Garbary Garbary
60
BLOG

Pasierbiewicz's Archive (7) - Pasierbiewicz o tych co mają odhumanizowane bestialstwo w ge

Garbary Garbary Społeczeństwo Obserwuj notkę 3
Oficerowie bezpieki wiadomego pochodzenia oraz... „ZAKAPIORY”

„ZAKAPIORY”

Obejrzałem wczoraj w telewizji film pt. „Pucz”.

Aspekt psychologiczno-genealogiczny rokoszu „opozycji totalnej” przeciw obecnie rządzącym opisałem już wcześniej w notce pt. „Psychologia zamachu „elit” III RP na nową władzę” – vide:

http://salonowcy.salon24.pl/686243,psychologia-zamachu-elit-iii-rp-na-nowa-wladze

Dziś natomiast postaram na konkretnych przykładach scharakteryzować cechy osobowościowe przedstawionych w rzeczonym filmie „puczystów”, które ów film do granic bólu obnażył. Bo choć nie miałem złudzeń, co do poziomu intelektualnego walecznych bojowniczek i niezłomnych rycerzy spod znaku panów Kijowskiego, Petru i Schetyny, czemu dałem wyraz w notce pt. „Inwolucja salonowych „elit” III RP”, vide:

http://salonowcy.salon24.pl/744725,inwolucja-salonowych-elit-iii-rp,

to jednak nie zdawałem sobie sprawy z bezmiaru drzemiącego w tej chuliganerii zdziczałego chamstwa, co potencjalnego widza niechybnie utwierdzi w przeświadczeniu, że dzisiejsza Polska to jakaś pół-dzika „republika bananowa”.

Nie mniej jednak, choć ten film pójdzie w świat, na czym poważnie ucierpi wizerunek Polski to paradoksalnie dobrze się stało, że ten pucz miał miejsce, bo mógł powstać dokument filmowy demaskujący cechy charakterologiczne liderów obecnej „opozycji”. Jak się, bowiem okazało to nie jest żadna opozycja, lecz wataha zakapiorów i renegatów moralno etycznych, którzy w chwili, gdy im się wydawało, że już mają nową władzę na widelcu zapomnieli o hamulcach kamuflażu i odkryli swe prawdziwe oblicza.

Dlaczego tak ostro wchodzę? Bo urodziłem się pod sam koniec wojny i doskonale pamiętam czasy stalinowskie i późniejszą peerelowską komunę.

Obłąkany z nienawiści poseł Niesiołowski

I, jak oglądając ten ponury film patrzyłem na obłąkanego z nienawiści posła Niesiołowskiego, który do wyjącej pod Sejmem tłuszczy dzieci resortowych wykrzykiwał, że premier Szydło i min. Macierewicz będą jeszcze z okien wyskakiwać, a zapluty spaślak Kalisz bębenek podbijał, to sorry, ale przypomniało mi się, jak na początku lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku przytuleni z bratem do naszej Mamy słuchaliśmy z przerażeniem, jak przez radio czerwony rzezimieszek niejaki Józef Cyrankiewicz odgrażał się Polakom, że niepokornym wobec komunistycznej władzy będą ręce odrąbywać.

Zaś, jak zobaczyłem na filmie buszujących po sali obrad sejmowych, wyzutych z poczucia wstydu nitrasów i podobnych im „opozycyjnych” ultrasów grzebiących w rzeczach osobistych pozostawionych tam przez posłów partii rządzącej, jak na jawie przypomniała mi się scena, gdy w roku 1951 wpadła do naszego mieszkania banda ubeków i na naszych oczach wybebeszyła wszystkie szafy i szuflady. Do śmierci nie zapomnę prześladującego mnie później przez całe dzieciństwo upokorzenia, na dręczące mnie wspomnienie obrzydliwej sceny, kiedy chamowaty szpicel obmacywał grubymi, jak parówy paluchami wygrzebany z bieliźniarki stanik mojej Mamy szukając, czy w nim czegoś nie zaszyła. Takiej traumy się nie zapomina. A wczoraj, w trakcie oglądania filmu ta trauma ze zwielokrotnioną siłą znowu powróciła.

A scenariusz pokazanego na filmie puczu do złudzenia przypominał mi ubeckie metody wykańczania mojego śp. Ojca Akowca polegające między innymi na tym, że w nocy podkładano mu do służbowego biurka parę flaszek wódki, a rano bezpieka wpadała z rewizją, by na świetlicy zakładowej pokazać ludziom swe łupy w dowód, jak pan dyrektor załogę rozpija.

Odhumanizowane bestialstwo w genach

Tak. Tak. Proszę Państwa. Organizatorzy rzeczonego puczu mają to odhumanizowane bestialstwo w genach. Tak samo wynaturzona nienawiść, ta sama mentalność, ten sam język i te same metody.

I dlatego uważam, że nawet, jak się komuś ta nowa władza nie do końca podoba, trzeba jej koniecznie pomóc oddestylować post-komusze fuzle od zdrowego społeczeństwa noszącego w genach prastare i rdzennie polskie tradycje chrześcijańsko narodowe.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)


Zamęczyła go ubecja

Tacie pękło serce. Zamęczyła go ubecja, a dokładniej mówiąc kilku oficerów bezpieki pochodzenia żydowskiego po tym, jak ujawnił swoją akowską przeszłość. Nie wytrzymał szczucia i upokorzeń w pracy, gdzie był dyrektorem technicznym, obrzydliwych intryg, prowokacji, bezustannego śledzenia, ciągłych rewizji domowych i niekończących się wielogodzinnych przesłuchań na bezpiece.

Na pogrzebie było tyle samo bliskich i przyjaciół, co ubeków, którzy obstawili cały Cmentarz Rakowicki, a gdy kondukt dotarł do naszego rodzinnego grobu, przyczaili się za przyległymi grobowcami. Pamiętam, że gdy ksiądz rozpoczął modlitwę nad grobem, nagle wśród żałobników zrobiło się jakieś dziwne zamieszanie i rozległy się zaaferowane szepty. To przyjaciele taty z konspiracji wkroczyli do akcji i raptem na trumnie pojawiła się wiązanka biało czerwonych goździków z szarfą, na której widniał napis: „Naszemu kochanemu dowódcy przyjaciele z Armii Krajowej”. Do dzisiaj nikt nie wie, kto i jakim cudem położył tę wiązankę na trumnie, za co wtedy groziło więzienie, o ile nie gorzej. Z tego, co było potem zapamiętałem jedynie, że jak trumnę spuszczano do grobu Mama ścisnęła mnie kurczowo za nadgarstek aż mi z bólu w oczach pociemniało. A jak kondukt się rozchodził spostrzegłem, że mam całą dłoń we krwi. Mama miała zawsze zadbane, długie paznokcie.

Komunistyczna działaczka pochodzenia żydowskiego

Matka nie umiała sobie poradzić z nieszczęściem, jakie nas spotkało. Więc musiałem z nią chodzić przez lata codziennie na cmentarz, choć przesiadywanie godzinami na ławeczce przy mogile w czasie, gdy koledzy grali w piłkę było dla małego chłopca prawdziwą torturą. A mój śp. starszy brat porzucił na zawsze szkołę, jak mu dyrektorka renomowanego krakowskiego liceum, co warto zaznaczyć komunistyczna działaczka pochodzenia żydowskiego, przy całej klasie powiedziała, że takie szczeniaki akowskie jak on trzeba było w topić wiadrze.

Te koszmarne wydarzenia wpędziły nas w straszliwą traumę, a na mnie pozostawiły piętno, które na całym moim życiu położyło się cieniem. Mama wytrzymała jeszcze 15 lat i również odeszła…”, koniec opowieści.


Z listu do pewnego profesora

Pragnę wyraźnie zaznaczyć, że o tych dyskretnych i trudnych sprawach piszę do Pana Profesora bynajmniej nie po to by się uskarżać, lecz w celu dania świadectwa tego, co jest do dnia dzisiejszego skrzętnie ukrywane i przemilczane w podręcznikach historii i mediach, zarówno meinstreamowych, jak prawicowych. Bo mało, kto wie, a szczególnie dotyczy to ludzi młodych, że w latach 50-tych ubiegłego wieku Polacy też swój „mały holokaust” przeżyli. A takich jak moja rodzin skrzywdzonych przez Żydów były w Polsce tysiące!

