Lech-Blo-G.
Jestem, więc myślę. Myślę, by poznać. Poznaję, aby zrozumieć. Jestem.
11 obserwujących
468 notek
157k odsłon
  182   0

Los mojego Ojca: KL Auschwitz - Birkenau, KL Mauthausen-Gusen, sonderniemieckie piekło

obserwator 365.pl Mauthausen - Gusen
obserwator 365.pl Mauthausen - Gusen

Lech Galicki / Instytut Pileckiego - KL Mauthausen-Gusen -wyzwolenie obozu przez amerykańskie wojska - 1945
image

( archiwalna rozmowa z Ojcem, więźniem numer 123184)

  Mój Ojciec: Władysław Galicki, syn Marcina - więzień numer 123184 (niemiecki KL Auschwitz - Birkenau w okupowanej Polsce), przeniesiony do niemieckiego (KL Mauthausen – Gusen, numer więźnia 112049 w Austrii). Wzmianka na karcie osobowej Ojca: "powód – na szkodę Rzeszy czynny".

  Tylko ten pierwszy numer wytatuowano mojemu Tacie na przedramieniu. Po wojnie chorował. Obozowa trauma spowodowała, iż postanowił nie zakładać rodziny. Poznał jednak moją mamę, Stanisławę i w sile wieku został Ojcem. Moim ukochanym Tatą. O wojnie mówił bardzo rzadko. Pracował, czytał książki, spacerował… Takim pamiętam go z dzieciństwa.

  
Miejsce Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau
                                                                                                   


Gdy byłem studentem, a może później, ojciec opowiedział mi nieco o obozowym czasie. Nie mówił dużo. Był półmrok, pamiętam, siedzieliśmy przy stole w pokoju domu rodzinnego przy ulicy Moniuszki 4 na Jasnych Błoniach w Szczecinie. Tu odbierała mnie akuszerka, gdy przyszedłem na ten świat.

Ojciec: Zbliżała się Armia Sowiecka.Niemcy decydowali o przewiezieniu wielu więźniów do obozu koncentracyjnego w Austrii. Tam były zakłady zbrojeniowe, kamieniołomy, dużo pracy ponad ludzkie siły i jeszcze więcej śmierci. Pod koniec 1944 roku przyjechały auta, którymi wywieziono między innymi mnie do Brzezinki – Birkenau. Kazano nam wejść do łaźni, pełniącej jednocześnie rolę komory gazowej, zdjąć pasiaki i poddać się dezynfekcji. Nie zagazowano nas, lecz wykąpano! Z jednej strony Niemcy starali się tam truć jak najwięcej ludzi, a z drugiej – zabiegano o ich czystość. Gdy szedłem w grupie więźniów do łaźni, zobaczył mnie mój znajomy i nieco później przekazał mojej rodzinie wiadomość, że nie żyję. Skąd mógł wiedzieć, że akurat wtedy nie wykorzystano puszek z cyklonem B? W domu dano za mnie na Mszę świętą.

                                              

   Pociągiem, w cywilnych ubraniach, dotarliśmy do obozu koncentracyjnego w Mauthausen. Po kwarantannie, w samej tylko bieliźnie, pognano nas do oddziału obozu w Gusen. Z dnia na dzień było tam gorzej. Coraz większy głód, wszystko zapchlone, zawszawione… Poza tym bito nas, szczuto psami, i nie zliczę ile osób na moich oczach utopiono w beczkach ustawionych w łaźni lub zrzucono ze skał w przepaść.

5 maja 1945 roku o godzinie 17.00 amerykański czołg z białą gwiazdą na pancerzu przewrócił płot i obozową bramę. Byłem bardzo głodny i słaby. Ważyłem 45 kilogramów. Pobiegłem do budynku, w którym jeszcze przed chwilą mieszkali esesmani, zobaczyłem tam dużo kostek margaryny i chwyciłem pierwszą z brzegu. Nagle wbiegł tłum wygłodzonych jak ja więźniów, rzucił się w kierunku margaryny i przewrócił mnie na ziemię. Podniosłem rękę do góry z nadzieją, że ktoś mnie podniesie, pomoże mi wstać. Po chwili nie trzymałem już margaryny. Podobnie było w kuchni. Tam tłum oszalałych z głodu ludzi zepchnął mnie do olbrzymiej kadzi z twarogiem. Prawie utopiłem się w jedzeniu. W dniu wyzwolenia. Później, już pierwszego dnia wolności, wielu ludzi zmarło na biegunkę, czerwonkę, gdyż dla ich żołądków kęs chleba, to było zbyt dużo. Amerykanie przyprowadzili zbiegłych esesmanów, także wielkiego sadystę – komendanta obozu. Przesłuchiwano go, a więźniowie słuchali płynących z głośników zeznań. Komendant mówił, że tydzień przed wejściem Amerykanów otrzymał rozkaz sprowadzenia wszystkich więźniów do sztolni i wysadzenia ich w powietrze. Zrobiłby to, jednak uległ prośbie swojej żony o trzy dni zwłoki. Potem już nie zdążył wykonać rozkazu. (Wcześniej, przed wyzwoleniem, komendant obozu w dniu urodzin swojego syna pozwalał mu strzelać z karabinu do pracujących więźniów i zabijać ich w ograniczonej do kilkunastu, a może nieco więcej osób, ilości). Tylko tyle słów. Skończyło się wyrwane z Czasu Apokalipsy opowiadanie mojego ojca. Tyle rzeczy już nie ma. Tato odszedł z tego świata. Wszystko się zmienia. Historię – nieprawdę dla nowych pokoleń często tworzą na użytek bieżącej polityki czarni magowie. Tak się dzieje tu i teraz. Jak walcem chcą zniszczyć wszystkich, którzy są przeciw nim. Jak zatrzymać to, co najważniejsze? Jak oddzielić plewy kłamstwa od ziaren prawdy? Prawdy o wczoraj. Prawdy o dzisiaj. A trzeba to zrobić, bo jakie będzie jutro?

                                                  

Tu, w drugiej części nagrania rozmowy mój Tato opisuje niemiecki KL Mauthausen Gusen, a przede wszystkim dzień 5 maja 1945 roku, godzina 17.00 – wyzwolenie z piekła.

                                              
image

Przez * nadludzi* - Niemców - *podludzi* zamęczanie

 Wyzwolenie                                                image

Wyzwolony dokładnie 5 maja 1945 roku Niemiecki KL Mauthausen - Gusen, to miejsce tak ważne dla naszej pamięci, jak Katyń i Palmiry. Oto krótka historia obozu, w którym ginęła Polska inteligencja. Dziś jego teren jest dewastowany. Jak wcześniej ludzie. Idzie o zapomnienie ludobójstwa?

Rozmowa z moim Ojcem.

                                                  

                                                                                                    



Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale