Jeden z wariantów godła "Noworosji"
Jeden z wariantów godła "Noworosji"
amelka222 amelka222
3167
BLOG

Projekt: "Małorosja"

amelka222 amelka222 Polityka Obserwuj notkę 70

 

 

1.

Projekt „Doniecka Republika Ludowa”  - który jeszcze dwa miesiące temu wydawał się kompletnie księżycowy - zaczyna na naszych oczach przybierać coraz pełniejsze kształty. Nie mam tu jednak na myśli częstych deklaracji szefa zrewoltowanego Donbasu, Ponomariowa uzbrojonego po zęby, który co rusz w TV zapowiada nowe formy walki z Kijowem, powoływanie samodzielnych oddziałów wojskowych w Doniecku, samodzielnych władz wykonawczych i takiż struktur prawodwaczych nowej ludowej władzy na tym obszarze i który wprowadza tutaj coraz ostrzejszy terror. W tej notce nie zbuduję więc obrazu Donbasu wyłaniającego się z projekcji Ponomariowa, nad którą dominują wszystkie rodzaje broni jaką dysponuje jego sztab w Doniecku.

Chcę przedstawić wyższe piętra tego projektu, autorstwa prof. Andrieja Marczukowa, historyka Rosyjskiej Akademii Nauk zajmującego się w wielu  swoich naukowych badaniach właśnie Ukrainą. Co najmniej od 2011 aktywnie pracuje on nad projektem „Małorosja”, konstruuje założenia strategiczne i taktykę realizacji tego projektu, której to (przynajmniej niektóre) elementy wydaje się dzisiaj wykorzystywać propaganda Kremla w sprawie Ukrainy. Dzisiaj autor aktywnie wspiera irrenedntę donbaską.

Kwestia nazwy: "Małorosja" lub "Noworosja" nie odgrywa tu ważniejszej roli , bo mowa jest w zasadzie w obu wypadkach o tych samych terytoriach. Tego drugiego terminu używa się na ogół w sytuacji,  kiedy "małorosyjskość" odczytywana jest z konotacjami negatywnymi, np. jako coś "gorszego" od "prawdziwej rosyjskości". Prof. Marczukow  konsekwentnie  jednak tę pierwszą stosuje i zakłada, że właściwe - bez negatywnych skojarzeń - jego rozumienie, to tylko kwestia czasu i pracy propagandowej. 

W latach 2011-2014 w jego projekcie niewiele się chyba zmieniło (nie znam wszystkich jego tekstów). Jedno tak: o ile jeszcze w 2011 A. Marczukow miał pewne wątpliwości, czy Ukraina południowo-wschodnia powinna jak najszybciej zostać włączona do Federacji Rosyjskiej, to dzisiaj już nie ma żadnych rozterek. Odwrotnie: obecnie wskazuje na różne niebezpieczeństwa czyhające na pozostawioną samą sobie „Doniecką Republikę Ludową”, która wraz z Ługańskiem ma niebawem stać się - w rzeczywistości jak najbardziej realnej - głównym jądrem projektu marczukowskiej „Małorosji”.

W całym tym obrazie nie jest również ważne, czy A. Iłłarionow ma rację (a ma) podkreślając ewidentne błędy Putina w jego historycznych uzasadnieniach dla samego pojęcia "Małorosji", podpowiedzianych mu przez rosyjskich historyków, bo istotą całego tego projektu politycznego Marczukowa nie jest historia rozumiana jako zestaw dat, lecz jest nią  społeczeństwo zamieszkujące południe i wschód dzisiejszej Ukrainy oraz możliwości kształtowania jego świadomości narodowej i tożsamości.

A.Marczukow pokazuje jednocześnie w tle, ile czasu Rosja utraciła spychając na plan dalszy zainteresowania swoich głównych strategów politycznych problemem rosnącego w siłę ukraińskiego ruchu narodowego – całe 20 lat. Można przyjąć, że władzom FR zwracali na to uwagę historycy i socjologowie – publikacje Marczukowa z 2011 wyraźnie noszą charakter takiego alarmu i prawdopodobnie jego prace nie są jedynymi z tego okresu.

Ale Marczukow mówi coś jeszcze: Rosjanie, obywatele FR, nie mają w ogóle w swojej mentalności zakodowanej  odpowiedzialności za własne państwo, nie są w swojej masie społeczeństwem obywatelskim w zachodnim rozumieniu tego pojęcia, a rosyjski patriotyzm (ruch narodowy, nacjonalizm) jest czymś bardzo mglistym i instynktownym, więc państwo rosyjskie oraz jego elity mają w tych zakresach jeszcze ogromną pracę do wykonania - niezależnie od tego, jak potoczą się losy ukraińskiego Południa.

