Duża część naszego wspaniałego narodu czerpie satysfakcję z przypadku Polańskiego. "Nareszcie jakiś znany Polak, co się dorobił i jest zdolny, bydle jedno, dostaje w dupsko od władz. A co! Na krzesło z nim, gwałcicielem, pedofilem..... ". Tu na tym forum porażająca dawka wpisów w tym tonie. Po co? Schadenfreude się nazywa. No i oczywiście nasze Polskie piekło.
Ciekawe, czy ktoś policzył ile było notek o sprawie Polańskiego. Ile się pomyj wylało przy tym, na wszystkich. A że ludzie z nazwiskami też biorą udział w tej awanturze, to stali się wyjątkowo łatwym celem ataków.
I tu wchodzi na pole walki pan europoseł Marek Migalski. I wali z grubej rury. I to po chamsku, bez wdzięku. Ale wie, że taki cios spowoduje, że nastawieni jedynie na oglądalność producenci TVN24 natychmiast zaproszą go do rozmowy w studio w prime timie. Dobrze kombinuje pan europoseł Marek Migalski. Strategia się sprawdza. Jeśli będzie w ciszy Brukselskich gabinetów pracował jak mrówka dla dobra Polski analizując to i owo, lobbując w ważnych sprawach, to ludność o nim, jako o polityku szybko zapomni. Więc coś trzeba robić, żeby się pokazać. I proszę, jedno słowo w nijakiej notce wystarczyło, żeby Migalski był przez 10 minut na wizji. Ten "gwałciciel Polański", te elity, co mają "nakupkane" w głowach są idealnym motorem do wjechania do studia i pokazania się.


Komentarze
Pokaż komentarze