Od dzieciństwa marzyłam, że kiedyś nadejdzie czas, gdy ludzie będą mogli chodzić do pracy razem ze swoimi zwierzętami domowymi. I chociaż w niektórych krajach i międzynarodowych firmach jest to już dozwolone, w Unii Europejskiej i Ukrainie takie możliwości wciąż są raczej wyjątkiem niż regułą. Na szczęście trend dog-friendly w miejscach pracy stopniowo się rozwija i dotyczy właśnie zwierząt domowych, a nie psów asystujących.

Według analizy ofert pracy przedstawionej przez Euronews w lipcu 2026 roku największy odsetek ogłoszeń, w których wskazano możliwość przychodzenia do biura z psem, odnotowano w Wielkiej Brytanii 64%. W Niemczech wskaźnik ten wyniósł 45%, w Stanach Zjednoczonych 42%, w Australii 32%, we Francji i Holandii po 28%, a w Hiszpanii 27%. Na razie takie rozwiązania dotyczą przede wszystkim pracy w obszarze komunikacji, marketingu, branży wydawniczej, sektorów kreatywnych i firm technologicznych, a także biur oferujących elastyczne warunki pracy. Niektóre międzynarodowe przedsiębiorstwa wdrażają politykę dog-friendly workplace, która pozwala pracownikom przyprowadzać psy do biura. Do takich pracodawców należą między innymi Mars, Google, Amazon, Etsy, XING i The Adaptavist Group. Zasady dotyczące obecności zwierząt mogą się jednak różnić w zależności od kraju, konkretnego biura i wewnętrznej polityki firmy. Dlatego sam fakt, że przedsiębiorstwo działa na rynku międzynarodowym, nie gwarantuje, że pracownik będzie mógł przychodzić do pracy z psem w każdej jego placówce. Z badania Mars Pet-Friendly Advantage 2026 wynika, że pracownicy w Rumunii (65%), Grecji (64%) i na Węgrzech (63%) szczególnie często deklarowali, że rozważyliby zmianę pracy na rzecz pracodawcy, który pozwala przychodzić do pracy ze zwierzęciem domowym. W Polsce 56% respondentów również zadeklarowało gotowość rozważenia takiej zmiany.
Podróżując po Europie, przyzwyczaiłam się do widoku kotów i psów w prywatnych sklepach, rzadziej natomiast w kawiarniach czy restauracjach. We Włoszech psy często towarzyszą swoim właścicielom podczas wizyt w kawiarniach, barach i niewielkich sklepach. W rodzinnych przedsiębiorstwach obecność zwierzęcia domowego może być po prostu naturalnym elementem codziennego środowiska pracy. W Hiszpanii kultura miejsc przyjaznych psom jest szczególnie widoczna w dużych miastach, takich jak Madryt czy Barcelona. Wiele kawiarni, restauracji, księgarni i sklepów pozwala klientom odwiedzać swoje lokale w towarzystwie zwierząt domowych.

Portugalia wyróżnia się tym, że jej przepisy prawa wyraźnie przewidują możliwość przebywania zwierząt domowych w zamkniętych pomieszczeniach restauracji i lokali gastronomicznych, w których serwowane są napoje, pod warunkiem uzyskania zgody właściciela lokalu i przestrzegania określonych zasad. Lokal może zezwolić na obecność zwierząt w całej przestrzeni dostępnej dla klientów lub jedynie w wyznaczonej jej części. Takie rozwiązanie daje przedsiębiorcom możliwość samodzielnego kształtowania polityki dotyczącej zwierząt domowych i tworzenia komfortowych warunków zarówno dla gości przychodzących ze swoimi psami, jak i pozostałych klientów.
Spośród tak różnorodnych miejsc, najczęściej prywatnych przedsiębiorstw, szczególne wrażenie zrobił na mnie Polski Teatr Tańca w Poznaniu. Jest to instytucja miejska, która pozwala zarówno pracownikom, jak i odwiedzającym przychodzić do teatru z psami. Oczywiście odpowiedzialność spoczywa na właścicielu, a pies powinien czuć się komfortowo wśród ludzi i muzyki. Tę tradycję zapoczątkowała dyrektorka teatru, Iwona Pasińska, która już w 2022 roku uratowała niewielkiego psa z Ukrainy. Czworonóg szybko stał się nie tylko częścią zespołu, ale również uczestnikiem teatralnych performansów.
Nazywał się Spiner i to właśnie wojna sprawiła, że musiał szukać nowej rodziny. W kwietniu 2022 roku znaleziono go w stanie krytycznym w Boryspolu, niedaleko Kijowa. Ewa Zgrabczyńska, polska biolożka i działaczka na rzecz ochrony zwierząt, która od samego początku 2022 roku pomagała ratować ukraińskie zwierzęta, przyczyniła się do sprowadzenia Spinera do Poznania. Pies szybko stał się członkiem zespołu Polskiego Teatru Tańca i pozostał nim aż do końca swojego (psiego) życia. Szczur Hector, należący do tancerki Adriany Cyganiewicz, być może odwiedził tylko Niemcy, ale za to przemierzył Polskę wzdłuż i wszerz, pozostawiając swoje szczurze wzorki na hotelowej pościeli. Jej kot Elvis, a także pies Przemysława Grządzieli czy owczarek Anny Kotek również często gościli na próbach zespołu. Trudno byłoby zliczyć wszystkie koty, które znalazły schronienie u pracowników Teatru. Spotykałam w Polskim Teatrze Tańca także główną prawniczkę z psami Nyunią i Oti (mamą i córką), producenta Teatru ze spanielem, a nawet ochroniarkę, która w weekendy przychodziła do pracy ze swoją starszą suczką, ponieważ nie miała z kim jej zostawić.

Ukraiński pies Spiner przeżył niezwykłą teatralną przygodę. Stał się nie tylko ulubieńcem zespołu, ale również brał udział w spektaklach i sesjach zdjęciowych. Uwielbiał być w centrum uwagi i z ogromnym entuzjazmem reagował na taneczną twórczość. Niektóre przedstawienia kończyły się właśnie jego merdaniem ogonem, przy akompaniamencie braw publiczności. Niestety, z powodu nieuleczalnej choroby Spiner odszedł w 2025 roku. Na zawsze jednak zapisał się w historii nie tylko Teatru, ale również polskiej sceny tanecznej.
Co ciekawe, już w 2021 roku Teatr stworzył specjalny projekt – pierwsze przedstawienie edukacyjne dla dzieci, które na stałe weszło do repertuaru instytucji. Spektakl „KoczkodanSe” został zrealizowany w sezonie 2021/2022 we współpracy z poznańskim ogrodem zoologicznym. Opowiada o relacjach między ludźmi a zwierzętami. Projekt realizował ważniejszą ideę i filozofię: relacje między ludźmi a zwierzętami powinny opierać się na wzajemnych korzyściach. Pewnego razu zespół Polskiego Teatru Tańca zorganizował w zoo plenerowy happening poświęcony spaleniu kości słoniowej – fragmentów chorych ciosów słonia Ninio. Był to protest przeciwko haniebnemu handlowi kością słoniową, bez względu na jej pochodzenie.

Człowiek stopniowo wypiera zwierzęta z naszej planety. Jeśli chcemy pozostawić naszym potomkom prawdziwą różnorodność świata zwierząt, musimy zmienić nasze podejście do naszych mniejszych braci i sióstr. Te ogoniaste osobowości nie tylko czynią nasze życie lepszym, ale również całkowicie zmieniają atmosferę swoją obecnością. Dlatego dziś marzę o tym, by zobaczyć ogoniaste osobowości w polskim Sejmie. Wtedy bezdomnych zwierząt z pewnością byłoby znacznie mniej!



Komentarze
Pokaż komentarze (2)