75 obserwujących
841 notek
1394k odsłony
  2706   0

Utoya a sprawa polska

 

Mamy coraz więcej informacji o tragedii. Pojawiają się informacje o internetowych zapisach szaleńca. Sąsiedzi i znajomi dziwią się: „to był taki spokojny człowiek!”. On sam twierdzi: „moje czyny były potworne, ale konieczne”. Nie krył się ze swoimi poglądami chociaż nie pisał konkretnie o swoich zamierzeniach. Był jednym z wielu, żył wśród nas chociaż w Norwegii.
 
Internet. Kopalnia informacji. Każdy może znależć coś dla siebie. I każdy może publikować co myśli, jak widzi świat, pisać o innych, bronić swoich poglądów i walczyć przeciwko istniejącemu „złu”. Normalka. Napewno dla nas blogierów. I dla internatów w Skandynawii i Polsce.
 
Czytuję wiele blogów. Nie szukam tylko potwierdzenia swoich poglądów lecz chcę zrozumieć również sposób myślenia i poznać argumenty strony z którą się nie zgadzam. Jak można inaczej rzetelnie prowadzić dyskusję? Próbować przekonać do swoich racji? Wykazać błedy rozumowania lub nieścisłość argumentacji? Więc szukam i czytam. I dokopałem się do blogu, który skojarzył mi się z tragedią w Oslo i Utoya. W którym miłość i nienawiść zlewa się w jeden zlepek uczuć, odruchów i instynktów będących, moim zdaniem, podłożem na którym wyrastają podatne na indoktrynację osobowości zdolne do szaleńczych czynów zadziwiających wszystkich swoim okrucieństwem. Nie liczących się z niczym poza swoim ego i przekonaniami nie poddającymi się jakiejkolwiek polemice czy rozmowie. Wyrzucających w brutalnych, mściwych i przeładowanych agresją określeniach potoki niszczącej, smolistej lawy buty, wyższości, pogardy i nienawiści. Robi się niedobrze od takiego ładunku „zła” próbującego ugodzić w drugiego człowieka. I to wszystko przykryte „miłością” do „prawdziwych” wartości i słusznych idei.
 
Kilka przykładów:
 
- "Co jest akurat w miarę pewne? Ano w miarę pewne jest to, że Oni, Jarosława, MUSZĄ zabić. Jarosława niczym nie przekupią, niczym nie omamią, niczego nie są mu w stanie obiecać. On po prostu teraz nie spocznie, zanim nie postawi stopy na ich gardłach. Więc go zabiją."
- "W tej sytuacji pozwolić Jarosławowi żyć, to dla zdrajców Polski, złodziei, kurew, ruskich pachołków, berlińskich jurgieltników i brukselskich pedałów, oznacza koniec całkowity. Zabić Jarosława, to zderzyć się z mknącym żubrem, który ugryziony w dupę zasuwa rozpędzając swoje masywne cielsko."
- "Ktoś, kto rzuci Polakom pod nogi urżnięte łby zdrajców i wrogów Najjaśniejszej Biało Czerwonej."
- "Zróbmy sobie na początek takie robocze założenie, że Donald Tusk nie jest zdrajcą, szubrawcem i skurwysynem. Nie, żebyśmy się mieli zaraz do tego założenia jakoś specjalnie przyzwyczajać, bo wiadomo jak jest- my katole mamy nakaz życia w prawdzie, więc robienie takich założeń inaczej niż tylko po to, by sobie posnuć jakieś teoretyczne rozważania, byłoby zwyczajnie grzeszne." 
- "Tyle, że ja mam nadzieję i o to się modlę zwyczajnie, żeby Polacy, jak już przyjdzie co do czego, nie stawali naprzeciw swoich oprawców z gołymi rękoma. Tak, żeby każda łapa, która podniesiona na Polaka zostanie, została natychmiast odrąbana razem z łbem skurwysyna."
- "Bo gestapo właśnie dlatego jest gestapo, że się takimi okrzykami nie przejmuje wcale. Gestapo krzyczących lekceważy i ma za frajerów. Gestapo boi się jednak przemocy. Boi się, że stojący naprzeciw człowiek nie będzie rozgorączkowany krzyczał, tylko zacznie bić na zimno. Rozpalony zimną jak lód wściekłością. Będzie bił. Rozbijał łby, wyrywał kończyny, strzelał, włóczył gestapo przywiązane do tylnego zderzaka auta."
- "No ale on młokos jeszcze, to jest szansa spora, że zrobię z niego z czasem prawaka dyszącego żądzą wieszania zdrajców i wrogów Polski. A materiał jest OK."
 
Mówimy o tragedii w Norwegii, prawie 100 zabitych przez szaleńca. Ale przecież żył sobie spokojnie, nie ukrywał się, dyskutował o „swoim widzeniu” świata, wymieniał się poglądami i publikował również na blogu. Był takim sobie, skromnym, cichym człowiekiem. Uważał się za chrześcijanina. Miął obok siebie społeczeństwo. Był jego częścią. I zadecydował za część tego społeczeństwa. Tą na wysepce Utoya. Bo przecież: „„moje czyny były potworne, ale konieczne”.
Ilu mamy pośród siebie takich szaleńców? I kiedy nam się „objawią”? Kiedy przejdą do czynów i pokażą nam dobitnie że dla „sprawy” warto umierać? Kiedy przekonają nas o swojej słuszności i zademonstrują swoją determinację? Dzisiaj, jutro, po wygranych wyborach?
 
p.s. Z przesłania szaleńca:
 
"Once you decide to strike, it is better to kill too many than not enough, or you risk reducing the desired ideological impact of the strike. Explain what you have done (in an announcement distributed prior to operation) and make certain that everyone understands that we, the free peoples of Europe, are going to strike again and again. Do not apologise, make excuses or express regret for you are acting in self-defence or in a preemptive manner. In many ways, morality has lost its meaning in our struggle. The question of good and evil is reduced to one simple choice"
Lubię to! Skomentuj85 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale