Zdarzyło się to w jednej z krain snu i wyobraźni, danych człowiekowi przez Stwórcę, aby mógł bez wielkiego trudu przenieść się w odległe rejony marzeń i trudnych do wykonania w szarej rzeczywistości tajemnych lotów w świat kontemplacji.
„Błogosławiony, który sen wynalazł, ten płaszcz,
który okrywa wszystkie myśli ludzkie, pożywienie,
które uśmierza głód, wodę, która gasi pragnienie, ogień,
który w zimnie zagrzewa, chłód, który łagodzi upał,
i na ostatek pieniądz obiegowy, za który wszystko kupić
można, wagę i ciężarki, które równoważą pasterza
i króla, prostaka i mędrca”.
(Don Kichot, Miguel de Cervantes Seavedra)
Zdarzyło się to w jednej z krain snu i wyobraźni, danych człowiekowi przez Stwórcę, aby mógł bez wielkiego trudu przenieść się w odległe rejony marzeń i trudnych do wykonania w szarej rzeczywistości tajemnych lotów w świat kontemplacji.
2 kwietnia (Przyszłość)
Tomasz Betrayal gładził lśniącą powierzchnię chronomobilu. Rzeczywiście – myślał – to jest dokładnie to, co nazywa się środkiem prowadzącym do celu. Wehikuł czasu – maszyna wyobraźni. Czas gonił. Już go nie miał, aby odnaleźć odpowiedni strój z epoki, w której się znajdzie. Owinął nagie ciało białym prześcieradłem i przemierzał niebotyczne odległości czasoprzestrzeni. Zawsze intrygował go problem zdrady. Szczególnie, od czasu, gdy oddał w ręce kata swego mistrza. Mędrca o niepokojąco przenikliwych, a jednocześnie zadumanych oczach. Często spotykał go w swych snach i długo słuchał wygłaszanych szeptem, jak odgłos snującego się potoku żywej wody, fascynujących prawd i mądrych nadzwyczajnie przypowieści. A jednak zdradził. Chociaż zdarzyło się to w krainie snu oraz imaginacji, nie zmieniało jego wielkiego i narastającego poczucia winy. Potem dowiedział się, iż tak już się stało w historii świata snu. Byli w nim tacy, którzy pilnie starali się, aby to zdarzenie w zapomnienie odeszło. Szukał, aż w końcu znalazł pierwszy, dziewiczy przypadek zdrady Dobra Absolutnego. Teraz Tomasz leciał w głębię czasu na spotkanie z praźródłem ludzkiej niegodziwości. Zamierzał wyeliminować zdradę z dziejów, tak jak chirurg wycina skalpelem nowotworową tkankę. Nie dopuści do wydania katom Mistrza Światłości. Nawet za cenę snu.
2 kwietnia (Przeszłość)
Oddychał głęboko. Powietrze przyniesione z otchłani ponad dwóch tysięcy lat pulsowało brzemieniem wieków. Tchnienie ziemi trąciło smakiem oliwek Ciało okrył szczelnie bielą tuniki prześcieradła, zaś sen zatrzymał się i ruszył w przeciwną stronę czasu. Tomasz wyskoczył na piaszczystą drogę. Stał chwilę odmiennością znanego mu krajobrazu. Z ciemności wynurzyła się sylwetka ubranego w białe szaty człowieka. Przystawał zdyszany. Zdawało się, że słychać łkanie. Tak, to on, Judasz zdrajca. Betrayal skrył się za skalnym kikutem. Obcy biegł wprost na niego. Skok, silne uderzenie i Tomasz stał pochylony nad drgającym w konwulsjach ciałem. Głowa nieszczęśnika uderzyła w kamienną stelę. Pękła niczym skorupa orzecha. Nagle na przestraszonego w swym niezwykłym śnie Tomasza Betrayala padła złota poświata. W odległości kilku metrów stal przed nim Mistrz Światłości. W otoczeniu uczniów. Jego oblicze, zroszone fosforyzującym krwiście potem, rozpraszało mrok. Tomasz wiedział, że ten Człowiek, ze snu każdego z nas – czeka na niego. Wiedział jednocześnie, że powinien natychmiast uciekać. Tajemnicza moc osadziła go na miejscu. Potem ruszył bezładnie do przodu, ucałował z miłością przeorane męką oblicze Mistrza. Chciał przeprosić za wszystkich tych, którzy kiedykolwiek zdradzili przyjaciół swoich. W zapatrzeniu nie zauważył skradającej się za nim zgrai z mieczami i kijami. I zaraz potem otoczyła ich chciwa tłuszcza, krepując opuszczonego przez swych uczniów Mistrza Światłości. Tomasz padł bez czucia na ziemię senną jak ciężkie powietrze, a świadomość powróciła z brzękiem rzuconej mu sakiewki. W oddali grzmiały tryumfalne krzyki i śmiechy przesycone drwiną. Dźwignął ciężko swe ciało i ruszył w pogoń.
13 grudnia 1981 roku
Za oknem padał gęsty śnieg i mróz ścinał ostatnie kropelki nadziei Zgrzytały gąsienice czołgów. W samochodach, pod brezentowymi plandekami gnieździli się zbrojni. I gęsty ścinał ostatnie kropelki mróz śnieg nadziei. W każdym zaułku sennej rzeczywistości czyhała zgraja z pałkami i pistoletami. Zdrada. Co chwilę było słychać okrzyki i warkot rozjuszonych silników. Ktoś uciekał...
Czytając Ewangelię Świętego Marka, Piotr zastanawiał się, kim był ów opisany jednoznacznie w Niej tajemniczy młodzieniec, który szedł wówczas za Jezusem Chrystusem z Nazaretu , okrywając nagość ciała prześcieradłem."A pewien młodzieniec szedł za Nim, odziany prześcieradłem na gołym ciele. Chcieli go chwycić, lecz on zostawił prześcieradło i nago uciekł od nich.(Mk14,51-52)". O kogo może chodzić i dlaczego ta osoba była w prześcieradle? Co symbolizuje ten werset? Może był jednym z Jego uczniów. Może nie starczyło mu odwagi, by walczyć ze scenariuszem proroctwa, gdyż zgodnie z nim, choć go pojmano, zrzucił prześcieradło i uciekł przerażony. Bóg jeden wie.
Potem Tomasz Betrayal śnił jeszcze o męce Syna Człowieczego. O rozciągnięciu Go na Krzyżu i Jego Zmartwychwstaniu po trzech dniach w wielkiej chwale i nadziei dla wszystkich ludzi dobrej woli. Bo właśnie ich, zgodnie z obietnicą Syna Bożego, czeka życie wieczne. A nie przeszkodzi temu nikt, choćby ruszył do krainy snu oraz imaginacji, w odlegle rejony rozważań, marzeń i zwodniczych zmor sennych ściskających swą pętlą gardło.
Kto zresztą szukałby śmierci, skoro przez Drogę zdradzenia Jezusa Chrystusa Syna Człowieczego, Męki i Zmartwychwstania Pana i Boga naszego, życie mu dano. Każdemu. Pasterzowi i królowi, prostakowi i mędrcowi...
Wykorzystano rozdział z książki Sennik Lunatyka. Autor : Lech Galicki. Wydawnictwo Promocyjne Albatros 2000.





Komentarze
Pokaż komentarze (1)