Co ciekawe, to w dzisiejszymn ukraińskim ruchu narodowym skłonny jest szukać modelu uaktywniającego mechanizmy tożsamościowe Rosjan - z nadzieją, że rosyjski nacjonalizm okaże się na Południu skutecznym panaceum na siłę i atrakcyjność ukraińskiego i pobudzi rosyjski patriotyzm "Małorosjan" na wschodzie Ukrainy. 

 

2.

Projekt „Małorosja” 2011-2014, kilka refleksji.

***Rozumiany jest przez A. Marczukowa przede wszystkim jako projekt deukrainizacyjny– jego realizacja ma przynieść unicestwienie raz na zawsze projektu „Ukraina”.

Od Aleksandra Dugina odróżnia go nie tylko język nienawistnego opisu, którym Dugin się posługuje pisząc o Ukraińcach. Marczukow jest historykiem; na dodatek doktoryzującym się z zakresu problematyki ukraińskiego nacjonalizmu w XX w. Więc jego słowa: „Ukraiński nacjonalizm, ukierunkowany antyrosyjsko, ma potężny potencjał mobilizujący , ma swoją własną mitologię i rozumienie świata” – mają swoją wagę. Jednoznacznie konfrontują one siłę i atrakcyjność ukrainizmu, wspieranego od lat przez instytucje ukraińskiego państwa, z bylejakością i nijakością współczesnego rosyjskiego poczucia narodowego, które na wschodzie Ukrainy szybko znalazło się na pozycjach przegranych. Bo tutejsze rosyjskie poczucie narodowe zastygło w czasie minionym: pozostało w starych schematach sowieckiego państwa i objawiało się jedynie rosyjskojęzycznością.

***Koncepcja Marczukowa jest projektem mającym służyć obudzeniu rosyjskiej tożsamości na Ukrainie południowo-wschodniej (gdzie jako wyraźnie sprecyzowana rosyjska tożsamość narodowa nigdy wcześniej nie istniała) i wyrwać ją z letargu i sowieckiej gnuśności. Perspektywa dalszego trwania w tej indyferentnej „zupie” dla każdego historyka jest jasna: może to być jedynie asymilacja do narodu ukraińskiego i do ukraińskiej tożsamości narodowej. Nowoczesnych ruchów narodowych nie da się bowiem inaczej pokonać, jak tylko przeciwstawiając im atrakcyjność innego ruchu, innego nacjonalizmu dysponującego konkurencyjną siłą asymilacyjną. Wymaga to m.in. uruchomienia potężnej aparatury propagandowej, zaprzęgnięcia czołowych mediów, odcięcia przekazu konkurencyjnego i całej masy własnych agitatorów pracujących w terenie i koncentrujących się na najbardziej atrakcyjnych aspektach "rosyjskości". Zawsze sprawdzają się one - najdrastyczniej, ale też i najbardziej jednoznacznie - w warunkach wojny,nawet lokalnej, kiedy ceną za określoną postawę może być własne życie.

***Projekt „Małorosja” jest wewnętrznie spójny i chyba dość całościowy. Główny nacisk kładzie na wiązanie patriotyzmu z terenami mającymi tworzyćjego geograficzne pojęcie i bazuje na jednoznacznym odcięciu całej nowej terminologii od „ukraińskości”. "Małorosja" nie jest więc w tym projekcie częścią Ukrainy inaczej jedynie nazywaną – to ma być część wyłącznie rosyjskiego świata, jego historii i współczesności, związków z tradycją i historią pozostałych regionów Rosji. Wyznacznikiem patriotyzmu mają więc być tutaj: 1/. mentalne związki z Rosją - historyczną ojczyzną i 2/. walka wypowiedziana antyrosyjskości ukraińskiego ruchu narodowego.

Zauważmy: w genezie całego projektu jest mowa wyłącznie o przeciwdziałaniu postawom antyrosyjskim, ukierunkowanym przeciwko państwu rosyjskiemu; nie ma żadnego odniesienia do rzekomego gnębienia rosyjskojęzycznej części mieszkańców Ukrainy. Ta polityczna fikcja pojawiła się dopiero w okresie walki o ustawą językową z 2012 – jako argument propagandowy - i została nastepnie rozdmuchana do wymiarów czołowego „memu” kremlowskiej i rosyjsko-nacjonalistycznej narracji snutej przez lokalnych szowinistów z Kijowa (W. Kolesniczenko). Pierwotna anytrosyjskość  (wobec państwa, wobec FR) została tutaj przekuta w nośne i głośne hasła o rzekomym prześladowaniu rosyjskojęzycznych obywateli Ukrainy i stała się orężem walki z kijowskim Majdanem od 2013.

Projekt A. Marczukowa nakazuje nie tylko zamilczanie ukraińskości jako punktu odniesienia dla „Małorosjan” – jedynym dopuszczalnym jest odniesienie do rosyjskości. Wiedząc o tym,  może łatwiej nam będzie teraz zrozumieć dzisiejszą postawę przywódców typu Ponomariowa z Donbasu, który nie tylko jest rzecznikiem "nie brania jeńców" i masowego zabijania żołnierzy ukraińskich, ale i zapowiedział, że w żadnych ukraińskich „okrągłych stołach” to oni nie będą brać udziału – nawet jeśli zostaną zaproszeni. Oni już są po prostu w innym projekcie, w którym nie ma ani państwa ukraińskiego, ani Ukraińców, ani ukraińskości w sensie kulturowym. Są już w programnie, w  którym jest tylko Rosja i rosyjskość.

***"Małorosja/Noworosja" obejmująca terytoria: Donieck, Ługańsk, Odessa, Chersoń, Zaporoże, Dniepropietrowsk (w dalszej kolejności także inne regiony centralnej Ukrainy) – całe więc przede wszystkim pobrzeże M. Czarnego i Azowskiego – nie powinna w tym projekcie zbyt długo egzystować samoistnie. Ani – w postaci wydzielanych po kolei  z Ukrainy samodzielnych tworów, ani też – jako terytoria zjednoczone w ramach  odrębnego bytu politycznego, tj. w powstałej w ten sposób "Małorosji". A. Marczukow uważa, że usytuowanie pomiędzy Ukrainą (tego co z niej pozostanie) a Rosją uczyni zeń pole dalszego konkurowania obu nacjonalizmów: ukraińskiego i rosyjskiego, nie będzie więc sprzyjać wewnętrznej stabilizacji nowego podmiotu. Nie należy też raczej myśleć o "Małorosji" jako o samodzielnym członku obecnej Unii Celnej lub Euroazjatyckiego Zawiązku Gospodarczego; potencjalne różnice interesów gospodarczych negatywnie mogą zaważyć na relacjach "Małorosji" z Rosją, co dla "małorosyjskiego" patriotyzmu (wiązanego ściśle z Rosją) na pewno nie byłoby korzystne.

Jednym słowem: nigdy żadnej podmiotowości dla nowej struktury, bo podmiotowość to zawsze tylko kłopoty – to nowe elity z własnymi interesami; to nowe lokalne centra kapitałowe i ośrodki wpływów; to nowy typ kultury; to wreszcie groźba nowej własnej lokalnej tożsamości, która za jakiś czas wykazać się może aspiracjami narodowymi. Scalenie z Rosją i wejście w skład nowego „russkiego mira” („rosyjskiego świata”) ma raz na zawsze ukierunkować mentalność miejscowego społeczeństwa i po prostu "roztopić" je w tym nowym świecie.

*****************

 

Wizje historyków i socjologów często pozostają jedynie wizjami – nie tylko w świecie sowieckim i postsowieckim. I – jak widzimy to codziennie w przekazach z Ukrainy – realizowana rewolta  na południowym wschodzie Ukrainy daleko odbiega od projektu A. Marczukowa. Miała to być przecież pokojowa, zdecydowanie wieloletnia i dobrowolna asymilacja, a w rzeczywistości dominują elementy gwałtownego i krwawego podboju. Polityka toczy się  w innym rytmie, a wyobraźnia polityków również ma inny horyzont czasowy.

Wspierając dzisiaj „Doniecką Republikę Ludową”,  A. Marczukow może i ma poczucie współuczestnictwa w wielkim narodowym rosyjskim projekcie dotyczącym Południa, ale chyba dość sceptycznie może myśleć o ostatecznych jego efektach: podbój to jednak nie to samo co asymilacja, która mu się marzyła, a deukrainizacja w jego koncepcjach to też coś całkiem innego niż dzisiejsza  wojna wypowiedziana ukraińskiemu państwu.

Jeśli w swoich projekcjach rozważał "koniec Projektu 'Ukraina'", to ten "koniec" widziany był (jeśli prawidłowo odczytałam Marczukowa) jako ostateczne zwycięstwo długofalowej asymilacji ludności do rosyjskości. Tymczasem przebieg wydarzeń wydaje się wskazywać na spory udział duginowskiej - szybkiej, krwawej i ostatecznej - wersji likwidacji ukraińskiego państwa, wpływającej na decyzje podejmowane w Moskwie. Fakt, że Kreml dotąd jednoznacznie jednak nie wypowiedział się jeszcze w sprawie najbliższej przyszłości Donbasu i Ługańska, może świadczyć o tym, że to bieżące interesy polityczne Kremla rozstrzygną o ostatecznym wariancie unicestwienia państwa ukraińskiego. Projekty są od dawna gotowe i ... czekają.

 

Na podstawie:

http://www.regnum.ru/news/1470788.html

http://www.regnum.ru/news/polit/1802208.html


Zobacz galerię zdjęć:

Ukraina wschodnia i południowa
Ukraina wschodnia i południowa Andriej Marczukow Barykada "Donieckiej Republiki Ludowej"
amelka222
O mnie amelka222

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka