Bob-Budowniczy Tusk znowu udowodnił, że czasem lepiej siedzieć cicho i udawać idiotę, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości. Bo nominacje na nowych-starych ministrów dowodzą bezsprzecznie, że jedynym kluczem przy ich wyborze jest to, że nie ma żadnego klucza. I tak oto: ministrem od budowania nowych, świetnych autostrad zostaje człowiek z wykształceniem politologicznym; ministrem sportu posłanka pozująca do Playboya i szukająca budżetowych oszczędności w eutanazji starszych, schorowanych ludzi; zaś ministrem sprawiedliwości sejmowy katecheta i filozof kojarzący się z prawym(prawem?) skrzydłem Platformy.
O ile poprzedni rząd składał się głównie z większych lub mniejszych miernot to jednak miał kilka wyrazistych postaci(Grzegorz Schetyna?), które przynajmniej w teorii wydawały się być marginalnie kompetentne w swoich ministerialnych obowiązkach. Dziś w otoczeniu Tuska próżno szukać ludzi mających od niego odmienne zdanie a zamiast fachowców wyzierają gęby miernych ale wiernych przytakiwaczy z politologi, filozofii czy historii.
Rzucając na pierwszy front najbardziej popularne twarze Platformy Bob-Budowniczy Tusk ryzykuje – co nie powinno go specjalnie zaniepokoić – bezpieczeństwem Polski, które przez ich niekompetencje może być zagrożone. Z drugiej strony zyskuje poklask gawiedzi i ludzi czerpiących wiedzę od funkcjonariuszy mediów.
Czułe słówka, ładne buzie i ZERO działań. I tak przez kolejne 4 lata, a po nich choćby POTOP!



Komentarze
Pokaż komentarze (5)