Tucker Carlson znowu wywołał skandal swoimi rewizjonistycznymi koncepcjami historycznymi. Tym razem usprawiedliwia atak Hitlera na Polskę i uznaje opór aliantów przeciwko Niemcom hitlerowskim, w tym udział Wielkiej Brytani, za niepotrzebny. Carlson jest jednym z głównych propagandystów ruchu MAGA, jego profile w socjalmediach obserwuje kilkadziesiąt mln Amerykanów. Teraz dowiedzą się, że to Polska wywołała IIWŚ. To dowodzi przed jakim zagrożeniem staniemy w przypadku agresji Rosji na nasz kraj, czy któreś z państw bałtyckich i naszego wniosku o uruchomienie 5 art. NATO o wspólnej obronie. Bez wątpienia spotkalibyśmy się wówczas z takimi koncepcjami i interpretacjami jak ta Carlsona. Zresztą, co innego mówi Donald Trump, który od początku wojny na Ukrainie powiela tezy propagandy putinowskiej o tym, że Rosja została sprowokowana, a wręcz zmuszona przez NATO do "operacji specjalnej" na Ukrainie? Ja specjalnej różnicy nie widzę. Jaką możemy mieć pewność, że w razie rozpoczęcia takiej "operacji specjalnej" przez Rosję wobec nas, albo któregoś z państw bałtyckich, nie spotkamy się z takimi właśnie usprawiedliwieniami agresora i obarczaniem nas winą za jego działania? Jaką mamy pewność, że nie usłyszymy wówczas: to wy ich sprowokowaliście, a więc radźcie sobie sami, co najwyżej wyślemy wam trochę rakiet.
Ci, którzy to lekceważą i pokładają bezkrytyczną ufność w zobowiązania sojuszu północnoatlantyckiego, powinni sobie jak najszybciej uświadomić, że słynny art. 5 NATO o wspólnej obronie nikogo do niczego nie zobowiązuje. Żaden członek NATO nie jest zobowiązany (to nie jest żaden obowiązek) do reakcji zbrojnej w razie ataku na inny kraj NATO, wysłania żołnierzy etc. To wszystko zależy wyłącznie od dobrej woli politycznej, a tej nigdy nie ma za wiele w sytuacji, gdy trzeba wciągnąć kraj do wojny. Przykład: po atakach terrorystycznych 11 września 2001, USA uruchomiły art. 5, ale tylko nieliczne kraje wsparły militarnie USA, wysłały swoje wojska, (w tym Polska) w ich działaniach w Iraku i Afganistanie. Polska i inne kraje zrobiły to wyłącznie dlatego, że chodziło o USA. Co innego, gdy będzie trzeba zdecydować o odpowiedzi militarnej w przypadku agresji Rosji na jakieś państwo NATO. To oczywiste, że bez wsparcia USA, Francji i Wielkiej Brytanii, takie kraje jak Polska czy nawet Niemcy nie zdecydują się na wsparcie kraju zaatakowanego przez inne państwo atomowe.
Jeśli więc Rosja zaatakuje w jakikolwiek sposób któreś z państw bałtyckich, takie kraje jak Polska bez wsparcia państwa atomowego najpewniej się nie zdecydują na odpowiedź. Polsce nie grozi póki co otwarty atak, gdyż nie miałoby to dla Rosji większego sensu, gdyż dzielą ją od nas setki km terytoriów innych państw (sam tzw. przesmyk suwalski to stanowczo za mało do przeprowadzenia inwazji, a tylko to miałoby dla niej jakiś sens): nam grożą co najwyżej działania dywersyjne w rodzaju podpaleń czy podłożen ładunków wybuchowych w obiektach strategicznych, wojskowych itp. NATO, wbrew temu co przeciętny człowiek sądzi, jako NATO nie dysponuje arsenałem nuklearnym. Dysponentami arsenałów atomowych są poszczególne kraje NATO: USA, Wielka Brytania i Francja. Nad bronią rozmieszczoną w innych krajach, np. w Turcji, Holandii, Belgii czy Niemczech, w ramach programu Nuclear Sharing kontrolę i decyzyjność również posiadają tylko kraje udzielające/użyczające tej broni, głównie USA. Nie jest więc tak, że w razie ataku Rosji na Polskę Niemcy czy Belgia będą mogły samodzielnie użyć w ramach odwetu składowanej u nich broni atomowej, nawet jeśli same zostałyby w ten sam sposób zaatakowane.
To, czy art. 5 zostanie uruchomiony i w jakim stopniu, zależy wyłącznie od poszczególnych członków sojuszu. Wszystko zatem opiera się wyłącznie na dobrej woli, a tej w przypadku ryzyka odwetem atomowym agresora nie należy się spodziewać. Na odpowiedź nuklearną USA, Wielka Brytania czy Francja zdecydują się jedynie w sytuacji, gdy same zostaną w ten sposób zaatakowane. W razie czego będziemy mogli liczyć jedynie na wsparcie logistyczne i użyczanie potrzebnego konwencjonalnego uzbrojenia, tak jak to jest w przypadku Ukrainy. Górę weźmie matematyczny rachunek strat i zysków. Ta sama logika działa w przypadku Ukrainy i nie należy się spodziewać, że w przypadku Litwy czy Estonii zadziała już inna tylko dlatego, że należą do sojuszu.
Putin to wiedział od początku i dlatego zdecydował się na atak na Ukrainę mimo memorandum budapesztańskiego, w którym USA, Wielka Brytania (i Rosja) zobowiązały się do udzielenia pomocy militarnej Ukrainie w razie zagrożenia. Nie było tam jednak zapisów jakiej dokładnie pomocy te kraje mają udzielić, ani co w sytuacji, gdy agresorem będzie jeden z sygnatariuszy tego aktu. To, że USA i pozostali gwaranci nie przystąpili do wspólnej obrony Ukrainy, było ewidentnym dowodem na to, iż takie gwarancje w sytuacji konieczności wystąpienia przeciwko agresorowi uzbrojonemu w atom... są tyle warte, co papier, na którym zostały spisane. Obyśmy nie musieli się o tym przekonać na własnej skórze. Lepiej więc wspierajmy Ukrainę i nie dopuśćmy do tego, żeby Putin wyszedł z tej afery cało i z fantami.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)