Pragnę także zwrócić uwagę Pana Profesora na wyjątkowo pobłażliwą dla doznanych krzywd cierpliwość Polaków wynikającą z naszej katolickiej, a moim zdaniem nieco irracjonalnej skłonności do politycznej amnezji i patogennej inklinacji do wybaczania draństw wyrządzonych naszemu narodowi. Proszę zwrócić uwagę, że na dobrą sprawę od roku 1945 żadnego, powtarzam żadnego polityka, ani komunistycznego doktrynera za nic nie ukarano! Z tych samych przyczyn nie dopuszczono do uznania PZPR organizacją przestępczą i zablokowano lustrację. Oczywiście nie o odwet mi chodzi, Panie Profesorze, lecz sprawiedliwą karę za zbrodnie popełnione na naszych rodakach, także przez Żydów. Choćby symboliczną, bo sprawców już de facto nie ma między nami. Ku przestrodze przyszłych pokoleń. Więc uważam, że tymi bolesnymi sprawami powinni, a wręcz mają obowiązek się zajmować historycy z Instytutu Pamięci Narodowej, bo w strzemboszowskie samooczyszczenie nie wierzę. Powiem więcej, uważam, że Polacy mają pełne prawo karania tych, którzy dopuszczają się kłamstwa oświęcimskiego.

Więc nawiązując do Pańskich słynnych już słów o Polakach, a także w kontekście licznych publicznych wypowiedzi organizacji żydowskich o polskich szmalcownikach, na koniec chciałbym Pana Profesora zapytać, czy jeżeli powiem publicznie, że Żydzi, którzy zamęczyli mi Ojca, a mojemu Bratu zniszczyli życie, czego moja matka nie przeżyła, byli szubrawcami – to czy Pan Profesor przyzna mi rację, czy też uzna to za karygodną mowę nienawiści, jak to środowiska żydowskie często przedstawiają?

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)


Dręczace i przygnębiające przeświadczenie

No bo jak tu miłować wszystkich skoro odkąd sięgam pamięcią dręczy mnie przygnębiające przeświadczenie, że jesteśmy narodem ciemiężonym, a Polską rządzą zaprzedani Moskwie ludzie, którzy znów sprawili, że kilka milionów moich rodaków czuje się we własnej Ojczyźnie niczym pierwsi chrześcijanie pośród pogan.

Dzieciństwo kojarzy mi się bowiem ze zdrajcą Bolesławem, który przy pomocy swych oprawców zamęczył mi Ojca jedynie za to, że Tata chciał dobrze dla Polski, a w tej mokrej robocie Bieruta wspierali gorliwi zwyrodnialcy z Urzędu Bezpieczeństwa, którym wówczas trzęśli oficerowie narodu wybranego o korzeniach z Góry Synaj.

Po jednym z takich bestialskich przesłuchań w Urzędzie Bezpieczeństwa Michał Pasierbiewicz zmarł na atak serca pozostawiając wdowę z dwójką małych dzieci. O ironio! Ubeccy oficerowie, którzy prowadzili owo „śledztwo” i przesłuchania byli – jak wtedy wielu z nich – pochodzenia żydowskiego.

Większość z tych często bezimiennych rycerzy Polskiego Państwa Podziemnego i Polskiej Armii Podziemnej już dzisiaj nie żyje. W ten sposób – ironizując – los oszczędził im lektury książek Grossa czy profesora Grabowskiego z Ottawy, z których dowiedzieliby się, jakimi to antysemitami są Polacy i jakie polowania na swoich współbraci pochodzenia żydowskiego urządzali w czasie niemieckiej okupacji Polski. Los oszczędził im także seansów filmowych typu Pokłosie czy Ida.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)






Garbary
O mnie Garbary

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo