla nich wysoce niepożądana. Znacznie lepiej działa dla nich Polska będąca zderzakiem-buforem, polem ścierania się interesów niemieckich (reprezentowanych obecnie przez premiera RP) z interesami rosyjskimi (reprezentowanymi obecnie przez prezydenta RP). Nawet jeżeli Rosja nigdy już nie zagrozi im militarnie (nie chodzi o siłę armii ale o to że Rosjanie mają już zbyt małą i wciąż wymierającą ludność, niezdolną do okupowania tak rozległych terenów), to agresywne, nieobliczalne, wrogie wobec wszystkiego i wszystkich państwo tuż za granicą nie może być im na rękę. Niemcy potrzebują semi-niepodległej Polski. Czy jednak potrzebują jej na tyle żeby w razie czego posłać swoje dzieci przeciw wielomilionowej rosyjsko-białoruskiej armii która po wybuchu wojny będzie w tempie swojego podboju ograniczona tylko przez maksymalną szybkość transportu paliwa i amunicji na front? Czy niemiecka opinia publiczna da się namówić do wojny w obronie państwa które nie ma zamiaru walczyć, bo zwyczajnie nie ma czym? Warto zdać sobie sprawę z tego, że nasze osiągnięcia w takiej wojnie po niedawnym rozwiązaniu przez nas armii będą na skalę tego co pokazała Francja w 1940, nie co pokazała II RP w 1939. Kto będzie chciał odbijać takie państwo Rosjanom? Piszę o odbijaniu, bo o pomocy w wojnie nie ma w ogóle mowy. Zanim nasi zachodni sojusznicy się zmobilizują, będą już graniczyli z Rosją, nie z Polską. Czy raczej - z Polską, z nowym legalnym rządem, właśnie pod rosyjskimi lufami potwierdzanym w wyborach powszechnych. Amerykanie są bankrutem zaangażowanym w dwie potwornie drogie wojny i wahającym się na skraju trzeciej. Czy można się po nich spodziewać większej pomocy niż ta otrzymana przez Gruzję? Czyli większej niż kilku mruknięć i zakłopotanego drapania się po głowie? Francji wszelkie problemy Niemiec są zwyczajnie na rękę i zapewne chętnie weszła by ona w rolę dotąd zajmowaną przez Niemcy, czyli grania z Rosją ponad Niemcami tak jak teraz Niemcy grają z Rosją ponad Polską. Więc pomoc - od kogo? I po co? Jeśli dalej spodziewamy się sojuszniczej pomocy od Niemiec i Francji po tym jak odmówiły one nawet przygotowania planów obrony Turcji przed Irakiem (i to przy absolutnie skrajnej dysproporcji sił NATO wobec sił Iraku), jeśli dalej na to liczymy to jesteśmy naiwniakami gorszymi niż w 1939.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale