Otóż technologie niezbędne do zastąpienia ropy w transporcie i energetyce już istnieją i są dopracowane. Silniki wodorowe, metody bezpiecznego składowania wodoru, ogniwa paliwowe, nawet metody pozyskiwania wodoru z wody przy użyciu energii słonecznej, w cyklu niemal bezludnym. Moglibyśmy przejść na te technologie w ciągu dekady, ale tkwimy w zaklętym kręgu. Nikt nie wypuści samochodu wodorowego, kiedy nie ma go gdzie zatankować. Nikt nie wybuduje łańcucha stacji wodorowych, kiedy nie ma klientów. I siedzimy sobie dalej na ropie. Potrzebny jest silny impuls, szok paliwowy. Pozbędziemy się ropy najpierw z transportu i energetyki, potem z tworzyw sztucznych (prototypowe technologie bioplastików już istnieją). A wówczas... astalavista, Arabusy. Wszystkie barbarzyńskie średniowieczne państweka Bliskiego Wschodu przestaną nam być potrzebne, w jednej niemal chwili. I niech się tam zabijają, niech się mordują, kamienują, odrąbują sobie ręce, wysadzają się wzajemnie i gazują, skoro takie ich hobby i skoro tego chce od nich Allah. Nas to już nie będzie ani dotyczyć, ani obchodzić. Dlatego żałuję, że ten kryzys paliwowy nie chce się zmaterializować.
26
BLOG
Kryzys, Kryzysu, Kryzysem
Jakieś dwa lata temu angielski związek kierowców zapowiadał falę protestów jeśli cena galonu benzyny/ropy/Masaj przekroczy 90 pensów. Rząd uległ, zmniejszył taki czy inny podatek, nie przekroczyła. A potem był Irak, jednocześnie Chiny potrzebują więcej i więcej i więcej ropy. Stoi powyżej funta. I co? I nic. Stać nas. W tym jest problem, niestety - że nas stać. Szkoda, że nas stać. Gazety trąbią o nadciągającym kryzysie, ale ten jakoś nie chce się zmaterializować i zagrożenie idzie raczej z rynku własności, niż z rynku energetycznego. Szkoda. Dlaczego szkoda?


Komentarze
Pokaż komentarze