Frekwencja była wprost oszałamiająca! Odebrało mi mowę. Proszę Państwa, aż 24,53 procent! Niecała jedna czwarta społeczeństwa wzięła udział w wyborach! Ten sukces na miarę irlandzkiego cudu dostrzegła również nasza nieoceniona klasa polityczna: "Polacy wybrali!" Mam jednak dziwne, może mylne wrażenie, że Polacy gremialnie ominęli w niedzielę lokale wyborcze szerokim łukiem. I jeśli wierzyć wynikom podanym przez PKW, to blisko trzy czwarte społeczeństwa "zbojkotowało wyborczą farsę", że pozwolę sobie użyć sformułowania z modnych ostatnio lat 80-tych.
Nie rozumiem czemu politycy przeszli do porządku dziennego nad frekwencją. Dlaczego nie stać ich na chwilę refleksji nad faktem, że istnienieje sobie w Rzplitej "milcząca większość", jak to trafnie określił był już w 1988 r. Jacek Kuroń. Tromtadracja klasy politycznej mierzi mnie cholernie. Bo przecież pewna część z tej większości, która nie poszła do urn (nie wiem jak znaczna, to już trzeba by przeprowadzić odpowiednie badania, niech uczynią to sławetne think-tanki, jakimi może się pochwalić każda polska partia, he he he - przepraszam za drobne złośliwości) nie po raz pierwszy zaprotestowała przeciwko ordynacji wyborczej, przeciwko sposobowi układania list, przeciwko klasie politycznej, przeciwko upartyjnieniu życia politycznego, przeciwko finasowaniu partii z państwowego skarbca, przeciwko rządom PO, przeciwko opozycji PiS. Ta tajemnicza część - moim zdaniem bardzo dobrze uświadomiona politycznie - zagrała na nosie Panu Premierowi i powtórzyła "gest Krasowskiego" wobec majestatu Pana Prezydenta.
Spadek zaangażowania obywatelskiego zdaje się nie przeszkadzać klasie politycznej. Im bardziej zawiła ordynacja - tym lepiej. Im mniej osób chodzi na wybory - również. Zdyscyplinowane, żelazne elektoraty czterech partii zawsze stawią się na alert. Wygrała Platforma, choć 89,1 procent obywateli na nią nie głosowało. Poparcie dla PiS-u to 6,72 procent ogólnej liczby uprawnionych. Ale jest sukces, niewątpliwy - w Rzplitej szlacheckiej prawo podejmowania decyzji politycznych przysługiwało dziesiątej części społeczeństwa, teraz korzysta zeń dwa a może trzy razy tyle. Niezwykły to wzrost jak na 250 lat.
Przed rokiem austryacka prasa podała, że tylko 8 proc. obywateli ufa politykom, co spotkało się z natychmiastowym komentarzem: "o co chodzi, przecież dokładnie osiem procent Austryaków bierze udział w życiu politycznym". No właśnie, od tych 24,53 procent elektorów należałoby odjąć kandydatów, ich rodziny i znajomych. I ciekawe, ileż to osób poszło do urn jedynie z obywatelskiej powinności, no ciekawe... Hej think-tanki! powstańcie wreszcie i do roboty!
PS. De facto należę do głosującej mniejszości. Zacisnąłem w niedzielę zęby i dałem kreskę takiemu jednemu kandydatowi. Ale mam kaca, bo zrobiłem to wbrew sobie. Duchem bowiem trzymam sztamę z "milczącą większością".
57
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze