Veni, vidi, vici w wersji dla ubogich - czyli: przyszedłem, wrzuciłem, odebrałem.
Do LiDLa, butelkę kaucjowaną, kupon.
Zadziałało bez zarzutu.
Może to solidna firma. A może to ja jestem solidna firma, bo butelka była w dobrej formie - gładka i optymistyczna; "bierz mnie na bogato" - zdawała się krzyczeć.
Mała niepewność była, bo jak wieść niesie: te Niemce* płacą jedynie 1/5 należnej kwoty. Ale była to niepewność pt. "Jaka będzie wygrana"... Nic nie mogłem stracić, bo butelka nie była moja. Wziąłem ją od kolegi, który przywiózł ją z innego miasta; ba, z innego województwa - zakupił był tę Muszyniankę w Krynicy. Ja oddawałem ją w Kielcach.
Wygrałem pełną pulę - kupon opiewał na 1/1 kwoty obiecanej na etykiecie.
Tak, wiem - to tylko "ja i mój mały świat"**, nie to co świat internetów.
-----------------------------------------------------------------
* oczywiście nie mówi się, że rękami Polaków, którzy tylko wykonują rozkazy
** https://www.salon24.pl/u/rk1/notka-komentarze/1486398,o-tym-jak-lidl-kradnie-klientom-kaucje#comment-28497144


Komentarze
Pokaż komentarze (49)