Jarosław jot-Drużycki Jarosław jot-Drużycki
140
BLOG

Cisza wyborcza? a po cholerę - czyli jak to w Austryi bywało

Jarosław jot-Drużycki Jarosław jot-Drużycki Polityka Obserwuj notkę 2

Mamy tradycję ciszy wyborczej - usłyszałem wczoraj w mediach. Tyle, że nie we wszystkich krajach UE jest ten zbożny zwyczaj praktykowany. Ot we wrześniu zeszłego (2008) roku znalazłem się w Austrii, przez którą przetaczała się akurat kampania do parlamentu i to, com tam zobaczył zaskoczyło mnie na tyle, że osłupiały powtórzyłem bezwiednie za Obeliksem: "ale głupi ci Austryacy"; albowiem znalazłem się w państwie, które bezczelnie negowało najwznioślejszą zdobycz europejskiej demokracji - ciszę wyborczą.

Ciepła wrześniowa sobota na rynku w Wiener Neustadt. Jutro wybory. Kania dżdżu tak nie pragnie, jak polityk diet poselskich. Żaden staruszek nie będzie tak walczył o miejsce do siedzenia w tramwaju, czy autobusie, jak polityk o krzesło w parlamencie. Tak więc na wienerneustadtskim rynku jestem świadkiem wielkiego festynu wyborczego. Po rogach ulokowały się już stoiska najważnieszych partii, a każda z nich daje mi coś w darze, bym dar ten swoim z kolei darem odwzajemnił za te niecałe 24 godziny przy urnie.

Zieloni (Die Grüne) dają mi balonik i pomadkę do ust, jak przyjdzie tęga zima. I jeszcze śliniaczek dla bobasa albo schorowanego staruszka. Przedstawiciel FPÖ, czyli Wolnościowców (Freicheitliche) z uśmiechem wręcza mi długopis. Biedny, nie domyśla się nawet, że nie jestem Austryakiem i że jego ojciec mógł minąć się z moją babcią, ale nie na wiedeńskim Ringu, lecz na Marszałkowskiej na przykład, czy Chmielnej w 1942 lub 1943; a może nawet grzecznie poprosił ją o okazanie kennkarty?

Nieopodal ÖVP leje swe konserwatywne piwsko, sok jabłkowy dla dzieci (i abstynentów) oraz smaruje chleb grubą warstwą smalcu (zapewne dla podkreślenia chrześcijańskich korzeni). Biorę też i długopis, a nuż ten faszystowski nie będzie pisał w rękach Untermenscha? O, a tu - no, cóż to widziem prosze szanownej wycieczki - tu, na drugiej pierzei przykucnęli sobie socjaldemokraci (SPÖ). Zaraz wpychają mi w ręce kapitał w postaci zapalniczki, odblaskowych misiów do tornistra, żetonu do wózków w samoobsługowych sklepach no i "most". "Most" czyli taki jabłecznik, z jednocyfrową zaledwie zawartością alkoholu. Dzięki Ci Panie, że nie mam austryackiego obywatelstwa, bo nie wiedziałbym na kogo głosować. Bo co jest lepsze do diaska - piwo czy jabłecznik?

Zaspokoiwszy głód i pragnienie w niecałą godzinę potem znajduję się w Wiedniu. A tu, w drugim becyrku trwa - tak tak - festyn wyborczy ÖVP! Konserwatyści ponownie dają mi możliwość skosztowania chleba ze smalcem, który ochoczo zapijam "sturmem" (takim wzburzonym napojem winogronowym, który za dwa-trzy miesiące stałby się młodym winem - jeśliby mu na to pozwolono). Do kęsów i łyków przygrywa nam orkiestra. Pan jodłuje. Na ławie obok siedzi staruszka i z wysiłkiem malującym się na twarzy wciska klawisze w komórce. Udało się. Jest sygnał.
- Hallo? To ty? Przyjdź tutaj, jest bardzo miło, gra muzyka, słyszysz? są kanapki, woda, soki. Tak, tak, za darmo, kostenlos.

Znad czwartego kubka "sturma" dostrzegam jak dwie starusieńkie psiapsiułki plotą, śmieją się, popijając słowa wyborczymi napojami. Ach jak smakuje ten sok, jak orzeźwiająca jest ta woda! Jo jo jo. A za kilkanaście godzin otworzą lokale wyborcze. Na kogo by tu zagłosować? Jakby wprowadzono ciszę wyborczą, to przynajmniej znalazłby się czas na refleksję, namysł, rozmowę z sąsiadem, czy ze szwagrem. A tak?

A tak bez rozwagi, bez zastanowienia - pozwolę tu sobie przypomnieć - wybrali wtedy Austryacy parlament, w którym choć większość stanowili socjaldemokraci, to jednak nacjonaliści spod znaku FPÖ i BZÖ Jörga Haidera (któremu nie długo było pisane cieszyć się sukcesem - świeć Panie nad jego duszą) otrzymały znaczącą reprezentację. Dziękuję Ci zatem Boże, że nie jestem jako ci Austryacy, którzy ciszy wyborczej nie znają, a otumanieni jadłem, napitkiem i długopisami głosują bezmyślnie. Błogosław wyborczej ciszy. Amen.

Wtrynia swe trzy grosze od 26 maja 2009 r. "Hospicjum Zaolzie" - rzecz o umieraniu polskości na zachodnim brzegu Olzy Wydawnictwo Beskidy, Wędrynia 2014 Teksty rozproszone (w sieci) Kogo mierzi Księstwo Cieszyńskie. W poszukiwaniu istoty bycia "stela" (Dziennik Zachodni) Mocne uderzenie (obrazki z Wileńszczyzny) (zw.lt) Wraca sprawa Zaolzia (Rzeczpospolita) Cień Czarnej Julki (gazetacodzienna.pl)   Lubczasopismo   Sympatie

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka