Blog
KURJER PRZEZ JOT@ 3 Grosze
Jarosław jot-Drużycki
Jarosław jot-Drużycki Niechaj czyta kto ciekawy.
0 obserwujących 282 notki 215350 odsłon
Jarosław jot-Drużycki, 11 października 2016 r.

Filmy piaskiem usypane. Powtarzalność w twórczości Wajdy [esej z 2002 r.]

W wigilię Zielonych Świątek panny i młode gospodynie pisały piaskiem wnętrza izby. Na krótki, świąteczny czas, dzięki wprawnej ręce, ziarnka piasku układały się w spirale, kręgi, kwiaty, meandry i drzewka. Zwyczaj ten notowali etnografowie jeszcze przed trzydziestu-czterdziestu laty na południowym Mazowszu i w opoczyńskiem. Paradoksalnie bardziej jest obecnie znany podobny obyczaj spod dalszej szerokości geograficznej – mandala tybetańskich mnichów: usypany-zapisany Kosmos z kolorowego piasku. Całość. To co symbolizuje nieprzemijalność, ponad i pozaczasowość, stałość zostaje przedstawione za pomocą najbardziej kruchej i niestałej substancji. Dzieło mnicha ma krótkotrwały żywot jednakże czynność usypywania powtarzana jest nieustannie. Mandala trwa.

Symboliczny zapis naszej wizji kosmosu, "naszą mandalę", usypywały zapewne dziewczyny spod Rawy i Opoczna. Ale jakby tak zejść o kilka poziomów niżej, do zeświecczonej współczesności i do "narodowych mitów", i zawrzeć w mandali Polskę, ukryć nasz "polski kosmos" pod warstwą symboli, symboli, które – jak to symbolami bywa – czytelne są jeno dla wtajemniczonych; zatem próba ułożenia z ziarenek piasku białego orła nie wchodzi w rachubę, nie w tym rzecz, chodzi o ułożenie obrazu przekazanego przez "nasze święte księgi".

Wiele dzieł literatury polskiej w sposób niezrozumiały dla "obcego" opowiada polski mit. Książki, wydrukowane w końcu na lichym drzewnym papierze (którego wątpliwa trwałość spędza sen z oczu bibliotekarzom i bibliofilom). W tej nietrwałej formie zawarta jest nieprzemijająca treść – herosi, bohaterowie, wzorcowe modele dla społeczności. Fikcja staje się prawdą, egzystencja przekształca się w paradygmat, a postać w archetyp. Mitotwórczy charakter literatury (nie tylko zresztą polskiej, wyjątkiem bynajmniej nie jesteśmy) ma długi żywot i jest powszechnie znany – "kultowe powieści"! od "Iliady" przez "Pieśń o Rolandzie" i "Cierpienia młodego Wertera" dostarczały wzorców i wskazywały drogę w kolejnych epokach Historii. Do literatury dołączył film, zrobiony z kruchego celuloidu, równie nietrwałego materiału jak piasek, czy papier drzewny.

Literatura z filmem idą w parze, zaś adaptacja książki jest tylko kolejnym wariantem tej samej opowieści, czy usypanego wzoru, który – jak wszelkie oboczności – interesujący jest raczej dla naukowców. Na to, że literatura z filmem prowadzą ku Czasom Początku, Utraconego Raju wyraźnie wskazał w jednym z ostatnich (z roku 2002 podczas kręcenia "Zemsty" – przyp. jot 2016) wywiadów Andrzej Wajda:
Dzięki filmowym adaptacjom literatury widownia polska może przypomnieć sobie o własnych korzeniach, odnaleźć się w naszej przeszłości, (...) – i dalej – to prawda, że wszyscy czekamy na film współczesny, ale oglądanie przeszłości nie jest wcale ucieczką od rzeczywistości. W polskiej literaturze zawarta jest nasza polska dusza, a także wskazówka, jak rozumieć jej przyszłość.[W02].
Bowiem to co mówi mit urealnia się, jedynie mityczna opowieść jest naprawdę rzeczywista.

