13 obserwujących
84 notki
62k odsłony
  837   0

Marsz Niepodległości 2012, Warszawa - relacja.

Streszczenie: wielkie przeżycie, ale mam wiele żalu do organizatorów i zupełne obrzydzenie dla działania policji. Jeśli ktoś chce samej analizy, niech przeskoczy poniższą część.

  

Relacja

 

Pod Pałacem Kultury, w miejscu zbiórki, byliśmy na mniej więcej godzinę przed terminowym rozpoczęciem marszu. Ja, moja dziewczyna, grupa znajomych. Mogłem przyjrzeć się zbierającym się ludziom, niesionym transparentom, temu jak kibolska ekstrema przygotowuje się psychicznie do walki z policją. To dla mnie był pierwszy zgrzyt. Widzieliśmy wyraźnie tych ludzi, już w kominiarkach na twarzach, jak zbijają się w grupy, jak pozują do wspólnych zdjęć z szalikami swoich klubów, jak odprawiają swoje plemienne rytuały przygotowania do przemocy. Nie, to nie byli policyjni prowokatorzy (ci mieli pojawić się później), to były zwykłe bandziory. Od razu było widać po co tam są. Tutaj mam też wielki żal do organizatorów że nie zrobili zupełnie nic żeby tych ludzi zneutralizować. Służby porządkowe Marszu nie były nimi zainteresowane.

 

 

Miałem bardzo mieszane uczucia w czasie przygotowań do tego marszu. Wokół masa ludzi najwyraźniej na “jednej fali” ze mną, ludzi w każdym wieku, czasem całych rodzin. Morze flag biało-czerwonych (odsyłam do zdjęć). Przez chwilę była atmosfera festynu, ale skandowane hasła które zaczęły być wznoszone mocno mi ją popsuły. Poczułem się po prostu jakbym był na stadionie, jakby to był mecz, a nie święto narodowe. W środku tłumu pobiło się dwóch w sztok pijanych ludzi (ledwie się na nogach trzymali) znowu przy braku reakcji służb porządkowych których tam zwyczajnie nie było. Genialny tekst mojej dziewczyny - "prowokatorzy Polmosu".Wszyscy ludzie z ochrony Marszu byli pewnie na obrzeżach tłumu i porządku w jego środku nikt nie pilnował. Ten incydent wytworzył dziesięciominutową wyspę milczenia i zażenowania. Ludziom było nieswojo - nie po to tu przyszli.

 

 

Nastąpiły przemówienia przy tak fatalnym i słabym nagłośnieniu że można było je słyszeć chyba tylko przy samym “wagonie” organizatorów. Zdaje się że byli tam goście którzy mieli do powiedzenia coś naprawdę ważnego (słyszałem piąte przez dziesiąte), ale jako że prawie nikt tego nie słyszał zaczęły się znowu skandowane hasła które już do reszty owe przemówienia zagłuszyły. Dziwne o tyle że później, już w trakcie marszu, nagłośnienie organizatorów było świetnie słyszalne. Coś technicznie nie zagrało?

 

 

Marsz ruszył i wrażenie było zupełnie elektryzujące. Nie wiem co wam pokazała telewizja, nie oglądam telewizji, powiem jako świadek że to był największy tłum, największa zbiorowość jaką sam w życiu widziałem na oczy. Wrażenie niesamowite. Szacuje się obecnie ilość uczestników na 100 tysięcy (TVP podobno mówiła o “kilku tysiącach”?) i jestem skłonny w to uwierzyć. Jest to dla mnie dobitne świadectwo witalności zarówno idei państwowej jak i idei narodu. Marsze w obronie i marsze propagowania najróżniejszych obojętności (obojętność wobec moralności, obojętność wobec historii, obojętność wobec innych ludzi) które co jakiś czas organizuje lewica przyciągają po kilkudziesięciu-kilkuset uczestników. Tutaj było ich przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy. Cała Marszałkowska zapełniła się bielą i czerwienią. Pojawiły się race, niesione jako pochodnie. O ile dla mnie samego pogańska symbolika ognia jest dość obojętna, o tyle rozumiem jak bardzo odziałuje na niektórych ludzi. Niech sobie te race będą.

 

 

Problemy zaczęły się na Rondzie Dmowskiego. Marsz zatrzymał się, ludzie pytają się nawzajem co się dzieje. Gdzieś z przodu krzyki o policyjnej prowokacji. Ktoś obok mnie powiedział że pono zdelegalizowano marsz pod pretekstem używania przez ludzi owych rac. Wzruszam ramionami. Czegoś takiego się po policji spodziewałem. Nawet nie chciało im się sensownego pretekstu wymyślić, raczej takie splunięcie w twarz, “nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobisz”. To były oczywiście emocje na podstawie plotki bo nie wiedzieliśmy tak naprawdę nic. Gdzieś z przodu bormotało policyjne nagłośnienie, tak cicho że nie słyszało się w ogóle nic. Z pełną siłą (ktoś w końcu znalazł pokrętło?) odpowiedziały szczekaczki organizatorów informując policję że ich komunikaty są zupełnie niesłyszalne i oferując ich przekazywanie jeśli policja podejmie współpracę.

 

 

Potem następuje przedziwny głuchy telefon, który ciężko jest zrozumieć na podstawie filmów z ruchomej kamery na YT. Stoimy na środku ronda, ludzie skandują “Ge-sta-po! Ge-sta-po!” i podobne takie. Jakoś tak wtedy młodszy perspirant odnalazł na swojej szczekaczce pokrętło głośności i poinformował wszystkich na rondzie, że prawo polskie zobowiązuje nas do przestrzegania polskiego prawa. Jak Boga kocham nie wymyśliłem sobie tego.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale