My chcemy Boga!
Wczoraj, w swym historycznym przemówieniu wygłoszonym u stóp Pomnika Powstania Warszawskiego Donald Trump nawiązał do wiekopomnych słów Jana Pawła II wygłoszonych do Polaków w dniu w dniu 2 czerwca 1979 na ówczesnym Placu Zwycięstwa, dziś Piłsudskiego: „Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!….”.
A gdy w chwilę później amerykański Prezydent przywołał słowa polskiej pieśni religijnej „My chcemy Boga” odśpiewanej wówczas w Warszawie przez setki tysięcy Polaków, którym Ojciec Święty ducha dodał myślałem, że mi serce ze wzruszenia pęknie, gdyż sobie coś przypomniałem, – o czym teraz pragnę opowiedzieć Polakom, szczególnie tym młodym.
We wczesnych latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy w kraju szalał stalinowski terror chodziłam do podstawówki przy ul. Konfederackiej na krakowskich Dębnikach mieszczącej się opodal kościoła pod wezwaniem św. Stanisława Kostki, gdzie przystępowałem do Pierwszej Komunii Św. i tam również byłem bierzmowany.
W tym kościele młody kapłan Karol Wojtyła odprawił dnia 3 listopada 1946 roku swoją Mszę św. Prymicyjną i w tejże Świątyni jest także obraz Matki Boskiej, przed którym „wymodlił sobie i ugruntował swoje powołanie kapłańskie”, jak już, jako papież powiedział parafianom w roku 1972. O tej parafii Jan Paweł II mówił także nawiązując do bestialstwa hitlerowców wobec polskich księży patriotów w dniu 17 sierpnia 2002, cytuję:
„Czasy te wspominam w sposób bardzo osobisty. Jestem przekonany, że do powołania kapłańskiego, do którego doszedłem właśnie w tym czasie i tu, w tej parafii, przyczyniły się modlitwy moich braci i moich sióstr i tych moich ówczesnych duszpasterzy, którzy za życie chrześcijańskie każdego parafianina, a zwłaszcza każdego młodego parafianina – wtedy należałem tutaj do młodzieży – płacili nie tylko dobrym słowem, nie tylko szlachetnym przykładem swojego życia, ale także ofiarą i krwią.„
Przed naszą podstawówką był sąsiadujący z kościołem wielki podworzec, na którym każdego dnia przed lekcjami mieliśmy poranne apele rozpoczynające się od obowiązkowego odśpiewania przez uczniów komunistycznej pieśni pt. „Naprzód młodzieży świata”, a dyrektorka szkoły baczyła pilnie, czy wszyscy śpiewają. Potem następowały wyróżnienia uczniów, którzy wykonali najlepsze gazetki ścienne o Józefie Stalinie, Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich i Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. A na koniec komunistyczni politrucy wygłaszali doktrynerskie pogadanki okolicznościowe.
Tak bestialsko i metodycznie kaleczono wtedy młode polskie mózgi. Nie zdołano jednak zabić naszej polskiej duszy.
Bo pamiętam, iż śpiewając rano pod czujnym okiem pani dyrektorki napisany przez sowieckiego doktrynera Nowikowa toksyczny Hymn Światowej Federacji Młodzieży Demokratycznej myślami byłem przy wieczornym Nabożeństwie Majowym odbywanym przed stojącym opodal kościołem, gdzie mieliśmy lekcje religii, którą w tamtych czasach komuniści wyrzucili z polskiej szkoły. Tam uwielbiany przez nas ksiądz Socha, prócz religii, uczył nas także miłości do Polski. I do śmierci nie zapomnę, jak z epidiaskopu, który wtenczas zdawał nam się cudem techniki wyświetlał nam na ścianie przemiennie obrazki przedstawiające ukrzyżowanego Chrystusa i polskie godło z białym orłem bez korony, z której odarli go komuniści, tłumacząc nam, kto i w jakim celu to zrobił. Boże! Jak On pięknie mówił o Polsce! Ile w nim było pasji! Ile mu się chciało! Ten przezacny człowiek o gorącym sercu i pięknym umyśle na zawsze ubogacił nasze dusze etosem najdroższych Polakom wartości.
Od tamtego czasu upłynęło ponad pół wieku. Słów lewackiego hymnu już od dawna nie pamiętam, lecz to, co mówił nam ks. Socha wryło mi się w duszę, – na zawsze. Nasz ukochany katecheta każdego roku chodził z nami na wieczorne majowe nabożeństwa, które nazywaliśmy „majówkami”. Tam, na zakończenie śpiewaliśmy zawsze: „My Chcemy Boga Panno Święta o Usłysz naszych Wołań Głos (…) My Chcemy Boga w Książce, w Szkole (…) Niech Boga wielbi Chrobry, Lech (…) ”. A gromkie echo tej pieśni niosło się wówczas od kościoła do kościoła, od miasta do miasta, od wsi do wsi i cała Polska odważnie śpiewała mimo sowieckiego terroru i wszechobecnych ubeków, którzy nie mieli odwagi stawić czoła bohatersko zdesperowanym ludziom. Zaś dla mnie osobiście pieśń „My chcemy Boga” ma od tamtego czasu znaczenie równoznaczne z polskim Hymnem Narodowym.
