Po raz pierwszy w życiu patrzyłam na zwierzęta, które nie powinny istnieć. Natura ich nie stworzyła. Nie są efektem ewolucji, walki o przetrwanie ani przypadku, są wynikiem ludzkiej decyzji. Odkąd nauczyliśmy się ingerować w genetykę, zaczęliśmy tworzyć nie tylko nowe możliwości, ale też nowe formy okrucieństwa. Jedną z nich są futra zwierząt, które w istocie nigdy nie istniały.

Przed wami lisy, których nie ma w dzikiej przyrodzie. Ponad 150 lat temu, w Ameryce, w wyniku eksperymentów hodowlanych prowadzonych na potrzeby przemysłu futrzarskiego, wyhodowano ich czarne i białe odmiany. Owszem, w naturze zdarzają się albinosy, ale tu nie chodzi o wyjątek, lecz o system. Aby powstało jedno futro średniej długości, trzeba zabić około stu takich zwierząt, ponieważ wykorzystuje się jedynie wybrane fragmenty ich skóry. Gdyby człowiek nie hodował lisów z myślą o ich zniszczeniu, stworzenie jednego futra wymagałoby lat zbierania skór zwierząt, które zmarły naturalnie.
Około 25 lat temu moi rodzice kupili mamie futro z norek. Wtedy dopiero zaczynałam korzystać z internetu i, trochę przypadkiem, sprawdziłam, czym właściwie jest „norka”. To był moment, który we mnie został. Informacji było niewiele, ruch przeciwko futrom dopiero się rodził, ale już sam rozmiar tego zwierzęcia wystarczył, by zrozumieć: za jednym produktem stoją dziesiątki, jeśli nie setki istnień. W moim środowisku z futer zrezygnowano już dawno, więc nie wracałam do tego tematu - aż do chwili, gdy zobaczyłam te lisy w ośrodku rehabilitacyjnym Ewy Zgrabczyńskiej.
Ewa Zgrabczyńskа jest zoolożką o międzynarodowym doświadczeniu, byłą dyrektorką zoo w Poznaniu i jedną z najbardziej rozpoznawalnych aktywistek prozwierzęcych w Polsce. Dziś tworzy przestrzeń dla tych, których człowiek najpierw powołał do życia, a potem uczynił zbędnymi. Rok temu w Polsce przyjęto ustawę o całkowitym wygaszeniu ferm futrzarskich. Właścicielom dano osiem lat na transformację oraz wsparcie finansowe ze strony państwa. Część ferm zamknięto natychmiast. Właśnie dlatego powstały ośrodki rehabilitacyjne, jako próba zapewnienia tym zwierzętom choć resztek godnego życia.

Te lisy nie mogą wrócić do natury. Nie potrafią polować, nie potrafią przetrwać, często nawet nie rozumieją, czym jest wolność. Ich instynkty zostały wymazane przez pokolenia selektywnej hodowli. Na fermach żyły około roku, wystarczająco długo, by wydać na świat kolejne pokolenie, często w wyniku chowu wsobnego, a następnie zostać zabite. Śmierć nie była ani szybka, ani humanitarna: stosowano prąd elektryczny w sposób, który nie uszkadzał futra. Małe klatki, brak ruchu, dziesiątki pokoleń inbredu - to wszystko doprowadziło do deformacji ciała, osłabienia układu kostnego i chronicznego bólu.
W ośrodkach rehabilitacyjnych zwierzęta po raz pierwszy dostają to, co dla większości istot jest podstawą: przestrzeń, ruch, leczenie przeciwbólowe, opiekę. Wybiegi projektowane są tak, by mogły się wspinać, biegać i stopniowo odzyskiwać sprawność. Wszystkie są sterylizowane. I to jest być może najtrudniejsza, ale najbardziej humanitarna decyzja - zatrzymać ich rozmnażanie. Pozwolić im żyć, ale nie tworzyć kolejnych istnień skazanych na ten sam los. Innymi słowy, zakończyć to, co sami zaczęliśmy.
Te sztucznie wyhodowane gatunki nie są potrzebne naturze. Nie pełnią żadnej funkcji w ekosystemie, nie są zdolne ani do polowania, ani do ucieczki. Ewa nazywa je „małą bombą biologiczną” i trudno o trafniejsze określenie. Nie wiemy, jakie mutacje nagromadziły się przez lata chowu wsobnego, jakie choroby mogą się ujawnić, jakie konsekwencje niesie ich istnienie. Stworzyliśmy je dla jednego celu i nie pomyśleliśmy o skutkach.

Dziś fermy futrzarskie są zakazane w ponad dwudziestu krajach. Mimo to głównymi graczami pozostają Rosja i Chiny, gdzie, według szacunków, utrzymuje się setki tysięcy, a nawet miliony zwierząt. W Ukrainie hodowla zwierząt na futra nadal jest legalna. To wąska, w dużej mierze eksportowa branża, w której dominuje norka amerykańska - odpowiadająca za około 95% produkcji. Po załamaniu w latach 90. sektor częściowo się odbudował dzięki prywatnym fermom, głównie w obwodach kijowskim i dniepropietrowskim.
Jednak świat się zmienia. Popyt na futra gwałtownie spada, rosną standardy etyczne, a sens ekonomiczny tego biznesu coraz częściej jest podważany. Być może jest to jeden z nielicznych momentów, kiedy moralność i rynek zaczynają iść w tym samym kierunku. Bo są rzeczy, których nigdy nie powinniśmy byli tworzyć. I odpowiedzialność za nie należy do nas.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)