Żałosne jest dziś życie dziennikarza/publicysty. Zmuszany taki jest do zajmowania się od wielu lat systemem afer jedynie.
Robi się modna afera hazardowa i wszystkie media o tym trąbią. Onanizm tym co usłyszeliśmy z karminu ust Mariuszowych. No jadę se w korku porannym i słyszę jak czworo poważnych ludzi w TOK FM gada 30 minut o tym, co Kamiński powiedział i jak komisja wygląda. A ja się pytam, ja obywatel, co mnie to w cholere obchodzi, czy pan Karnowski uważa, że PO macza w tym palce, że to mafia, brud i w ogóle... Co mnie obchodzi co ma na to do odpowiedzenia pan mieszkający nad Jeziorkiem Czerniakowskim nad którym się wychowałem.
Obchodzi mnie to tyle co niegdysiejsze śniegi. Tak samo jak brzęczeniem much stały się gadki w TVN24, poranne - kiedy powtarzają ofiary losu, wczorajsze, czy wieczorne bełkoty publicystyczne - nic nie wnoszące. Stało się to, co z miedialną koncentracją na krwi i śmierci - nie wzrusza już nas. Przesyt. Saturacja. Znieczulica i zdenerwowanie.
I dlatego żal mi publicystów, bo oni MUSZĄ się w tym babrać, bo to się niby sprzedaje. A kto wie, czy inne rzeczy by się nie sprzedawały? Sami zastawili na siebie pułapkę, sami nakręcają tę spiralę aferalną, powodując, że politycy generują sobie na tej fali popularność.
Co gorsza naród zdany jest na łaskę mediów czyli publicystów i czeka na to, co wieczorem powiedzą, czy to w TVN czy u Pośpieszalskiego, co za różnica gdzie, wszędzie to samo, mastrubacja. Rodzielanie włosa na czworo, badanie DNA Mirka do szesnastego pokolenia wstecz... Intelektualne sieroctwo nie pozwalające publicystom na wyrwanie się z kolein. Z kolein bardzo już głębokich. Może trzeba zmienić wehikuł?
Teoretycznie czwarta władza, kontrola itepe... ale u nas żadne dywagacje publicystyczne niczego nie zmieniają. To czcze gadanie, ubrane w eleganckie słowa i głębokie przemyślenia.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)