0 obserwujących
36 notek
17k odsłon
772 odsłony

System opieki spolecznej w Polsce jest fikcją, zmieńmy go!!!

Wykop Skomentuj

 

To nie jest skarga na panią Jadzię z GOPSu w Pcimiu, co to „pieniędzy dać nie chce, a dzieci głodują”. To opis problemu z systemem, który szkodzi potrzebującym, pracownikom OPSów – szczególnie najniższych szczebli – i budżetowi. Bo po prostu jest do bani.

1. Wysokość świadczeń.

Świadczenia są śmieszne. Mają się kompletnie nijak do rzeczywistych potrzeb i są zależne od progów dochodowych, które mają się jeszcze bardziej nijak, tudzież masy innych, abstrakcyjnych przepisów rodem z Zielonej Wyspy. I tak oto mamy zasiłek rodzinny na przykład, podzielony na trzy grupy:

- dziecko do lat 5 otrzymuje 68,- [od listopada 77,-]

- 5 do 18 lat ma 80,- [odpowiednio 106,-]

- 18 do 24 lat – uczące się – 98,- [będzie 115,-]

Na trzecie i każde następne dodatkowo 80,-Przy czym są progi dochodowe aktualnie 504,- [przy niepełnosprawnym dziecku 583,-] - będzie 539,- [jw. 623,-]. Hurra!

Wygląda ładnie, kiedy ma się pięcioro, siedmioro czy tuzin przychówku – na tym polega polityka prorodzinna. Pytanie, co ma zrobić samotna matka jednego czy dwójki dzieci, jeśli jedno jest niepełnosprawne?

Jest i dodatek na okoliczność rozpoczęcia roku szkolnego – całe 100, we wrześniu dodawane do rodzinnego. Można sobie za to kupić zeszyty i ołówki,  kredki i bloki. Albo farby, zestaw geometryczny i plecak. Albo strój gimnastyczny, nożyczki, kleje, gumki i temperówki – i wtedy to nawet reszta zostanie. Bo żeby kupić wszystko – nie ma szans.

2. Papierologia stosowana, czyli dokumenty i wywiady środowiskowe.  

W zależności od świadczenia należy raz na kilka lat [pielęgnacyjne], raz w roku [rodzinne], dwa razy w roku [dożywianie] bądź za każdym razem – złożyć komplet dokumentów: wniosek oraz rozmaite kwity, które czasami są potrzebne, czasami zaś nie.

I tak oto wnosząc o świadczenie pielęgnacyjne, na, powiedzmy, trzy lata – składam raz kopię orzeczenia o niepełnosprawności dziecka. Jeśli do tego staram się o zasiłek rodzinny – składam dodatkowo każdego roku kopię tegoż orzeczenia. Jeśli wpadnę na pomysł dożywiania dziecka w szkole: w sierpniu oraz grudniu również składam po jednej kopii orzeczenia. A jeżeli dodatkowo dziecko wymaga leków i staram się o zasiłki celowe na te leki na przykład co drugi miesiąc [bo mogę i co każdy] – za każdym razem składam kopię orzeczenia. Dzięki czemu petent ma radość z kserowania, a urzędnik się cieszy, bo ma dziesięć identycznych kopii jednego dokumentu. Albo szesnaście. I nie szkodzi, że on wie, że to ma, bo wszystkie te kopie leżą w jednej teczce – muszą być i nie ma, że boli.

Jeśli cała zabawa powtarzana jest przez cały okres pobierania świadczenia – rachunek jest prosty: po trzech latach urzędnik dysponuje 46 kopiami jednego dokumentu formatu A4 i może sobie wytapetować pokój.

O ile do świadczeń rodzinnych czy pielęgnacyjnych tzw. „wywiad środowiskowy” nie jest potrzebny, o tyle przy dożywianiu czy zasiłkach: okresowych, stałych, dożywianiu i celówkach jest. Odbywa się to tak, że pracownik rejonowego OPSu ze stertą papierów do wypełnienia zjawia się w umówionym terminie w domu petenta i przez godzinę [powiedzmy] wypełniają te papiery: piszą, jaka jest sytuacja, ile osób w rodzinie, kto pracuje, kto nie, jaki jest dochód. Herbatki się mogą napić, ciasteczek pojeść… Pracownik socjalny może się rozejrzeć po pomieszczeniu – bo nawet na wejście do toalety musi mieć zgodę właściciela lokum… Może sobie pooglądać – a nawet powinien! – rachunki za czynsz i liczniki… I w sumie diabli wiedzą, po co, bo rachunki nie są odliczane od dochodu, pozaglądać mu do lodówki czy szafek nie wolno, a nawet gdyby mógł, to co z tego? Plazmę na ścianie czy nowy komputer gołym okiem widać, a też tego za stan posiadania urzędnik uznać nie może, bo jeśli petent powie, ze wujek Włodzio dał dla dzieci, to trzeba to przyjąć na wiarę.

Ani widok skrajnej nędzy przy dochodzie przekroczonym o złotówkę – a broń Zeus o 20,-! – nie wpływa na świadczenia, ani widok ewidentnego dobrostanu. Pytanie brzmi: po co wywiady środowiskowe, skoro nic nie wnoszą? Dobroczynność dla petenta, który wypełnić papiery mógłby w OPSie? Może – jeśli to wieś Ozorowice, a GOPS jest w jakiejś Wiszni i z tą całą chmarą dzieci trzeba tam jechać. Ale we Wrocławiu na przykład?

Dodam, ze przeciętnie rejonowy pracownik socjalny rodzin pod opieką posiada 200 i nie wszystkie są miłe. Na wywiady chadza też do petentów wątpliwej konduity, byłych kryminalistów, straszliwych moczymordów i nigdy nie wie, czy przypadkiem nie oberwie w głowę czajnikiem, a narzędzi obronnych jak gaz, tasak czy amstaff mieć ze sobą mu nie wolno. W dodatku o ile głodu taki pracownik nie cierpi, o tyle i tak zarabia znacznie mniej, niż siedząca sobie gdzieś w zacisznym biurze pani od przybijania pieczątek „przyznano”.

Nie, żeby te panie w biurach też samą rozkosz miały, bo przychodzący petenci też rozmaici bywają i w stanie różnym, zachowują się zazwyczaj kulturalnie, ale nawet jeśli przestaną – za okno wyrzucić ich nie można. Papiery zaś przejrzeć trzeba, sprawdzić, czy się kwoty zgadzają i dopiero wtedy pieczątkę przybić… po czym całość odesłać innej pani, która to wydrukuje wsadzi do odpowiedniej koperty i wyśle w diabły i do petenta. Wbrew pozorom, praca to nie jest lekka, za to nudna okropnie.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale