Moja hipoteza brzmi, że dotychczasowy styl władzy miał charakter bizantyński na wzór niemiecki. To właśnie nazywali demokracją, bo po prostu innego modelu nie znali, myśleli, że tak wygląda demokracja. Z tego punktu widzenia dla nich zmiana reguł funkcjonujących czyli zamiana prawa włącznie z konstytucją to zamach na tę "ich demokrację", nie rozumieją, że z demokracją to to ma mało wspólnego. Raczej będą postrzegać każdą zmianę prawa, która ma na celu zmianę po prostu bizantyńskiego modelu sterowania na bliższy obywatelom jako atak na siebie, bo od 89 r innego modelu nie znali, a co więcej ten model daje pewnej grupie społecznej strukturalne przewagi. Do tej grupy należy nie tylko aparat partyjno medialny różnych władz, których twarzą medialną stali się tacy ludzie jak p. Lis czy Olejnik czy Żakowski, a polityczną były prezydent i premier, ale całe gro jakoś uwikłanych ludzi. Żal mi ich, nawet bardzo. Ale cofnąć się raczej tacy ludzie zwykli nie cofną. Po prostu nie mają nic do stracenia. Jeden z polityków mniej powszechnych mówił, że trzeba przywrócić wartości, nie wiem, czy sobie zdawał sprawę, że proponuje światu swoisty przewrót intelektualny. Miał jednak rację, tak myślę, bo zwykła gra interesów, to gra energetyczna, ze swej natury musi zakończyć się klęską nieuniknioną. Taki jest algorytm energetyczny. Generalnie zaś jest duże oczekiwanie zmian i to jest tak naprawdę ostatni moment aby dokonać zmian. Po prostu niezadowolenie społecznie nie zniknie, ono znajdzie ujście bo to proces naturalny tak jak płynąca woda, która szuka drogi płynięcia. Myślę, że politycy są nieroztropni bardzo tego nie rozumiejąc i myśląc, że mogą zatrzymać płynącą wodę. To jest ułuda poczucia siły i władzy. Zwykła ułuda. Z drugiej jednak strony, działania polityczne wymagają pewnej delikatności, swoistego czaru, aby je przeprowadzić. Czar ten jest wymagany zwłaszcza w sytuacjach newralgicznych.
PS. Dla tych, którzy czytają ze zrozumieniem, niechcący napisałem chyba bardzo ważną rzecz, mianowicie taką, że zawsze jest wybór jak mamy się zachować, a wybór ów zaczyna się od tego, czy świat postrzegamy jako bezwzględną walkę o energetyczne dobra czy też nie. Rzeczywiście świat wartości jest bardzo ważny w naszym życiu, pozwala nam chyba ominąć determinizm. Taka to oto hipoteza.


Komentarze
Pokaż komentarze