Dlaczego "Zemsta"?
Przede wszystkim wiem dobrze, że nikt nie napisze mi dziś lepszych portretów Polaków, nie przedstawi w sposób równie głęboki naszych narodowych wad [W02].
Dlaczego “Pan Tadeusz”?
Jest wiele powodów. Może dzisiaj, pod koniec wieku, kiedy się wszystko zmieszało, potrzeba obrazu przeszłości takiego jak w "Panu Tadeuszu" [W98].
Dlaczego "Wesele"?
Wydaje mi się, że jak dotąd. "Wesele" było traktowane w konwencjonalny sposób, to znaczy nie szukało się w dziele Wyspiańskiego pewnej realnej określonej sytuacji historycznej, ponieważ zakładano, że wszyscy przecież ją znają. Nie zastanawiano się, dlaczego to co się zdarzyło, mogło się zdarzyć tylko w tym czasie i w tym miejscu. Jest bowiem coś takiego w “Weselu”, co czyni je ciągle aktualnym dla nas, Polaków. [W72]

W filmach Wajdy mit nie tyle jest opowiadany co zobrazowany, ścieżka dźwiękowa staje się jedynie dopełnieniem do ruchomego obrazu. Wajda usypuję mandalę. Czyni to cały czas, przez lata – nieustannie pokazuje "polską duszę", klatka po klatce:
W trakcie zdjęć do "Pana Tadeusza" miałem wciąż wrażenie, że ja już to wszystko kiedyś robiłem. Tylko we fragmentach. [W99]
– zwierzył się w 1999 r. podobnie ujął to w trakcie realizacji "Wesela", trzydzieści lat temu:
Najbardziej boję się tego, że to "Wesele" sprzedałem już na różne sposoby w wielu moich filmach. Powiedział mi Olbrychski: Po co ty robisz "Wesele", przecież już je robiłeś. Może rzeczywiście nie powinienem się brać do niego? [W72]
Łatwo byłoby zarzucić reżyserowi déjà vu ale w ten sam sposób można by przecież potraktować i mazowieckie panny, i tybetańskich mnichów. A mit wszak winien być wciąż na nowo odgrywany, powtarzany, w opowieściach, w obrzędach, w rytach. Powtórzenie wzmacnia, uwiarygodnia, po trzykroć uwiarygodnia. I rzeczywiście – jest coś takiego w filmach Andrzeja Wajdy co stanowi  jądro mitu i niczym wzory z piasku powtarza się z filmu na film, z ujęcia na ujęcie. Właściwie dzieje się wciąż to samo.

Odwołanie się do czytelnej dla odbiorcy symboliki sprawia, że widz przestaje być bierny i zaczyna współuczestniczyć w akcie twórczym kinowego obrazu. Kiedy zobaczyłem (sic!) grę Wojskiego na rogu natychmiast usłyszałem w myśli odpowiednie strofy dwunastozgłoskowca. Podkład mitotwórczy został uruchomiony (osoba spoza kultury polskiej pozostała w roli widza, ktoś, kto jest oderwany od  kontekstu nie usłyszał tego co ja, nie współuczestniczył w "świętej grze"; dla "obcego" obrzęd, jakikolwiek obrzęd zawsze pozostanie co najwyżej barwnym acz niezrozumiałym przedstawieniem a mandalę będzie kontemplował tylko estetycznie; i może właśnie dlatego Oskar przypadł Wajdzie "jedynie" za całokształt?).

Zawsze traktowałem siebie jako widza i zastanawiałem się, co ja chciałbym w kinie zobaczyć. Robiłem filmy niejako na własne zamówienie. Jeśli udawało mi się dotrzeć do publiczności, to dlatego, że najpierw docierałem do samego siebie [W99]
– nie po raz pierwszy stwierdził Wajda:
staram się realizować to, czego nie realizują inni. Lubię bowiem oglądać w kinie, w teatrze, to co mnie interesuje. [W72]
Mityczna opowieść wzbudza zaciekawienie, wizja idealnego świata, który musieliśmy opuścić, a który ponad wszystko tkwi w nas jest szalenie bliska, jest po prostu własna. A łatwiej to sobie uświadomić i zrozumieć, kiedy wypowie się ją na głos, choćby i w pustym pokoju.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

image

Wtrynia swe trzy grosze od 26 maja 2009 r.

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Dziękuję za pomoc i wyjaśnienie.
  • @KRZYSZTOF J. WOJTAS Za nadinterpretacje moich tekstów nie ponoszę odpowiedzialności.
  • @NIEMIEC.NIEMIEC Bez trudu znajdziesz w internecie ;-)

Tematy w dziale