Ba, i końcóweczka starego jeszcze też:

31.12.2025 r., godz. 22:05, na styku Wiartla i Jaśkowa
W poszukiwaniu śnieżnej zimy udałem się z Żoną na Mazury; do Wiartla. Zupełnie przypadkiem do tej miejscowości, ale z rozmysłem do tej krainy, bo we wtorek wieczorem wiadomym było, że najwięcej śniegu jest na północy. Żonie po wpisaniu w wyszukiwarkę "mazury biegówki" wyskoczyły trasy w Wiartlu i na Wzgórzach Dylewskich. Ja chciałem w te drugie, ale znalezienie kwatery w Sylwestra o 10-11 rano nie jest łatwe; było albo za drogo dla mnie, albo niemożliwe do dojechania wg usługodawcy. Co ciekawe miejsce, gdzie było "za drogo" znajdowało się w tej samej miejscowości co to "niemożliwe do dojechania"... ot, najwyraźniej gościowi nie chciało się odśnieżyć 100 m własnego dojazdu do posesji. Nie ma sprawy - został Wiartel, który okazał się fantastyczny; i tani.
Do tego wcale nie było tam jakoś dalej; no i bez tego armagedonu w okolicy Ostródy. Ale to nie znaczy, że zupełnie lajtowo - wjazd do stolicy eską-sidemką w okolicy godz. 17 był ekscytujący. Było: równo, biało i szeroko - od bariery do bariery. Później było odrobinę lepiej i na miejsce dotarliśmy koło 21.
Po rozpakowaniu i odsapnięciu po podróży udaliśmy się na krótki rekonesans po miejscowości, co widać na zdjęciu powyżej. Do tego celu użyłem paściar. Jak się okazało zupełnie niepotrzebnie - w tej wsi najwyraźniej lubią jak jest biało i nie jest używana ani sól, ani piasek; ani na jezdniach, ani na chodnikach - zatem nic ślizgom nie groziło. Za to było całkiem rześko, bo -18.
Następne dwa dni spędziliśmy spacerując po okolicy, w poszukiwaniu puchu celem założenia swojego śladu - co jak widać się udawało:

Zrobiliśmy dwie traski. W Nowy Rok zieloną (z poniższej mapki) zgodnie z ruchem wskazówek zegara (z własnymi wariantami; zarówno prostującymi jak i przeciwnie - krzywiącymi). Fajnie było - mapa sobie, oznakowanie sobie a założony ślad jeszcze inaczej. Dorzuciliśmy odbitkę niebieską do Jabłoni (tam i z powrotem) na obiad i wyszło jakieś 22 km; tak akurat.

źródło: https://wioskanarciarska.pl/kontakt/#mapy
Drugiego dnia miałem plan na czarną pętlę z lekkim skrótem (czekało +/- 400 km drogi powrotnej) . Ale jak zwykle ciągnęło w nieopisane; Żona pooglądała mapę turystyczną i i wymyśliła coś, co okazało się to świetnym pomysłem. Wybraliśmy się żółtym szlakiem wzdłuż jez. Nidzkiego, po czym w Zamordejach odbiliśmy przciwpożarówką z powrotem do wioski. Trasa piękniejsza niż ta z dnia poprzedniego, która przecie była bardzo ładna; do tego dużo dziksza. Natknęliśmy się na nieco zwierzyny - mniejszej i większej. I na bardzo dużo tropów tejże - łącznie z wilczymi. Za to nie spotkaliśmy żadnych ludzi. Ba, natknęliśmy się na nieistniejącą wieś z czterowieczną historią.
Poniżej kilka migawek z tego czasu.

Gdzieś lesie

Wschodni brzeg jez. Wiartel

Przeciwpożarówka nr 21

Nad jez. Nidzkim - tak wygląda zadowolony człowiek
Podsumowując - piękny czas w pięknym miejscu. Polecam.
Gospodyni mówiła, że latem wcale nie ma tłoku - kto wie może sprawdzę.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)