I to wczorajsze zawołanie czyni Donalda Trumpa postacią historyczną
I do dzisiaj Polacy tę kultową pieść śpiewają w kościołach z podniesionym czołem, o czym przypomniał odważnie we wczorajszym przemówieniu Donald Trump mówiąc: „Stojąc tu dzisiaj przed tym niesamowitym zgromadzeniem, jakże wiernym narodem, nadał słyszę te głosy odbijające się echem w historii. Ich przesłanie jest tak samo aktualne dzisiaj jak kiedykolwiek – Polacy, Amerykanie, Europejczycy nadal wołają wielkim głosem My chcemy Boga…”. I to wczorajsze zawołanie czyni Donalda Trumpa postacią historyczną.
Na zakończenie swego dziejotwórczego przemówienia amerykański Prezydent powiedział: „Więc razem walczmy wszyscy tak, jak Polacy: za rodzinę, za wolność, za kraj i za Boga. Dziękuję wam, niech was Bóg błogosławi, niech Bóg błogosławi Polaków, niech Bóg błogosławi naszych sojuszników i niech Bóg błogosławi Stany Zjednoczone Ameryki…”,
Dziękujemy Panie Prezydencie
więc Mu odpowiadam: „Dziękujemy Panie Prezydencie za przypomnienie zagubionemu zachodniemu Światu o najważniejszych dla Polaków i Amerykanów wartościach wyrosłych z chrześcijańsko narodowych korzeni. Niech Bóg błogosławi Amerykę, niech Bóg błogosławi Amerykanów, niech Bóg błogosławi Polskę i Polaków”.
Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki, niezawisły bloger oddany prawdzie i sprawom ważnym dla polskiego państwa)
Wtedy i dziś
Tak wtedy (7 lipiec 2017) pisał na stronie Kluby Gazety Polskiej oddany prawdzie bloger Krzysztof Pasierbiewicz.
A tak pisze dziś w polemice na swoim blogu:
echo24 16 sierpnia 2026, 07:31
@Fugue
Na to przemówienie Trumpa oprócz mnie nabrało się kilka milionów Polaków.
Niestety, przemówieniu Donalda Trumpa przed pomnikiem Powstania Warszawskiego w dniu 6 lipca 2017, które wtenczas wywarło na mnie ogromne wrażenie, ale jak życie później pokazało wiele wskazuje na to, że się wtedy dałem Trumpowi nabić w butelkę.
Bo życie pokazało w międzyczasie, ile były warte tamte słowa amerykańskiego prezydenta i nie byłbym sobą, gdybym nie przypomniał, co wydarzyło się od tamtego czasu.
Mam na myśli podrywające autorytet rządu Prawa i Sprawiedliwości brutalne ustawienie do pionu władz polskich przez Kongres Stanów Zjednoczonych w sprawie ustawy o IPN-ie dokonane wskutek interwencji Izraela; moim zdaniem mocno przesadzone i lizusowskie wobec już wtedy atakującego dyplomatycznie Polskę Izraela oświadczenia Kongresu USA w sprawie łamania demokracji w Polsce; bezdyskusyjne (dlaczego?) podpisanie przez prezydenta Donalda Trumpa ustawy 447; przysłanie do Warszawy nowej pani Ambasador, co traktuję za policzek dla Polski; spotkanie prezydentów Trumpa i Dudy na żółtych fotelach w Białym Domu, które pokazało, jak mało Polska znaczy dla Stanów Zjednoczonych w kontekście tego, że Donald Trump to przede wszystkim biznesmen, a dopiero potem prezydent – vide sprzedanie Polsce za ciężkie pieniądze samolotów F35; - zaś opowiadanie o partnerskich stosunkach polsko amerykańskich można sobie moim zdaniem ewentualnie włożyć między bajki… itd., itp., itd.
Kończąc powiem, że miło się słucha słów Donalda Trumpa, że lubi polskich krakowiaków i górali, ale chciałbym w tym miejscu przestrzec, że jak pokazało życie, - amerykański prezydent ponad wszystko lubi górali z góry Synaj. i radziłbym o tym nie zapominać tym wszystkim użytecznym idiotom, którzy myślą, że Polska jest dla Stanów Zjednoczonych rzeczywiście najważniejszym sojusznikiem, - a jakby co do czego przyszło, to amerykańscy żołnierze będą za Polskę krew przelewać.
Jest Pan w stanie to ogarnąć?
Ciąg dalszy polemiki wygląda tak:
Fugue16 sierpnia 2026, 10:21
@echo24
Przed Pomnikiem Powstania Warszawskiego zgromadziło się najwyżej kilka tysięcy osób, i z pewnością nie wszyscy z nich "dali się nabrać", lecz odbrali to przemówienie, jako kurtuazyjne, okolicznościowe, jakich wygłasza się tysiące przy takich okazjach.
To jednak Pan obwieścił własnymi słowy, że przemówienie było "dziejotwórcze" a prezydent Trump jest "postacią historyczną".
Więc niech Pan milionów Polaków do tego nie miesza, bo Pan albo daje się "nabierać w butelkę" albo się ciągle czegoś wstydzi i nie może sobie wybaczać ("Nigdy sobie nie wybaczę","Jeszcze do dziś się wstydzę!" - cytaty z pańskich tekstów wzięte).
Zaś supozycja, iż "amerykański prezydent ponad wszystko lubi górali z góry Synaj" jest interesująca, potwierdzająca jednakowoż, że ma Pan wobec nich głęboko tkwiącą zadrę.
echo2416 sierpnia 2026, 10:39
@Fugue
Uciążliwe nękanie. Wysyłam do spamu.
PS. Jeśli są jeszcze osoby które mają wątpliwości co do osoby blogera Krzysztofa Pasierbiewicza, z uwagą ich wysłucham.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)