Czy któryś z kandydatów do Parlamentu Europejskiego, Polak, Niemiec, Czech czy Hiszpan poruszył w swej kampanii kwestyą chińską? Nie chodzi mi tu bynajmniej o prawa człowieka. Pełne frazesów partyjniackie gęby, łase na brukselskie czekoladki, ostrygi i frytki z majonezem przechodzą do porządku dziennego nad zaborcą europejskich miejsc pracy, sprytnym podbieraczem technologii i cichym twórcą bezrobocia w UE.
Chińczycy dawno już nakryli Europę czapkami. Od pewnego czasu (acz znów nie od tak dawna) media "odkrywają", jak to trudno obejść się bez chińskich towarów coraz częściej ukrytych pod nie rzucającym się w oczy kryptonimem "made in PRC". Konia z rzędem temu, komu udało się kupić dziecku zabawkę wyprodukowaną na Starym Kontynencie!
"Kupujesz chińskie towary - pogłębiasz kryzys w kraju". Jaki fajny wyborczy slogan! Ale nie wykorzystany przez żadnego z kandydatów. Lepiej mówić o powrocie do stron ojczystych (Niemcy), wytykać defraudację w konkurencyjnej partii (Anglia), czy posądzać o zdradę narodową (Polska), niż zasugerować wprowadzenie cła zaporowego na chińszczyznę, kto powiedział bowiem, że towary "made in China" muszą być najtańsze? A jeśli już to niech takie będą w Ameryce, ale nie w Europie. Jakiś dreszcz strachu przebiega mi po plecach, kiedy przechodzę koło sklepików typu "wszystko po złotówce", "każda rzecz za 2 zł". Jaki jest zatem koszt opłacenia pracownika, jak się odejmie koszta transportu, dzierżawy, zysk producenta, hurtownika, sklepikarza etc. Ćwierć ziarnka ryżu? Toż to dumping!!!
A jaka jest jakość chińskich towarów? Przysłowiowa, rzec by można. Ale cóż - tubylcy zwykle dają się nabierać na bezwartościowe świecidełka, tyle, że teraz to my odgrywamy rolę "tubylców". Pogrążona w letargu Europa czeka na swojego Ghandiego, który by ogłosił bojkot obcych towarów, spalił je publicznie i przekonał "tubylców", że ci także umieją szyć buty i koszule, robić zegarki i parasole, kalkulatory i zabawki dla dzieci. Bo potem, na "powstanie bokserów" może być już za późno.
To Chiny obecnie decydują o miejscach pracy europejskiego elektoratu. Ale czy mizdrzący się do tego elektoratu kandydaci na posłów, polscy, francuscy, niemieccy, czy włoscy "wiedzą choć gdzie Chiny leżą?", bo gdzie znajduje się gmach Parlamentu Europejskiego to wiedzą na pewno, a jeszcze lepiej - gdzie są sklepiki z czekoladkami i restauracyjki ze świeżymi ostrygami. A jakby jednak nie wiedzieli, to podpowiem chętnie - przy brukselskim Grand Place, niedaleko sklepiku z europejskimi suwenirami, w którym można kupić znajomym chorągiewki, breloki, koszulki czy długopisy z dwunastoma gwiazdkami na błękitnym tle i nieodłączną metką: "made in China", "made in PRC".
84
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (3)