Od blisko 5 lat piszę na łamach Salon24. Wśród moich tekstów dominują satyry i szyderstwa na temat establiszmętu oraz licznych pseudoautorytetów i autozdrad - ale nigdy o PIS. Do końca życia nie zapomnę zwycięstwa sił Dobra w 2005 roku, które po blisko 20 latach życia w ciemności niczym Golem i antysemickim wyszydzaniu – notabene zaraz po śmierci Papieża Polaka - uzyskały sejmową większość. Co prawda za sprawą brudnego kompromisu z wekslariuszami Leppera i populizmem narodowców seniora Giertych, ale zawsze.
Już wtedy, podczas rządów PIS pojawili się naiwni funkcjonariusze massmediów pokroju Łukasza Warzechy i jemu podobni, których wielokrotnie krytykowałem za zbyt drobiazgowe patrzenie na ręce rządzącej ekipie, czepianie się didaskaliów, i obsesyjne poszukiwanie obiektywności, gdyż już wtedy wiedziałem, że czas kiedy to patrioci znajdują się na ustawodawczym świeczniku dobiegnie szybko końca. W tak trudnych warunkach nie znalazł się w Polsce człowiek gotowy przejąć wojsko, dokonać puczu i wymierzyć złodziejom tak długo oczekiwaną sprawiedliwość.
Zamiast „oko za ząb” wybrano demokratyczne traktowanie Maleszki i ludzi z mafii, co jak wszyscy wiemy skończyło się katastrofą wyborczą w 2007 roku i oddaniem władzy w ręce pseudoliberalnych populistów z PO. To właśnie wtedy zaczęło się szufladkowanie PIS i skuteczne spychanie opozycji do prawego narożnika sceny politycznej, za którym jest już tylko ściana płaczu.
Kampania prezydencka w 2010 roku miała za zadanie pokazanie lidera PIS jako polityka obliczalnego i pomysłowego. Wizerunek PIS skutecznie ocieplili: Poncyliusz, Migalski i Kluzik-Rostowska. Jednak wódz miał inne plany i nazajutrz po ogłoszeniu wyników wyborów oznajmił ni mniej ni więcej, że był „na haju”.
Polityk, który nie potrafi kontrolować swoich emocji, choćby był najuczciwszy i najszlachetniejszy w XXI wieku nie może prowadzić czołowej, antysystemowej partii politycznej. Debata z Lisem i słynny fragment o Merkel, który MUSIELI WYŁAPAC SZTABOWCY bezsprzecznie dowodzą, że Kaczyński – pomimo zasług z przeszłości – nie może być liderem przyszłej prawicowej formacji.
Czas postawić na zmiany bo łudzenie się, że w Polsce będą drugie Węgry to zwykłe majaczenie. A jak widzę RYSIA CZARNECKIEGO u Olejnik, który jedzie po z Zbyszku Ziobro jak po rudej suce i jak słyszę, że ulubieniec prezesa z CZERWONYM NOSEM KAROL MARKS KARSKI będzie dyscyplinował buntowników, to automatycznie tracę zaufanie do tej formacji.
Wyrzucenie Migalskiego było do zaakceptowania jednak oskarżenia pod adresem Zbyszka Ziobro, że jest z GRU, SB, WSI, układu itp. to GÓWNO PRAWDA I ŚCIEMA!!!!!!!!!!!!!



Komentarze
Pokaż komentarze (15)