Bus pasy na Trasie Łazienkowskiej uruchomiono. Przez kilka dni prasa i TV grzmiały na ten temat, choć umiarkowanie. I zapomniano. Nie zapomnieli kierowcy.
Jak można było przewidzieć, bus pasy spowodowały zakorkowanie nie tylko Trasy Łazienkowskiej, ale także okolicznych ulic. Najbardziej ucierpiała wschodnia prawa strona Warszawy. Ludzie jadą teraz czasem aż o godzinę dłużej do miasta, norma to 40 minut. Korki pojawiły się na dawniej niezakorkowanych ulicach na Saskiej Kępie i Gocławiu. I stoją auta smrodząc wśród bloków, domków wypuszczając w niebo tony CO2. I to ekologów i włodarzy miasta nie martwi. Nie martwi ich to, że spalanie na tych kawałkach wzrosło z 8-10 do 23-30 litrów na sto. O tym zapomniano. Bo liczy się jedynie wyższy cel - usunięcie aut z miasta.
A może zamiast jedynie utrudniać życie połowie miasta, najpierw wypadałoby stworzyć dobry system komunikacji miejskiej? Sieć metra, tramwaje, więcej autobusów.... Bo jak sobie miasto to wyobraża, że zlikwiduje możliwość poruszania się autem po mieście, ale nie zwiększy liczby pociągów w metrze, autobusów i tramawajów? Bo na to w tej chwili wygląda. A my sobie powoluśku, ale z wściekłością codziennie wżerającą nam się w żołądki przywykniemy do korków.
Miasto też chyba zapomina o takim zjawisku, że zagraniczni biznesmeni nie lubią miast zakorkowanych. Ja podróżując bardzo dużo często decyduję, że nie jadę do jakiegoś miasta właśnie ze względu na korki. Kiedyś przenieśliśmy interes z jednego miasta do drugiego, żeby tylko nie spędzać godzin w korkach. Czy takiego zachowania włądze miasta nie biorą pod uwagę? Czy nie widzą jaki jest rezultat wprowadzenia bus pasów - żaden, poza korkami?
Kierowcy powinni się zorganizować i zablokować miasto. Regularne protesty mogą dać jakiś rezultat. Niema wściekłość w samochodzie nie da żadnego rezultatu.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)